Brexit spowodował wielki kryzys polityki na Wyspach. Brytyjska scena polityczna ulega stopniowemu załamaniu. Referendum zmusiło brytyjski parlament do oddania władzy ludziom. Eurosceptyczna partia UKIP zwróciła uwagę obywateli na imigrację, która budzi duże emocje. Brytyjczycy coraz głośniej zaczęli wyrażać swój sprzeciw. W Wielkiej Brytanii odbyła się swoista batalia między ludem a elitą. Już po referendum okazało się jednak, że kampania przedreferendalna oparta była na kłamstwach i na podsycaniu strachu. Wyszło na jaw, że najważniejsza obietnica antyunijnego obozu była nieprawdą. Nigel Farage, jedna z czołowych twarzy kampanii antyunijnej i lider UKIP-u przyznał, że obiecane 350 milionów funtów nie wpłynie do kasy brytyjskiej służby zdrowia zamiast cotygodniowo do Brukseli. Kłamał też brytyjski kanclerz skarbu George Osborne, który oświadczył, że w razie Brexitu wprowadzi "awaryjny budżet" ze wzrostem podatków i cięciami wydatków. Ludzie często przyznają, że głosując za wyjściem z Unii Europejskiej popełnili błąd. Wielu z tych, którzy głosowali za Brexitem przyznaje otwarcie, że teraz żałuje swojej decyzji. Brytyjskie referendum w sprawie wyjścia z UE pokazało, jak polityka przestała być domeną rozumu, a stała się domeną emocji.
Rozmowa z Agatą Kasprolewicz, wysłanniczką Polskiego Radia do Wielkie Brytanii.