Redakcja Polska

Wenezuelizacja specjalnych operacji wojskowych [KOMENTARZ]

03.01.2026 16:20
Przeprowadzenie błyskawicznej operacji, zakończonej schwytaniem dyktatora Wenezueli Nicolása Maduro, z użyciem śmigłowców i sił specjalnych, stanowi potwierdzenie użyteczności niedawno opublikowanej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. Waszyngton realizuje tym samym z jednej strony założenia XIX-wiecznej doktryny Monroe’a, z drugiej - pokazuje, jak rażąco skutecznie potrafią działać Amerykanie. Trudno więc nie zestawiać godzinnej amerykańskiej „special military operation” z trwającą już 1410 dni rosyjską „specjalną operacją wojskową”.
Członkowie Partii Pracujących Turcji (TIP) protestują po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores. Przed ambasadą USA w Ankarze, Turcja, 3 stycznia 2026 r. Na banerze widnieje napis Wynoś się Ameryko
Członkowie Partii Pracujących Turcji (TIP) protestują po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores. Przed ambasadą USA w Ankarze, Turcja, 3 stycznia 2026 r. Na banerze widnieje napis „Wynoś się Ameryko”REUTERS/Efekan Akyuz

Część opinii publicznej niewątpliwie przeżyła dziś swoisty flashback do 24 lutego 2022 roku, gdy rosyjskie śmigłowce przekroczyły granicę Ukrainy od strony Białorusi, kierując się na lotnisko w Hostomlu, by je opanować i przygotować grunt pod lądowe okrążenie Kijowa. Ukraińcy strącili wówczas cztery rosyjskie maszyny, częściowo rozbili elitarny desant, a po miesiącu wyparli Rosjan z północy kraju.

Amerykanie w dzisiejszej operacji nie stracili ani jednego Chinooka, Black Hawka czy Apache’a, swobodnie penetrując przestrzeń powietrzną wenezuelskiej stolicy, chronionej przez jedną z najsilniejszych sieci obrony przeciwlotniczej, opartą m.in. na rosyjskim i chińskim sprzęcie. Z jednej strony świadczy to o ogromnej pracy wykonanej przez amerykańskie służby wywiadowcze, z drugiej - rodzi uzasadnione podejrzenia o daleko posuniętą teatryzację całego przedsięwzięcia.

Niezależnie od powodzenia bądź fiaska dalszego rozwoju sytuacji w scenariuszu regime change, Donald Trump i Stany Zjednoczone pokazują rywalom, że prężenie muskułów nie jest w ich przypadku wyłącznie chwytem retorycznym, a użycie siły zbrojnej stanowi realny i podstawowy instrument prowadzenia polityki zagranicznej. Ma to daleko idące konsekwencje dla globalnej architektury bezpieczeństwa, która coraz wyraźniej zmierza w stronę systemowej niestabilności.

Personel pracuje przy myśliwcach F-35 Lightning II Sił Powietrznych USA zaparkowanych na płycie lotniska w byłej bazie morskiej Roosevelt Roads, po tym jak prezydent USA Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały jej prezydenta Nicolasa Maduro, w Ceiba w Portoryko, 3 stycznia 2026 r. Personel pracuje przy myśliwcach F-35 Lightning II Sił Powietrznych USA zaparkowanych na płycie lotniska w byłej bazie morskiej Roosevelt Roads, po tym jak prezydent USA Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały jej prezydenta Nicolasa Maduro, w Ceiba w Portoryko, 3 stycznia 2026 r.

Czy na radarze Amerykanów znajdzie się reżim ajatollahów w Iranie, od tygodnia pogrążony w kryzysie wewnętrznym, czy też reżim na Kubie, pokażą kolejne tygodnie 2026 roku. Pewne jest natomiast tempo zmiany myślenia o świecie - według Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI) lata 2024 i 2025 były najbardziej aktywne pod względem liczby pełnowymiarowych konfliktów zbrojnych od czasów II wojny światowej. Oznacza to, że świat wchodzi w fazę chaosu w stosunkach międzynarodowych: poprzedni porządek się załamał, a nowy jeszcze się nie wykształcił (gwoli ścisłości - dziś brakuje nawet debaty o tym, jaki ład chcemy budować).

Na tych warunkach skorzystają przywódcy o jawnie autorytarnych cechach, którzy siłę militarną uznają za naturalny - zgodnie z myślą Machiavellego - instrument polityki. Upada tabu nałożone na Rosję po jej „operacji” przeciwko Ukrainie, a jednocześnie otwiera się okno możliwości dla Chin, planujących analogiczny scenariusz wobec Tajwanu. Wydźwięk dzisiejszej operacji USA jest jednoznaczny: mocarstwa mają prawo do realizacji własnych interesów kosztem resztek ładu opartego na prawie - ładu, który, jak słusznie zauważą niektórzy, przez ostatnie trzy dekady sam był narzędziem w rękach hegemona.

Ludzie robią zdjęcia opuszczania flagi Tajwanu podczas codziennej ceremonii, podczas gdy Chiny przeprowadzają ćwiczenia wojskowe „Misja Sprawiedliwości 2025” wokół Tajwanu, w Tajpej na Tajwanie, 30 grudnia 2025 r. REUTERS/Ann Wang Ludzie robią zdjęcia opuszczania flagi Tajwanu podczas codziennej ceremonii, podczas gdy Chiny przeprowadzają ćwiczenia wojskowe „Misja Sprawiedliwości 2025” wokół Tajwanu, w Tajpej na Tajwanie, 30 grudnia 2025 r. REUTERS/Ann Wang

Jednocześnie, ilekolwiek rosyjski resort spraw zagranicznych nie próbowałby sprzedawać Globalnemu Południu narracji o „amerykańskiej agresji”, pole manewru pozostaje tu ograniczone. Kreml traci kolejnego quasi-sojusznika, któremu z uporem sprzedawał posowiecką broń, a jednocześnie pojawia się widmo amerykańskiej kontroli nad wenezuelskimi złożami ropy, co mogłoby sfinalizować proces marginalizacji rosyjskiego eksportu „czarnego złota”. Wtórujący Moskwie Alaksandr Łukaszenka, grzmiący o „drugim Wietnamie”, również gra nie w swojej lidze - Ameryka Łacińska pozostaje bowiem w optyce USA naturalną strefą wpływów, w której aktorzy zewnętrzni mają ograniczoną sprawczość.

Protestujący niesie transparent z napisem „Trump, Ameryka Łacińska nie jest twoja”, podczas gdy demonstranci sprzeciwiają się działaniom USA w Wenezueli, po tym jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały jej prezydenta Nicolasa Maduro. Paryż, Francja, 3 stycznia 2026 r. REUTERS/Abdul Saboor Protestujący niesie transparent z napisem „Trump, Ameryka Łacińska nie jest twoja”, podczas gdy demonstranci sprzeciwiają się działaniom USA w Wenezueli, po tym jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że Stany Zjednoczone zaatakowały Wenezuelę i pojmały jej prezydenta Nicolasa Maduro. Paryż, Francja, 3 stycznia 2026 r. REUTERS/Abdul Saboor

Nie brzmi to jednak optymistycznie z perspektywy Europy, borykającej się z rosyjskim neoimperializmem, opartym zresztą na tej samej logice stref wpływów. Skoro jednak taki tryb został już przyjęty, a Zachód nie jest w stanie wpłynąć na zmianę kształtującego się paradygmatu, Europa musi zacząć przygotowywać się do własnego, szerokiego spektrum „operacji specjalnych” - wymierzonych w dekapitację przeciwnika.

Leon Pińczak
Analityk ds. bezpieczeństwa i spraw wschodnich, Polityka Insight

Zobacz więcej na temat: Wenezuela USA KOMENTARZ

Wenezuela: eksplozje i przelatujące samoloty USA nad Caracas

03.01.2026 08:13
W stolicy Wenezueli, Caracas, w sobotę nad ranem odnotowano głośne eksplozje oraz dźwięki przypominające przelatujące nisko samoloty – poinformowały międzynarodowe agencje informacyjne. Według relacji świadków odgłosy wybuchów były słyszalne w różnych częściach miasta i wywołały niepokój wśród mieszkańców.

Atak USA na Wenezuelę. MSZ: w kraju jest 11 Polaków, nikt nie prosił o pomoc

03.01.2026 12:00
Władze Wenezueli oświadczyły, że nie mają potwierdzonych informacji o losie prezydenta Nicolasa Maduro i jego żony Cilii Flores. Wiceprezydent Delcy Rodriguez zażądała przedstawienia dowodów, że oboje żyją. To reakcja na doniesienia i wpis prezydenta USA Donalda Trumpa, który przekazał w mediach społecznościowych, że Maduro wraz z małżonką został schwytany i wywieziony z kraju.

USA uderzyły w Wenezuelę. Spór o los Maduro i wezwanie UE do deeskalacji

03.01.2026 13:45
Unia Europejska apeluje o powściągliwość i poszanowanie prawa międzynarodowego po nocnych uderzeniach USA na Wenezuelę. Operację ogłosił prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, twierdząc, że siły amerykańskie pojmały wenezuelskiego przywódcę Nicolása Maduro i wywiozły go z kraju.