Głównym tematem nadzwyczajnego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli jest sprawa Ukrainy po tym, jak w Mińsku podpisano porozumienie w jej sprawie. Unijni przywódcy podchodzą do tego dokumentu z rezerwą, pamiętając niedotrzymanie obietnic z porozumienia, które zawarto również w Mińsku we wrześniu 2014 roku. Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Francois Hollande - uczestnicy negocjacji w Mińsku - nie kryją, że sam dokument nie rozwiązuje problemu, bo ważne będzie czy za słowami pójdą czyny, czyli czy nastąpi zawieszenie broni na Ukrainie od 15 lutego i utworzenie strefy buforowej w rejonie walk. Według ekspertów, w dokumencie brak jest konkretnych zapisów o odzyskaniu przez Ukrainę kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską. Obwarowane jest to wieloma warunkami.
Jeśli chodzi o „wygranych” po negocjacjach w Mińsku, to można powiedzieć, że Władimir Putin może świętować sukces na wielu obszarach, ale jest to zwycięstwo taktyczne, krótkie, nie strategiczne. Angela Merkel zyskała najwięcej w polityce wewnętrznej Niemiec, ale też wzmocniła rolę Unii Europejskiej. Jednak dyplomatycznym zwycięzcą okazał się prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka.
Rozmowa z Corneliusem Ochmannem z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, Jarosławem Ćwiek-Karpowiczem z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Dmitrijem Babiczem, rosyjskim publicystą oraz korespondentką PR w Brukseli Magdaleną Skajewską i korespondentem w Kijowie Piotrem Pogorzelskim.