Na Bałtyku doszło do kolejnej rosyjskiej prowokacji. Kilka dni po symulowanych atakach na amerykański niszczyciel, rosyjskie myśliwce przeleciały w niebezpiecznie bliskiej odległości od samolotu zwiadowczego USA. Stany Zjednoczone oficjalnie zaprotestowały, ale niewiele więcej mogą w takiej sytuacji zrobić. Może się zdarzyć wypadek, ale są to zdarzenia incydentalne. W przypadku Rosji jest to używanie sił zbrojnych jako argumentów w polityce międzynarodowej. W Syrii są one narzędziem, którym Rosja współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską w walce z terroryzmem, z drugiej jednak strony mogą generować napięcie, aby pokazać rosyjską siłę. Rosja specjalizuje się w zaplanowanych i skomplikowanych działaniach i łączeniu siły militarnej z siłą dyplomatyczną. Natężenie incydentów prowokacji może się zwiększać przed szczytem Rosja - NATO czy przed szczytem NATO w Warszawie. Jest to metoda nacisku nie tylko na USA, ale także na kraje Unii Europejskiej, żeby „odepchnąć” Europę Zachodnią od Europy Wschodniej. Rosja wykorzystuje także wewnętrzne unijne zatargi i brak jednomyślności w pewnych kwestiach, np. imigrantów czy Ukrainy. Gwarantem bezpieczeństwa Wspólnoty ma być amerykańska brygada w rotacyjnych ćwiczeniach na całej długości wschodniej flanki NATO. Są też brytyjskie, francuskie i niemieckie siły szybkiego reagowania. Unia Europejska dla swojego bezpieczeństwa powinna posiadać regularne siły zbrojne i być gotowa w przypadku zagrożenia militarnego.
Rozmowa z Juliuszem Sabakiem z portalu Defence24.