Chaos związany z procesem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej narasta. Problemy leżą po obu stronach. Unia Europejska nie może się porozumieć co do kryzysu migracyjnego, co do działań w sprawie strefy euro ani co do strategii wobec Rosji. Dodatkowo Wspólnota musi zmierzyć się z Brexitem, którego się nie spodziewała. Jeśli chodzi o jego warunki, Bruksela jest stanowcza co do tego że, jeśli Londyn odrzuci zasadę swobody przemieszczania się, nie może zostać pełnoprawnym członkiem wspólnego rynku. Tego z kolei potrzebuje City i brytyjski biznes. Co dalej, jeśli nie będzie porozumienia? Zapewne wśród 27 państw Unii Europejskiej pojawią się podziały; już teraz są różnice zdań. Czy Wielka Brytania wybierze „twardy” czy „miękki” Brexit? Premier Theresa May nie wypowiada się jednoznacznie. Bliżej jej jednak do twardego kursu w sprawie unijnej imigracji. Z drugiej strony, znajduje się pod wielka presją ze strony przedsiębiorców, City, uniwersytetu itd. To nie wróży dobrze Wielkiej Brytanii. Największym dramatem brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia UE było to, że debata nie odbywała się w kategoriach pozytywnych. Nie było mowy o większym bezpieczeństwie, o długoterminowej prosperity. Słychać było argumenty negatywne; obóz eurosceptyczny straszył „obcymi”, obóz proeuropejski straszył gospodarczą zapaścią. Podwójne myślenie negatywne – według Quentina Peela - przyniosło katastrofalne rezultaty.
Rozmowa Adama Dąbrowskiego z Quentinem Peelem, ekspertem think-tanku Chatham House i byłym korespondentem „Financial Times”.