Pierwsza rocznica prezydentury Karola Nawrockiego stała się okazją do podsumowań i politycznych sporów
Podczas uroczystości przed Pałacem Prezydenckim prezydent podkreślił, że nie zamierza zmieniać kierunku obranej polityki.
– Polki i Polacy wiedzą, dokąd chcą zmierzać, a ja będę ich głosem. Z drogi, na którą wszedłem w czasie kampanii wyborczej, nie zejdę nigdy – zapewnił Karol Nawrocki.
Opozycja i przedstawiciele rządu przedstawili krytyczną ocenę pierwszego roku urzędowania głowy państwa. Premier Donald Tusk opublikował w mediach społecznościowych listę decyzji, które uznał za najgorsze, wskazując m.in. kwestie związane z SAFE, związkami partnerskimi, kryptowalutami, ułaskawieniem Jana „Starucha” Maliszewskiego oraz – jak napisał – „cenami Karola Nawrockiego” na stacjach paliw.
Z kolei minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił, że prezydent wykracza poza kompetencje określone w Konstytucji. Jako przykład wskazał niepodpisane nominacje ambasadorskie, które – jego zdaniem – utrudniają prowadzenie polskiej polityki zagranicznej.
Odmienną ocenę przedstawili politycy Prawa i Sprawiedliwości. Prezes PiS Jarosław Kaczyński uznał zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach za sukces całego ugrupowania. Doradca prezydenta Jakub Banaszek przekonywał natomiast, że głowa państwa podejmuje próby dialogu z rządem, jednak – jak stwierdził – druga strona nie jest zainteresowana porozumieniem.
Politolog Piotr Pochyły zwrócił uwagę, że Karol Nawrocki konsekwentnie buduje swój wizerunek jako polityka stojącego ponad tradycyjnymi strukturami partyjnymi i próbującego tworzyć własne zaplecze polityczne.
W ciągu pierwszego roku sprawowania urzędu prezydent zawetował 41 ustaw – więcej niż którykolwiek z jego poprzedników w analogicznym okresie. Wśród zawetowanych projektów znalazły się m.in. ustawy dotyczące podwyżki akcyzy, podatku cukrowego oraz zmian uszczelniających przepisy dotyczące fundacji rodzinnych.
Kryzys migracyjny w Ceucie
Jednym z najważniejszych wydarzeń międzynarodowych tygodnia był kryzys migracyjny w hiszpańskiej Ceucie. W ciągu krótkiego czasu przez granicę z Marokiem przedostało się około 72 tysięcy migrantów. Według danych unijnych ponad 95 procent z nich opuściło już miasto.
Podczas nadzwyczajnego spotkania ministrów spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej Polska opowiedziała się za stanowiskiem, zgodnie z którym nielegalny wjazd do UE powinien automatycznie wykluczać możliwość uzyskania prawa pobytu.
Unijny komisarz do spraw wewnętrznych i migracji Magnus Brunner ocenił, że wydarzenia w Ceucie były poważnym testem dla bezpieczeństwa Wspólnoty.
– To, co wydarzyło się w Ceucie, było testem odporności i bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Integralność strefy Schengen została zachowana, a sytuację udało się opanować. To jednak nie oznacza, że nie możemy działać lepiej – podkreślił.
Ekspert Jagiellońskiego Centrum Studiów Migracyjnych dr Karol Wilczyński wskazał trzy główne przyczyny kryzysu: dążenia Maroka dotyczące statusu Ceuty, napięcia po wizycie premiera Hiszpanii w Algierii oraz spór wokół Sahary Zachodniej. Jego zdaniem reakcja władz Hiszpanii była właściwa, natomiast działania części państw europejskich pozostawiały wiele do życzenia.
Hiszpania przypominała jednocześnie, że podobne sytuacje – jak wcześniej na granicy polsko-białoruskiej – były określane mianem ataków hybrydowych. Ceuta liczy około 83 tysięcy mieszkańców i pozostaje poza strefą Schengen.
Śledztwo po incydencie w Lipsku
Coraz więcej wskazuje na to, że nocny incydent na lotnisku w Lipsku mógł być próbą sabotażu. W pobliżu ukraińskiego samolotu odnaleziono dron wyposażony w zapalnik. Niemiecka policja oficjalnie informuje o możliwych motywach politycznych, natomiast nieoficjalne ustalenia mediów kierują podejrzenia w stronę Rosji.
Według niemieckich mediów samolot, przy którym znaleziono dron, przewoził amunicję wojskową.
Profesor Walenty Baluk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej ocenił, że brak sukcesów militarnych Rosji na Ukrainie oraz skuteczne ukraińskie uderzenia na cele znajdujące się na terytorium Federacji Rosyjskiej mogą prowadzić do nasilenia działań hybrydowych.
– Żyjemy w czasach wojny hybrydowej, a nie w czasach pokoju – podkreślił ekspert, wskazując, że tego typu incydenty mogą stawać się coraz częstszym elementem destabilizacji bezpieczeństwa w Europie.
Na magazyn Mija Tydzień zaprasza Katarzyna Semaan.