Krzysztof Grzesiowski: Przenosimy się do Katowic, tam nasz gość: pan Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za sprawy górnictwa i były senator Rzeczpospolitej. Witamy, dzień dobry.
Jerzy Markowski: Dzień dobry państwu.
Tak się składa, że górnicy węgla kamiennego znów na pierwszym planie. Wczoraj blokada na kolejowym przejściu granicznym Braniewo-Mamonowo zakończona. Mamy protest w kopalni „Kazimierz Juliusz”, górnicy wciąż są na dole, nie wyjeżdżają na powierzchnię, domagają się wypłaty zaległych poborów. Także temat z górnictwem związany, Kompania Węglowa, największa spółka w Europie, zlikwiduje deputaty węglowe dla emerytów. Krótko mówiąc, tematów związanych z górnictwem jest wiele, ale wszystkie sprowadzają się do jednego zdania tak na dobrą sprawę, że z górnictwem węglowym w naszym kraju jest źle. Pan swego czasu w wywiadzie dla portalu wnp.pl mówił o trzech niezbędnych płaszczyznach, na których powinna toczyć się dyskusja nad poprawą stanu górnictwa. Czy może pan przypomnieć te trzy punkty?
Wie pan, górnictwo po prostu znajduje się w sytuacji szoku po wielkim okresie koniunktury, który zdemoralizował polskie górnictwo. Wtedy, kiedy ceny były o 60-70% wyższe, wszystkim się wydawało, że to będzie trwało wiecznie i nie trzeba się przygotowywać na okres dekoniunktury, aczkolwiek nawet ten dzisiejszy okres trudno nazwać okresem dekoniunktury, bo dziś utyskują na cenę węgla 80 dolarów, a ja zarządzając w polskim górnictwie, w rządzie Oleksego i Cimoszewicza, miałem tą cenę na poziomie 12 dolarów. No to pytam się: kiedy był kryzys?
Ale wracając do pańskiego pytania, trzy płaszczyzny. Wie pan, no, trzeba się podzielić odpowiedzialnością za nie tyle stan, może za historię, bo to już skończmy z tą historią, tylko za rozwiązanie problemu na dzisiaj. Pierwsza płaszczyzna to jest jakaś inicjatywa ze strony właściciela, czyli rządu, bo minister gospodarki dalej reprezentuje właściciela, ja tu mówię o inicjatywie legislacyjnej. Rząd dzisiaj ma bardzo mało narzędzi do wspierania polskiego górnictwa. To już nie jest okres, kiedy można było dotacją budżetową czy jakimś innym oddłużeniem poratować te spółki węglowe. Dziś tylko można mówić o umorzeniu pewnych należności, które wynikają z obowiązków legislacyjnych. Mam tu na myśli takie dwa podstawowe ruchy: pierwsze to przynajmniej na jakiś okres czasu 2-3 lat zawieszenie dzisiejszego 23% VAT-u, chociażby tylko do poziomu znanego w całej Europie, w tym w Rosji, o której będziemy na pewno mówili, do poziomu 15%. To już dawałoby 8% przewagę cenową nad węglem importowanym. I drugie – nieszczęsny podatek od wyrobisk, którego nigdzie na świecie nie ma, a my uparliśmy się, że będziemy taki wdrażali. Notabene nikt go nie płaci, ale wszyscy go naliczają i wszyscy tym samym (...) sobie wynik finansowy. To jest pierwsza płaszczyzna (...)
Czyli ogólnie rzecz biorąc, polityka państwa wobec sektora górniczego, tak to można nazwać.
Polityka państwa, ale broń Boże nie polegająca na dawaniu pieniędzy, nie polegająca na umarzaniu jakichkolwiek zobowiązań. To odroczenie, które się dokonało, zresztą na niewielką skalę, mówię o tym ostatnim 260 mln zł, to już jest to, co można było zrobić, a teraz tylko ulżyć z należnościami, które mają być naliczane. I to już jest wszystko, co można zrobić.
Druga płaszczyzna to jest pewnego rodzaju jednak przedsięwzięcia w samym sektorze. Wie pan, przede wszystkim polityka kadrowa, okres koniunktury spowodował, że podstawowym kryterium doboru kadr było kryterium niekompetencji. Właściwie dobry znajomy to był najlepszy kandydat na każde stanowisko w polskim górnictwie, no i to niestety zemściło się tym, co mamy w tej chwili. Więc tutaj wrócę do polityki kadrowej, to znowu jest narzędzie w ręku ministra gospodarki, bo on tą politykę kadrową w tym sektorze prowadzi.
A po trzecie – to już zachowanie się samych spółek węglowych, które muszą chyba jednak przełamać się i nadać kopalniom po pierwsze status samodzielnych przedsiębiorstw i spółek prawa handlowego, bo to jest nieporozumienie, że organizacja zrzeszająca 4 tysiące ludzi była zakładem w spółce i właściwie nie miała żadnego obowiązku liczenia pieniędzy u siebie, a po drugie trzeba zrozumieć, że pewne organizacje, takie jak Kompania Węglowa, w całości są nie do uratowania. Do uratowania są poszczególne kopalnie, i to każda w inny sposób. Każda w inny sposób, bo każda ma inne przyczyny i każdą inaczej można potraktować.
Czyli reasumując, to się wszystko da jeszcze w tej chwili zorganizować, bo korzystamy z fantastycznej sprawy – rośnie zapotrzebowanie na węgiel w świecie, rośnie import węgla do Unii Europejskiej, przekroczył w ubiegłym roku 220 mln ton, a my niestety zatykamy się polskim niezbywalnym węglem, którego na zwałach leży 8 mln i uważamy, że cały problem polskiego górnictwa to jest import. Nie, import jest skutkiem naszych kłopotów, a nie przyczyną naszych kłopotów.
Niektórzy ratunku szukają w fuzji Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego i Węglokoksu, no ale gdyby spojrzeć na wyniki finansowe, to i Kompania, i Katowicki Holding Węglowy są na minusie, mówiąc delikatnie, ale nawet zyski Węglokoksu nie są w stanie uratować takiego przedsięwzięcia.
Panie redaktorze, to w perspektywie 5-6 lat niczego nie poprawi, to może tylko usprawnić to zarządzanie, ponieważ ja mam stale, wie pan... pytamy o ilość ludzi pracujących np. w tej nieszczęsnej kopalni „Kazimierz Juliusz”, gdzie ten poziom determinacji już dzisiaj sięga zenitu, a wcale nie pytamy o to, co robi 1200 ludzi w administracji Kompanii Węglowej. No, to jest dla mnie niezrozumiałe. Kiedyś Ministerstwo Gospodarki to było 300 ludzi zajmujących się... nie mówię o ministerstwie, tylko w ogóle w spółkach węglowych i Państwowa Agencja Węgla Kamiennego, a ludzi było 400 tysięcy w górnictwie, a dziś jest 110 tysięcy, czyli cztery razy mniej. Ale ta fuzja niczego nie uratuje, ale też niczego w sensie finansowym nie poprawi. A już wiara w to, że kupowanie przez Węglokoks cokolwiek zmieni. Przecież to jest fikcja, panowie. Węglokoks to jest 130-osobowa organizacja handlująca węglem na poziomie wolumenu 10 mln ton na rok, czyli mniej więcej 1/7 całego wydobycia w Polsce. Oni nigdy w życiu nie kierowali żadną kopalnią. Więc jaki sens zmienić właściciela? Tylko po to, żeby był inny szyld?
Czyli tak: polityka państwa wobec sektora, zmiana organizacyjna, o której pan wspomniał, no i jest jeszcze punkt 3, który niestety wymaga pieniędzy.
Nie tyle pieniędzy, proszę pana, ile wiedzy merytorycznej, bo to podejmowanie decyzji w stosunku do każdej kopalni jest po prostu oparte na wiedzy merytorycznej. Tu trzeba usiąść z kompetencją inżynierską i ekonomiczną, liczyć pieniądze i mierzyć zamiary na wyobraźnię i wiedzę górniczą. Zapewniam pana jako człowiek, który 29 lat pracował pod ziemią, to się wszystko da poukładać, jeszcze się da poukładać. Wie pan, dlaczego jeszcze? Bo jeszcze dzisiaj do Polski nie wpływa tyle węgla, że byłby ten węgiel w stanie wyprzeć cały polski węgiel produkowany w Polsce. Ale niestety niedługo powstaną takie techniczne warunki, bo dziś już drogą kolejową z zewnątrz można sprowadzić około 15 mln ton, drogą morską około 20, a w Gdańsku powstaje nabrzeże na następne 30 mln ton. Polska ma niestety szansę przy największym zasobach węgla w Europie, będąc największym póki co producentem węgla w Unii Europejskiej, stać się największym rynkiem zbytu na węgiel w Polsce, bo taki mamy polski model elektroenergetyczny na najbliższe 30 lat, tylko wtedy my się wszyscy razem na Śląsku i w tym całym górnictwie spalimy ze wstydu.
Są jeszcze takie argumenty na poprawę sytuacji w górnictwie, których związkowcy nie przyjmą do wiadomości, czyli likwidacja kopalń i zwolnienia. Czy to są rzeczy konieczne?
Panie redaktorze, trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że kopalń, w których nie ma zasobów węgla, nie można utrzymywać, bo to po prostu o to chodzi, żeby tam wydobywać węgiel, tak jak chociażby taka kopalnia „Kazimierz Juliusz”.
Natomiast nie przyjmuję do wiadomości sprawy zwolnień ludzi. Zresztą to była najbardziej taka, bym powiedział, subtelna sytuacja z punktu widzenia społecznego. Dlaczego? Ponieważ największym problemem póki co polskiego górnictwa poza nieszczęsnym handlem węglem, z którym się stale, wie pan, dzieją rzeczy straszne, to jest, proszę pana, wykorzystanie potężnego majątku i czasu pracy maszyn i urządzeń górniczych w samych kopalniach. To jest paradoks, ale miliardowe urządzenia pracują po, wie pan, 7-8 godzin na dobę. Trzeba zwiększyć zmianowość w polskim górnictwie, żeby nie zamęczać państwa szczegółami, kopalnie mają pracować 6 dni, górnicy mają pracować 5 dni, niedziele muszą być wolne, bo to jest Śląsk. I do tego wszystkiego są potrzebni ludzie, ludzie z górnictwa. Tak że żadnych zwolnień, żadnej redukcji zatrudnienia, odwaga w organizowaniu pracy w kopalni, a kopalnie, które nie mają szans na przedłużenie swojego funkcjonowania, się same zamkną pełnymi zwałami, a przede wszystkim brakiem dostępu do nowych złóż. Niestety, zaszłość inwestycyjna, zaniechania inwestycyjne same zlikwidowały niektóre polskie kopalnie.
I jeszcze na koniec ten wątek poruszony przez naszych słuchaczy, związany z ceną węgla krajowego i importowanego: „No bo niby dlaczego mam kupować droższy polski, skoro mogę kupić tańszy, w tym przypadku rosyjski?”.
I ja ich rozumiem, i ja ich rozumiem, proszę pana, bo trudno o większą patologię niż w obrocie węglem w Polsce. System pośredników spowodował to, że cena węgla na bramie kopalni od ceny w składzie opałowym gdzieś daleko na północy kraju jest trzykrotnie wyższa. To jest chore. Mam nadzieję, i tu trzeba podkreślić pewien ruch w tym kierunku, który sprowokował pan minister Pietrewicz w Ministerstwie Gospodarki, tworząc zalążek pod organizację Polskich Składów Węgla. To jest coś, co może zorganizować i może doprowadzić do uregulowania tego procederu. I to jest rola dla Węglokoksu, a nie kierowanie kopalniami, na których się po prostu nie zna.
Dziękujemy za rozmowę. Katowickie studio Sygnałów dnia i były senator, były wiceminister gospodarki, pan Jerzy Markowski.
Dziękuję.
(J.M.)