Reakcja Polski była natychmiastowa i wyjątkowo zgodna. Rzadko zdarza się, aby niemal cała polska scena polityczna – od lewicy po prawicę – mówiła jednym głosem. Przedstawiciele rządu uznali decyzję za „nie do przyjęcia”, podkreślając, że rani ona pamięć ofiar zbrodni wołyńskiej. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzegło również, że taki gest może zostać wykorzystany przez Kreml jako „paliwo dla rosyjskiej propagandy”, dostarczając Moskwie argumentów do ataków na Ukrainę i osłabiania zachodniego wsparcia dla Kijowa.
Dla wielu Ukraińców obecny spór wokół UPA wydaje się niezrozumiały. Ukraina od ponad czterech lat prowadzi wojnę o przetrwanie przeciwko Rosji. Polska i Polacy są jednym z jej najbliższych sojuszników. Dlaczego więc w Warszawie wybuchają polityczne burze za każdym razem, gdy ukraińskie władze honorują UPA lub jej przywódców?
Dla wielu osób na Zachodzie ten konflikt wygląda jak kolejny historyczny spór Europy Wschodniej. W rzeczywistości chodzi jednak o coś znacznie głębszego: o pamięć ofiar, różne interpretacje historii i pytanie, czy można czcić organizację, która jednocześnie walczyła o wolność i dopuściła się masowych zbrodni.
Ten sam skrót, dwie zupełnie różne historie
Największy problem polega na tym, że Polacy i Ukraińcy patrzą na UPA i widzą dwie zupełnie różne rzeczy.
Co widzi większość Ukraińców?
Dla wielu Ukraińców Ukraińska Powstańcza Armia jest symbolem walki o niepodległość. To partyzanci, którzy walczyli przeciwko Związkowi Radzieckiemu, stawiali opór NKWD i przez lata próbowali utrzymać marzenie o niezależnym państwie ukraińskim.
Po rosyjskiej agresji w 2014 roku i pełnoskalowej inwazji w 2022 roku ten wymiar historii stał się jeszcze ważniejszy. W oczach wielu Ukraińców UPA symbolizuje opór wobec rosyjskiego imperializmu. Dla współczesnych żołnierzy walczących pod Bachmutem, Awdijiwką czy Charkowem jest częścią tradycji walki o wolność.
Właśnie dlatego wielu Ukraińców nie rozumie polskich protestów. Z ich perspektywy krytyka UPA wygląda jak atak na ukraińskich bohaterów narodowych w czasie wojny.
Co widzą Polacy?
Polacy patrzą na tę samą organizację zupełnie inaczej. W polskiej pamięci historycznej UPA jest przede wszystkim odpowiedzialna za rzeź wołyńską i masowe mordy na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej podczas II wojny światowej. Ofiarami były głównie kobiety, dzieci i osoby starsze. Według polskich historyków zginęło ponad 100 tysięcy Polaków. W Polsce wydarzenia te są uznawane za ludobójstwo.
Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno sprawcy, jak i ofiary zbrodni wołyńskiej to w większości obywatele II Rzeczpospolitej. W 1944 roku, gdy doszło do tragedii, państwo ukraińskie nie istniało.
Dlatego gdy ukraińskie państwo honoruje UPA, wielu Polaków odbiera to nie jako upamiętnienie walki o niepodległość, lecz jako gloryfikację organizacji odpowiedzialnej za śmierć ich rodaków.
To właśnie ten element jest często niezrozumiały dla zagranicznych obserwatorów. Dla Polaków UPA nie jest symbolem walki z ZSRR. To przede wszystkim organizacja kojarzona z jedną z największych tragedii w historii narodu polskiego.
Według Warszawy, nie można tolerować kultu formacji, która dokonała masowej czystki etnicznej na cywilach, nawet jeśli później walczyła z komunizmem.
Dlaczego ten spór jest tak emocjonalny?
Wyobraźmy sobie sytuację, w której państwo europejskie postanawia honorować formację wojskową, podkreślając wyłącznie jej walkę przeciwko totalitaryzmowi, ale pomijając fakt, że ta sama formacja dopuściła się wcześniej masowych zbrodni na cywilach. Właśnie tak wielu Polaków postrzega współczesną politykę historyczną Ukrainy wobec UPA.
Problem nie polega na uznaniu faktu, że UPA walczyła przeciwko Sowietom. Problem polega na tym, że państwo ukraińskie często eksponuje wyłącznie ten aspekt działalności organizacji, marginalizując lub przemilczając jej odpowiedzialność za zbrodnie na Polakach.
Dlaczego sprawa jest szczególnie bolesna właśnie teraz?
Istnieje jeszcze jeden ważny kontekst, często pomijany za granicą. Od wielu lat Polska zabiega o możliwość prowadzenia pełnych prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych ofiar Wołynia. Dla rodzin pomordowanych jest to kwestia elementarnej godności: odnalezienia szczątków bliskich i zapewnienia im godnego pochówku.
W Polsce istnieje poczucie, że proces ten postępuje zbyt wolno i że przez lata napotykał na przeszkody administracyjne po stronie ukraińskiej.
Dlatego gdy jednocześnie pojawiają się gesty honorujące UPA, wielu Polaków odbiera to jako brak empatii wobec ofiar. W ich oczach wygląda to tak, jakby pamięć o sprawcach była ważniejsza niż pamięć o zabitych cywilach.
Czy ten spór oznacza koniec polsko-ukraińskiego sojuszu?
Nie. To jeden z największych błędów popełnianych zarówno przez rosyjską propagandę, jak i część zagranicznych komentatorów. Polska krytyka dekretu Zełenskiego nie oznacza zmiany kursu geopolitycznego
Warszawa pozostaje jednym z najważniejszych partnerów Kijowa. Zdecydowana większość polskich elit politycznych nadal uważa Rosję za główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy i wspiera ukraińską walkę o niepodległość. Jednocześnie Polacy oczekują, że bliskie partnerstwo będzie oparte na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, także wobec trudnej historii.
Krytyka UPA nie oznacza poparcia dla rosyjskiej narracji. Wręcz przeciwnie. Wielu polskich polityków zwraca uwagę, że gloryfikowanie UPA dostarcza Kremlowi gotowych argumentów do propagandy o „nazistowskiej Ukrainie”.
Z punktu widzenia Warszawy takie decyzje nie wzmacniają Kijowa, lecz utrudniają jego walkę o poparcie międzynarodowe.
Co powinni zrozumieć Ukraińcy?
Większość Polaków nie kwestionuje prawa Ukrainy do własnej pamięci narodowej ani do czczenia ludzi, którzy walczyli o niepodległość kraju. Problem pojawia się wtedy, gdy pamięć o walce o wolność całkowicie przesłania pamięć o ofiarach.
Polskie oburzenie nie wynika przede wszystkim z niechęci do Ukrainy. Wynika z przekonania, że prawdziwe pojednanie między narodami wymaga uznania całej prawdy historycznej, także tej najbardziej bolesnej.
Dla wielu Polaków droga Ukrainy do pełnej integracji z Unią Europejską nie prowadzi wyłącznie przez reformy gospodarcze, sukcesy militarne czy członkostwo w zachodnich instytucjach. Prowadzi również przez uczciwe zmierzenie się z własną historią.
Katarzyna Semaan, Polskie Radio dla Zagranicy