Wszystko zaczęło się pod koniec stycznia. Tomasz Broda, znany wrocławski ilustrator i wykładowca ASP, stał przed paczkomatem, wpisując kod odbioru. To właśnie wtedy na ekranie jego telefonu wyświetliło się powiadomienie, które dla każdego grafika na świecie jest szczytem marzeń: wiadomość od dyrektora artystycznego „The New York Times”.
Choć propozycja mogła wydawać się nierealna, Broda wiedział, że to nie żart. „Znałem dyrektora artystycznego z Instagrama. Obserwowaliśmy się nawzajem, lajkowaliśmy swoje posty, więc potraktowałem tę propozycję poważnie” – wspomina artysta.
Hołd dla papieru w świecie ekranów
Wyzwanie było konkretne: przygotować cykl rysunków do prestiżowej rubryki na trzeciej stronie papierowego wydania gazety. Przez cały miesiąc, dzień po dniu, czytelnicy nowojorskiego dziennika mogli oglądać prace Polaka. Motyw przewodni? Człowiek z gazetą.
W świecie zdominowanym przez bezmyślne scrollowanie, rysunki Brody stały się formą artystycznego buntu i hołdu dla tradycji.
„New York Times ciągle wychodzi w papierze, ciągle trzyma fason i klasę. I pozwala sobie na luksus zapraszania ilustratorów” – podkreśla Broda.
Inspiracja z wrocławskich ulic
Skąd biorą się pomysły na rysunki, które zachwycają Amerykanów? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać: z obserwacji. Tomasz Broda to artysta-podglądacz w najlepszym tego słowa znaczeniu. Inspirują go anonimowi ludzie spotkani na lotniskach, w kawiarniach czy parkach.
Co ciekawe, artysta chętnie dzieli się kulisami swojej pracy. Na swoim Facebooku, obok gotowych grafik z NYT, publikuje strony ze swojego szkicownika, pokazując drogę od szybkiej notatki na ulicy do finalnego dzieła w światowej prasie.
Sukces Brody to nie odosobniony przypadek. Wcześniej w tej samej rubryce publikowała inna wrocławianka – Gosia Herba. Czy możemy więc mówić o „wrocławskiej szkole”, która trafia w gust Amerykanów?
Tomasz Broda nie ma wątpliwości, że potencjał lokalnych twórców jest ogromny, choć czasem niedoceniany przez rodzime galerie. „Ilustracja jest dziś najszybciej rozwijającą się dziedziną sztuki. To nie tylko twórczość dla dzieci, ale medium poruszające najpoważniejsze tematy” – zaznacza.
Historia Tomasza Brody to także cenna lekcja dla studentów szkół artystycznych. Artysta, który w mediach społecznościowych pojawił się stosunkowo późno (dopiero w czasie pandemii), dziś zachęca do aktywności w sieci.
Choć artysta nie chce zapeszać i głośno mówić o kolejnych planach, jedno jest pewne: po takim debiucie w Nowym Jorku, oczy świata ilustracji będą zwrócone na jego kolejne projekty – czy to w ceramice bolesławieckiej, czy w kolejnych światowych dziennikach.
Zachęcamy do odsłuchania załączonego wywiadu!