W tydzień po brytyjskich wyborach i wygranej, premier David Cameron wprowadza w życie swój plan, aby najpierw wynegocjować reformy Unii Europejskiej, a potem poddać nowe relacje ze Wspólnotą pod głosowanie w referendum. Ta historyczna chwila może czekać Brytyjczyków wcześniej niż sądzili, bo nie w 2017, a w 2016 roku. Wcześniejsza data referendum jest korzystniejsza ze względu na oddalenie jej od wyborów we Francji i Niemczech, ale także od brytyjskiej prezydencji w UE. Dyplomacja W. Brytanii wysłała już wstępne sygnały do pozostałych stolic unijnych. Trwają przygotowania do serii długotrwałych i żmudnych starć. Pierwsze ma się odbyć już w czerwcu. W Paryżu i w Berlinie jest nieco dobrej woli, ale nikt tam nie dopuści do naruszenia zasady wspólnego rynku czy ograniczenia wolnego przepływu ludzi. Cameron chce więc zniechęcić przybyszów poprzez ograniczenie ich dostępu do zasiłków.