Chociaż Syria objęta jest jeszcze wojną, to jest tam już jednak względnie bezpiecznie i powoli na ulicach miast wraca normalne życie. Aleppo zaczyna być porządkowane z gruzów, mieszkańcy zaczynają zaś uruchamiać pierwsze sklepy i naprawiać swoje domy.
„Czas wracać, bo to nasza ziemia” - mówi Emad, chrześcijanin z Bliskiego Wschodu. Chce wracać do swojego domu, jak tysiące innych rodzin. Przeżyli koszmar wojny i trzeba było odwagi, by to przetrwać. Potrzeba jeszcze więcej odwagi, by wrócić.
Bliski Wschód jest nieodłącznie związany z historią chrześcijaństwa. W obliczu wciąż toczącej się wojny z ISIS/IS i innych dżihadystycznych grup na terytorium Syrii oraz z niedobitkami kalifatu w Iraku ciężko o dokładne przeprowadzenie badań statystycznych na temat dokładnej liczby chrześcijan pozostałych na tych terenach. Ale nawet spośród fragmentarycznych danych, które do nas docierają wyłania się katastroficzny obraz.
Na początku XX w. ilość wyznawców Chrystusa w tym regionie szacowano na 20 proc. populacji, dzisiaj jest ona oceniana na zaledwie 2 proc. Chrześcijanie byli prześladowani na Bliskim Wschodzie jeszcze przed wybuchem rewolty Arabskiej Wiosny (2011 r.) czy ekspansji ISIS/IS (2014 r.), ale to właśnie ostatnie lata wojny sprawiły, że dżihadyści biorący na cel wyznawców Chrystusa uderzyli w tę społeczność ze wzmożoną siłą.