Redakcja Polska

Eksperci o SAFE: trzeba maksymalnie wykorzystać do rozwoju polskiej zbrojeniówki

14.02.2026 09:00
W ramach SAFE Polska powinna kupować linie produkcyjne i licencje, a nie sprzęt – mówi komandor Maksymilian Dura, wyrażając zarazem obawy, czy polski przemysł zbrojeniowy będzie w stanie skonsumować pożyczkę w tak krótkim czasie. Inny ekspert Andrzej Kiński zwraca uwagę, że polska zbrojeniówka w ramach SAFE otrzyma zapewne zamówienia także z innych krajów.
Audio
  • W podcaście Polskiego Radia "Strefa Wpływów" Jacek Czarnecki - jeden z jego autorów - podkreślał, że środki z programu SAFE sfinansują nie tylko zakupy uzbrojenia, ale też rozwój infrastruktury krytycznej.
Przedmiotem umowy, zawartej pomiędzy Skarbem Państwa  Agencją Uzbrojenia a Konsorcjum w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa (lider) i norweską Kongsberg Defence  Aerospace (KDA), w którym kluczowym podwykonawcą jest polska spółka Advanced Protection System.
Przedmiotem umowy, zawartej pomiędzy Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia a Konsorcjum w składzie: Polska Grupa Zbrojeniowa (lider) i norweską Kongsberg Defence & Aerospace (KDA), w którym kluczowym podwykonawcą jest polska spółka Advanced Protection System.MON

Sejm uchwalił w piątek ustawę wdrażającą unijny program dozbrajania SAFE. Umożliwi ona powołanie specjalnego, zarządzanego przez BGK funduszu, za pośrednictwem którego będą mogły być wydawane pieniądze z programu. W ramach unijnego instrumentu polski rząd będzie mógł skorzystać z ok. 43,7 mld euro w postaci korzystnie oprocentowanych pożyczek i wydać je na inwestycje w obronność.

Przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej Andrzej Grzyb (PSL) podkreślił, że główną zaletą programu jest to, iż Polska uzyskuje dodatkowe pieniądze na modernizację sił zbrojnych. - Uzyskujemy dodatkowych prawie 190 mld złotych do wykorzystania do roku 2030. To tak, jakbyśmy otrzymali dodatkowy budżet na obronność, jak w całym roku 2025, i to tylko na modernizację uzbrojenia, bez wydatków na płace itd. - powiedział Grzyb.

Dodał, że 89 proc. tej kwoty ma trafić na zamówienia w polskich zakładach zbrojeniowych, a wszystkie zakupy na rzecz wojska mieszczą się planie obronnym państwa do roku 2039. Z tego 130 mld byłoby wykorzystane na projekty, które już są uwzględnione planach ich sfinansowania z budżetu i Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, zaś 60 mld zł na projekty, które z powodów finansowych wcześniej nie zmieściły się w tym planie. Przyznał zarazem, że SAFE jest pożyczką, ale na bardzo dobrych warunkach oprocentowania.

Kmdr por. rez. Maksymilian Dura przyznał, że pozyskanie środków w ramach SAFE to sukces rządu. Jego zdaniem można mieć jednak zastrzeżenia do tego, jak pieniądze z SAFE będą wydawane.

W ocenie Dury czas do roku 2030 jest zbyt krótki, by polski przemysł obronny mógł te pieniądze wchłonąć. Część z nich będzie więc zapewne przeznaczona na kupowanie sprzętu, który nie zawsze będzie produkowany w Polsce. Stąd deklaracje, ile z programu SAFE trafi do polskiego przemysłu, są jego zdaniem zbędne. Pewnych rzeczy, dodał ekspert, się nie przeskoczy. - Jeśli kupujemy powietrzne tankowce Airbus A330 MRTT, to wiadomo, że nie będą produkowane w Polsce, bo powstają w Hiszpanii - zwrócił uwagę Dura.

Poza tym, dodał, SAFE miał pomóc w rozwijaniu technologii, które później pozwolą produkować różnego rodzaju uzbrojenie w naszym kraju, ale z tym też może być różnie.

– Na przykład baterie San, które mają być w 80 proc. sfinansowane z SAFE. Kongsberg już zamieścił na swojej stronie informację, że w kontrakcie na San dostał 37 proc. środków. A w tych bateriach są też inne elementy kupowane za granicą, jak amerykańskie drony przechwytujące, czy brytyjskie rakiety w APKWS produkowane przez BAE Systems – wskazał Dura. Zwrócił również uwagę, że w kompleksach San będą dwa bardzo podobne rodzaje armat – 30 mm i 35 mm. – Nie wiem, czemu kupujemy armaty 30 mm, skoro możemy w Polsce produkować armaty 35 mm. Poza tym w Polsce produkujemy amunicję programowalną 35 mm, a nie produkujemy 30 mm. Do tej ostatniej armaty produkuje amerykański Bushmaster, a wieże norweski Konsberg – dodał. Zdaniem eksperta w wielu przypadkach może być więc tak, że coś będzie kupowane w polskich firmach, ale duża część produkcji nie będzie w Polsce.

Komandor dziwi się też, dlaczego wszystkie 139 projektów, na które Polska dostała dofinansowanie w ramach instrumentu SAFE, jest niejawna. – To powinno być rozdzielone, część jawna, a część nie. Są pewne projekty, o których się nie mówi, np. z zakresu walki radioelektronicznej, ale czemu wszystkie? – zapytał ekspert.

Jego zdaniem mogło chodzić o to, żeby nie protestowały pominięte firmy. – W przypadku wspomnianego kompleksu San producentem zastosowanych w nim systemów antydronowych jest jedna polska firma, ale polskich producentów takich systemów jest trzech. Co z nimi? Czy był jakiś przetarg? – wyraził wątpliwość.

Zapytany, jaki sposób wydatkowania pożyczki uważa za najlepszy, Dura odpowiedział, że powinniśmy kupić linie produkcyjne i licencje. – Na przykład naprowadzane laserowo rakiety 70 mm do zwalczania Szachidów, amunicja programowalna, drony FPV, które kosztują 2 tys. zł, a których w polskich siłach zbrojnych w ogóle nie mamy, choć powinniśmy je robić w setkach tysięcy sztuk – wymienił. – Jeżeli chcemy mieć drony przechwytujące, to nie kupujmy ich w Stanach Zjednoczonych, tylko kupmy linię produkcyjną. I to nie amerykańską, lecz najlepiej ukraińską, bo Ukraińcy mają w tym zakresie największe doświadczenie - dodał.

Zdaniem redaktora naczelnego magazynu „Wojsko i Technika” Andrzeja Kińskiego, SAFE to dla polskiej zbrojeniówki impuls, który trudno przecenić. – Do 2030 r. jest za mało czasu, żeby opracować nowy, złożony wyrób, jak np. bojowy wóz piechoty. Ale program daje możliwość, żeby w ramach realizacji zleceń dotyczących asortymentu, który jest w produkcji, zmodernizować zdolności wytwórcze tak, by procentowało to w przyszłości – powiedział ekspert.

W jego opinii SAFE daje naszemu przemysłowi szanse eksportowe, bo po maju tego roku wszystkie nowe umowy będą musiały być zawierane w formule wielonarodowej. Poza tym w ramach SAFE inne państwa zamówienia ze swojej puli mogą lokować w naszym przemyśle. – Przypuszczam, że będą zainteresowane naszymi przenośnymi przeciwlotniczymi zestawami rakietowymi Piorun czy systemami minowania Baobab – ocenił Kiński.

Ekspert uważa też, że nie należy się dziś martwić, czy nasze siły zbrojne są przygotowane do przyjęcia tak dużej ilości sprzętu w tak krótkim czasie, czyli czy dysponują przeszkolonym personelem lub odpowiednim zapleczem serwisowym. Zwrócił uwagę, że zakupy finansowane z SAFE zostały zaplanowane przez Sztab Generalny WP w ramach strategicznych planów rzeczowych. – Program ten zakłada, że można kupić określonych środków więcej oraz zakończyć pewne procesy wcześniej, niż gdybyśmy dysponowali tylko budżetem MON – wyjaśnił.

Celem SAFE jest jak najszybsze wzmocnienie obronności państw UE, poprzez zakupy sprzętu przede wszystkim w europejskim przemyśle. Instrument zaprojektowany jest tak, by finansować stosunkowo krótkoterminowe projekty, trwające maksymalnie do 2030 roku.

W swoim wniosku polskie MON zawarło łącznie 139 projektów. Choć lista ta nie jest jeszcze jawna, wiadomo, że obejmować ma najważniejsze produkty polskiej zbrojeniówki, jak przeciwlotnicze wyrzutnie Piorun, wozy bojowe piechoty Borsuk czy armatohaubice Krab. W planach ma być także m.in. zakup tankowców powietrznych produkowanych przez europejski koncern Airbus.

Część projektów ma być realizowana we współpracy z innymi partnerami europejskimi, a także z Ukrainą. Poza zakupami sprzętu wojskowego swój udział w programie mają mieć także inne resorty – jak MSWiA czy resort infrastruktury – na inne wydatki związane z szeroko rozumianym bezpieczeństwem.

Polskie Radio/PAP/pż