Politycy odpowiadali na pytania dotyczące spraw społecznych,
gospodarki, polityki zagranicznej. Pytano m.in. o umowę gazową z Rosją,
podwyższenie wieku emerytalnego, zapłodnienie in vitro.
Debata trwała godzinę. Pytania zadawały dziennikarki TVN, TVP i
Polsatu. Telewizję publiczną reprezentowała Joanna Lichocka, TVN -
Monika Olejnik, a Polsat News - Magdalena Sakowska.
Przed drugą turą wyborów, która odbędzie się 4 lipca, zaplanowano
dwie debaty telewizyjne. Kolejna odbędzie się w środę 30 czerwca.
Rozwój zrównoważony
Kandydaci byli pytani, co chcą zrobić dla wyrównania szans Polski A
i B i by kraj równomiernie się rozwijał.
Kaczyński podkreślił, że w Polsce są dwie koncepcje dotyczące
rozwoju: "koncepcja lokomotyw" polegająca na koncentrowaniu środków, w
obszarach które już są zamożne oraz koncepcja zrównoważonego rozwoju,
której - jak mówił - jest zwolennikiem i realizował ją jako premier.
"Nie ma Polski A, B, C, D, E"
"Polska jest jedna; nie ma Polski A, ani B, ani C, ani D.(...)
Polska jest jedna i o całą Polskę trzeba dbać i rząd to robi" - mówił z
kolei Komorowski, odpowiadając na to pytanie.
Kandydat PO przypomniał, że województwa wschodnie straciły w
efekcie decyzji rządu PiS z tytułu naliczania środków na ratownictwo
medyczne. Dodał, że nauczyciele dostają w ostatnim czasie podwyżki.
Podkreślił, że obecny rząd realizuje program budowy dróg lokalnych i
budowy boisk "Orlików".
"Nie ma co Polaków straszyć tym, że ktoś chce komuś coś zabrać
albo, że chce stworzyć sytuację, że inne regiony będą się szybciej
rozwijały. Ma się rozwijać cała Polska, cała Polaka ma dogonić Europę" -
powiedział Komorowski.
Spór o dotacje dla Podkarpacia
Jarosław Kaczyński powrócił do tego tematu także podczas czasu na
odpowiedź na kolejne już, inne pytanie. Zaznaczył, że Komorowski chyba
nie odetnie się od planu ministra Michała Boniego i nie zakwestionuje,
że wiele inwestycji także w woj. podkarpackim planowanych w ramach tzw.
planu Grażyny Gęsickiej zostało wykreślonych.
"Proszę naprawdę nie wmawiać naszemu społeczeństwu, że jest inaczej
niż jest. Reprezentujecie zupełnie inną koncepcję niż my i to jest
oczywiste" - powiedział prezes PiS.
Komorowski odpowiedział Kaczyńskiemu, że plany rządu PiS były bez
pokrycia. "Na nie nie było pieniędzy i pan o tym najlepiej wie" -
ripostował. Podkreślił, że można planować wszystko, ale "trzeba na to
forsę znaleźć". "Fakty są po naszej stronie. Jest pół miliarda na
Uniwersytet Rzeszowski. Jest. Jest poprawa liczenia algorytmu na służbę
zdrowia. Jest. (...) Nie ma co się powoływać na teorię, na takie, siakie
koncepcje. Fakty są nieubłagane i tyle" - mówił kandydat PO.
Legalizacja związków tej samej płci
Nie należy zaglądać zbyt daleko w prywatność życia ludzkiego - tak
Bronisław Komorowski (PO) odpowiedział podczas niedzielnej debaty na
pytanie o legalizację związków osób tej samej płci. Małżeństwo to
związek kobiety i mężczyzny - podkreślił zaś Jarosław Kaczyński (PiS).
Polityków zapytano, co by zrobili, gdyby na ich biurko trafiła
ustawa legalizująca związki osób tej samej płci, dająca możliwość
wspólnego rozliczania podatku, dziedziczenia, ale w takiej ustawie
wyraźnie byłoby zapisane, że takie związki to nie są małżeństwa, a osoby
będące w tych związkach nie mają prawa do adopcji dzieci.
Dziedziczenie jest już możliwe
"Jest wtedy pytanie, czy warto jest tworzyć nową ustawę. Na bazie
polskiego prawa, obecnie obowiązującego, jest możliwość dziedziczenia,
możliwość opieki nad osobami żyjącymi w tego typu związkach, które nie
są związkiem małżeńskim" - powiedział Komorowski.
Jak oświadczył, nie wyobraża sobie, by w Polsce na biurko
prezydenta wpłynęła kiedykolwiek ustawa umożliwiająca adopcję dzieci
przez związki osób tej samej płci. "Czym innym jest potrzeba stworzenia
możliwości życia razem i opiekowania się sobą, także dziedziczenia, a
czym innym pójście w kierunku zapisów dotyczących tradycyjnego modelu
małżeństwa - podkreślił marszałek.
"Nie należy zaglądać w życie prywatne"
Jak mówił kandydat PO, trzeba być przyzwoitym w stosunku do każdego
i "nie należy zaglądać zbyt daleko w prywatność życia ludzkiego". "Ale
można rozwiązywać sytuacje osób będących w tego typu związkach
przyzwoicie, na bazie istniejącego prawa" - dodał.
Zaznaczył, że jeśli okazałoby się, że "czegoś brakuje i pewne
mechanizmy są niedopracowane", to - zdaniem Komorowskiego - warto taką
ustawę przeprowadzić, w imię przyzwoitości politycznej". "Nie należy
tego mylić z problemem małżeństw, adopcji i innych zjawisk, które są
ograniczone do małżeństwa osób różnej płci" - powiedział marszałek
Sejmu.
„To próba obchodzenia prawa”
"Konstytucja mówi wyraźnie, że małżeństwo to związek kobiety i
mężczyzny, a różnego rodzaju próby obchodzenia tego nie powinny być
przyjmowane, bo to jest w gruncie rzeczy łamanie prawa" - odpowiedział
na to pytanie krótko Kaczyński.
Przywileje emerytalne w wojsku i policji
Przywileje emerytalne dla służb mundurowych wynagradzają niewysokie
płace - przekonywał w niedzielnej debacie Jarosław Kaczyński (PiS)
pytany o zmiany w systemie emerytalnym służb mundurowych. Zdaniem
Bronisława Komorowskiego (PO) ewentualne zmiany powinny dotyczyć tylko
nowo wstępujących.
Kaczyński podkreślił, że nie należy likwidować tych przywilejów, bo
- jak argumentował - są "substytutem niewysokich płac". "To są bardzo
często prace wymagające szczególnej dyspozycyjności. Będziemy tego
bronić" - podkreślił.
Zwrócił też uwagę, że zaniechano "w wielkiej mierze" programu
modernizacji policji oraz że nie są wykonywane "zobowiązania ustawowe
dotyczące wojska". Dodał, że jako prezydent będzie "twardo naciskał",
żeby ustawa o uzbrojeniu armii i plan modernizacji policji były
wykonywane.
Komorowski powiedział, że "wszyscy wiedzą w wojsku", że jest jednym
z twórców obecnego systemu emerytalnego dla służb mundurowych. "Ten
system może być zmieniany ze względu na profesjonalizację służb
zbrojnych, ale tylko i wyłącznie na tych zasadach, że nowo wstępujący do
służby akceptują nowe reguły. Ci wszyscy co są w wojsku lub byli w
wojsku powinni mieć prawo do dotychczasowego systemu" - zaznaczył.
Później na emeryturę? "Nie ma potrzeby"
Kandydaci na prezydenta byli pytani podczas niedzielnej debaty o
to, czy wiek emerytalny w Polsce należy podwyższyć
Bronisław Komorowski uważa, że w Polsce nie ma takiej potrzeby. W
ocenie Jarosława Kaczyńskiego prywatyzacja polskiego majątku poprzez
fundusze emerytalne może oznaczać w przyszłości niebezpieczeństwo dla
polskich emerytur.
„Nie ma kryzysu, uratowaliśmy wzrost gospodarczy”
Odpowiadając na to pytanie Bronisław Komorowski dodał też, że każdy
mógłby sam decydować, kiedy przejdzie na emeryturę. "Można stworzyć
możliwość wyboru - na przykład łącznie z wyższą emeryturą. Nic na siłę" -
dodał Komorowski.
Ocenił, że Polska nie ma problemu podwyższania wieku emerytalnego.
Według niego, dotyczy on krajów, które przeżywają głęboki kryzys
gospodarczy. "My zdołaliśmy uratować polski wzrost gospodarczy. Byliśmy w
zeszłym roku jedynym krajem w Europie, który miał dodatni wzrost
gospodarczy. W tym roku mamy ponad 3-procentowy. Udało się uchronić
Polskę przed kryzysem" - mówił Komorowski.
"Jak Polska by wyglądała, gdybyśmy zrealizowali oczekiwania
opozycji PiS-owskiej, żeby wydać więcej pieniędzy. Byśmy byli dzisiaj
Grecją. Ale jesteśmy na szczęście Polską, krajem, który cały czas się
rozwija i to coraz szybciej" - dodał.
Zdaniem Komorowskiego, nie ma sensu straszyć Polaków wizją
koniecznych oszczędności. "Udało nam się poprzez uniknięcie niedobrych
propozycji opozycji uratować polski wzrost gospodarczy. I teraz trzeba
go umocnić" - powiedział.
„To dzięki oszczędnościom PiS”
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego to dzięki obniżkom podatków, które
wprowadził rząd PiS, Polska mogła uniknąć kryzysu. "Gdyby Platforma
Obywatelska potrafiła w 2008 roku wydawać środki z funduszy europejskich
- i nie wydała tylko 1 mld zł (...) - to nasza sytuacja byłaby jeszcze
lepsza. Te wyniki byłyby jeszcze bardziej imponujące na tle europejskim"
- dodał.
Kandydat PiS na prezydenta ocenił, że "nie wszystkie rozwiązania
związane z funduszami emerytalnymi są właściwe". "W szczególności bardzo
ryzykowne są te plany, które snuje polski rząd, jeżeli chodzi o
prywatyzację. Również części polskiego majątku, na razie jeszcze
państwowego, poprzez te fundusze. To naprawdę może w przyszłości
stworzyć różnego rodzaju bardzo poważne niebezpieczeństwa dla polskich
emerytur" - podkreślił.
In vitro i rozdział Kościoła od państwa
Podczas debaty padło pytanie o zapłodnienie in vitro. Byli także
pytani na ile opowiadają się za wyraźnym rozdziałem Kościoła od państwa.
Jarosław Kaczyński (PiS) zadeklarował, że jest katolikiem i uważa,
że zarodek jest człowiekiem. Bronisław Komorowski (PO) jest zaś zdania,
że nikomu nie wolno zakazać stosowania metody in vitro.
„Są inne metody walki z bezpłodnością”
Kaczyński podkreślał, że stosunki między Kościołem a państwem
uregulowane są na podstawie konstytucji przez konkordat i odpowiednie
ustawy. Oświadczył, że nie widzi żadnych powodów, żeby to mogło być
podważane.
Odnosząc się do pytania o in vitro powiedział, że jest za tym, żeby
było jak najwięcej dzieci i rozumie tragedię tych, którzy nie mogą ich
mieć. Zwracał jednak uwagę, że jest bardzo dużo innych metod walki z
bezpłodnością.
Mówił, że z jednej strony trzeba wziąć pod uwagę interesy tych,
którzy nie mogą mieć dzieci, a z drugiej tych, którzy traktują zarodek
jako człowieka. "Sądzę, że powoli, nie bez trudności ta sprawa zostanie
załatwiona" - przewidywał. Kaczyński oświadczył, że sam jest katolikiem i
uważa, że zarodek jest człowiekiem.
„Nie można pozbawiać nikogo radości z dzieci”
Komorowski podkreślał, że rozumie problem ojcostwa, bo sam wychował
pięcioro dzieci. Stwierdził, że jest ostatnią osobą, która chciałaby
pozbawić kogoś możliwości cieszenia się z potomstwa.
Zdaniem Kandydata PO nie wolno nikomu nakazać stosowania metody In
vitro, ale nie wolno też tego zakazywać. Określił się jako zwolennik
soborowej zasady wzajemnego poszanowania, autonomii państwa i kościoła,
czyli niewkraczania państwa w obszary związane z elementami wiary.
"Nie mam prawa jako polityk odmówić komukolwiek tego prawa, stąd
pan prezes - zwrócił się do Kaczyńskiego - powinien wytłumaczyć,
dlaczego w PiS pojawiły się pomysły na karanie więzieniem ludzi za
stosowanie metody in vitro" - mówił Komorowski.
Umowa gazowa z Rosją a gaz łupkowy
Kandydaci na prezydenta byli pytani, czy są zwolennikami
negocjowanej umowy gazowej z Rosją w sytuacji, kiedy Polska może być
potęgą jeśli chodzi o wydobycie gazu łupkowego.
Jarosław Kaczyński (PiS) skrytykował umowę gazową. Zdaniem
Bronisława Komorowskiego (PO) w tej sprawie trzeba mieć "elastyczne
relacje" z Rosją.
Pierwszy odwiert dopiero za kilka miesięcy
"Jeśli się okaże, że jest gaz w wielkich ilościach, będziemy
wszyscy szczęśliwi (...), ale trzeba mieć świadomość, że to dopiero za
parę miesięcy będzie zakończony pierwszy odwiert" - powiedział
Komorowski. Dlatego - jego zdaniem - należy równolegle prowadzić
negocjacje z dostawcami gazu klasycznego i "budować szanse na pozyskanie
gazu łupkowego".
"Jak się okaże, że jest jedno i drugie, to musimy zrobić to, co
zrobili Niemcy: mieć możliwość renegocjacji umowy ze stroną rosyjską,
albo będziemy mieli szansę jej niepodpisywania" - mówił kandydat PO.
Przekonywał, że trzeba mieć "elastyczne relacje z Rosją".
Zapewnił, że jeśli się okaże, że w Polsce jest gaz łupkowy w
wystarczającej ilości, to rząd na pewno zadba o to, aby "sprzedaż zgody
na eksploatację obwarować wystarczającymi przepisami i decyzjami, które
by dawały naszemu budżetowi duże zyski".
„W ciągu 20 lat wiele może się zmienić”
Z kolei zdaniem Jarosława Kaczyńskiego podpisywanie umowy gazowej z
Rosją, sięgającej 20 lat w przyszłość, jest ryzykowne, bo - jak mówił -
wiele w tym czasie może się zmienić. "Nawet gdyby tego gazu łupkowego
nie było, ja byłbym przeciwnikiem podpisywania tak długotrwałych umów i w
ogóle dziwię się, że rząd, obecna władza tego rodzaju rozwiązanie
bierze pod uwagę" - mówił kandyda PiS.
Zaznaczył, że ważne jest, by Polska miała z gazu łupkowego
"rzeczywiste korzyści".
"Ale przede wszystkim musimy pamiętać o kwestiach bezpieczeństwa i
tych spraw nie wolno zaniedbywać, nie wolno iść w jednym określonym
tylko kierunku, bo już wielu się przekonało, że to jest niebezpieczne" -
podkreślił.
Misja afgańska
Misja wojskowa w Afganistanie pochłania pieniądze, które mogłyby
być przeznaczone na modernizację techniczną armii - mówił Bronisław
Komorowski (PO). W ocenie Jarosława Kaczyńskiego (PiS), jeśli Polska ma
coś znaczyć w świecie, armia powinna podejmować misje zagraniczne.
Co z 1,95 PKB na armię?
Politycy byli pytani czy jako zwierzchnicy polskich sił zbrojnych
poparliby postulat zniesienia zapisu o obowiązkowym przeznaczeniu co
roku 1,95 proc. PKB na armię.
Komorowski przypomniał, że "1,95 proc. PKB na wojsko i 0,05 proc.
na samolot wielozadaniowy" to jego dzieło i "jego dziecko". "Te ustawy
zawsze z dumą będę wspominał. Udało się je uzgodnić maksymalnie szerokim
układzie politycznym. Poparł to sekretarz generalny NATO, poparł
prezydent z lewicy, poparł rząd prawicowy, a co najważniejsze poparła
cała opozycja i minister finansów" - podkreślił kandydat PO.
Jak zaznaczył, jako pełniący obowiązki prezydenta rozmawiał z
ministrem obrony narodowej i w tym roku będzie wykonany budżet armii na
poziomie 1,95 proc. PKB.
„Profesjonalna armia więcej kosztuje”
"Profesjonalna armia jest lepsza, ale jest droższa pod niektórymi
względami, ale musi być dobrze i nowocześnie wyposażona" - dodał
Komorowski.
Przekonywał, że ze sprawą finansowania armii wiąże się też problem
misji zewnętrznych. Według niego 20 proc. pieniędzy, które powinny być
przeznaczone na modernizację techniczną armii, są wydawane na siły
zbrojne, które są obecnie w Afganistanie, a stanowią 2,5 proc. polskiej
armii.
„Misje zagraniczne na miarę możliwości”
W jego ocenie, nie da się skutecznie zmodernizować armii, "jeżeli
będziemy prowadzili politykę, którą ogłosiła minister spraw
zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego - politykę ekspedycyjną,
jak byśmy byli mocarstwem postkolonialnym, a nie państwem, które w
pierwszym rzędzie musi dbać o własne bezpieczeństwo, obronę własnego
terytorium i mieć zdolność do występowania sojuszniczego". Przekonywał,
że Polska powinna uczestniczyć w misjach zagranicznych "na miarę
możliwości".
„Stan armii jest niedobry”
Kaczyński zaznaczył z kolei, że kwotę 1,95 proc. PKB na armię
należy zachować, a - w jego opinii - "ostatnio jej nie wykonywano". "To
było dość wyraźnie mniej i to było złamanie prawa przez obecny rząd" -
ocenił kandydat PiS.
Według niego jest wiele sygnałów świadczących o tym, że stan armii
jest "bardzo niedobry". "Nie sądzę, by misje przeszkadzały armii, bo one
pozwoliły pewnej ilości żołnierzy w warunkach trudnych się wyszkolić.
Dzięki nim nasza armia jest pod pewnymi względnymi silniejsza niż była" -
argumentował Kaczyński.
Jak dodał, jest to też kwestia wykonywania zobowiązań
międzynarodowych i międzynarodowego znaczenia Polski.
"Wiem, że formacja polityczna, którą reprezentuje pan Komorowski
jest bardzo minimalistycznie nastawiona. (...) My rzeczywiście byliśmy
nastawieni mniej minimalistycznie i uważam, że to było dobre, bo jeśli
chce się coś w polityce znaczyć, to trzeba pewne działania podejmować i
one przynoszą efekty" - powiedział prezes PiS.
"Dążmy do tego, by Polska była traktowana jako wielki naród
europejski, bo to jest w interesie Polski jako całości i to jest w
interesie każdego Polaka, a polityka minimalistyczna do tego nie
prowadzi - dodał.
Śledztwo smoleńskie
Kandydaci odpowiadali na pytania, czy polski rząd zrobił wszystko,
aby wyjaśnić katastrofę smoleńską, co jeszcze powinien w tej sprawie
zrobić prezydent i kto zostanie po wyborach szefem BBN.
Polska powinna zwrócić się do Rosji o przekazanie śledztwa ws.
katastrofy smoleńskiej - mówił Jarosław Kaczyński. Państwo polskie
zrobiło wszystko, aby wyjaśnić okoliczności tej katastrofy - uważa
Bronisław Komorowski.
„Należało zwrócić się o przekazanie śledztwa”
Kaczyński - który odpowiadał jako pierwszy - podkreślił, że od
początku był zwolennikiem takiego rozwiązania, które prowadziłoby do
zwrócenia się na podstawie konwencji chicagowskiej do Rosji o
przekazanie śledztwa.
"Rosja nie miała obowiązku przekazać śledztwa. ale to zwrócenie się
w moim przekonaniu było absolutnie konieczne albo przynajmniej
skorzystanie z porozumienia z 1993 roku, czyli śledztwa wspólnego" -
zaznaczył kandydat PiS.
Zapowiedział, iż będzie zabiegał jako prezydent, żeby w tym
kierunku jednak pójść. "To, co w tej chwili się dzieje, w żadnym
przypadku nie może być satysfakcjonujące" - ocenił prezes PiS.
„Sprawa kuleje”
Zapewnił, że nie chce ze sprawy katastrofy czynić problemu w
kampanii wyborczej. "Ale jeżeli pani (Monika Olejnik) była łaskawa mnie o
to zapytać, to chcę to bardzo mocno podkreślić, że mamy tutaj do
czynienia z sytuacją, w której jest coraz więcej różnego rodzaju
wątpliwości, postępy tego wszystkiego są naprawdę niewielkie, nie
otrzymujemy potrzebnych materiałów" - wymieniał Kaczyński.
"Ta sprawa w najwyższym stopniu - można to tak określić, i to jest
określenie dosyć łagodne - kuleje" - dodał.
W jego ocenie, "to jest kwestia polskiego honoru, bo to jest
największa tragedia - jak to uchwalił Sejm i Senat - po 1945 roku, gdyż
zginął prezydent RP i wielu ludzi znaczących w polskim życiu publicznych
z bardzo różnych opcji".
Dopytywany, co konkretnie jako prezydent będzie chciał w tej
sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, Kaczyński powiedział, że
będzie mógł się zwrócić do rządu o podjęcie odpowiednich działań.
Natomiast - jak mówił - co rząd w tej sprawie postanowi, to już będzie
kwestia negocjacji. "Mam nadzieję, że weźmie pod uwagę głos prezydenta" -
podkreślił.
„Zrobiono wszystko, co należało”
Natomiast Komorowski podkreślił, że w katastrofie smoleńskiej
zginęło bardzo wiele osób ważnych z punktu widzenia funkcjonowania
państwa, zginęli ludzie z wszystkich środowisk politycznych, także i
jego przyjaciele. "Wydaje mi się, że państwo polskie zrobiło wszystko,
co powinno, aby sprawę wyjaśnienia okoliczności katastrofy, także jej
skutków, jakoś zbadać i uzyskać odpowiedzi" - ocenił.
Mówił, że nie tylko strona rosyjska prowadzi śledztwo, bo śledztwo
prowadzi także polska niezależna prokuratura. "I trzeba dać szansę i
Rosjanom, ale przede wszystkim dać szansę na zbadanie wszystkich
okoliczności przez prokuraturę polską.
Nie można budować atmosfery
nieufności do dwóch prokuratur jednocześnie i rosyjskiej i polskiej, bo w
końcu komu uwierzymy, tak nie wolno postępować" - mówił kandydat PO.
O śledztwie na spotkaniu z Miedwiediewem
Jego zdaniem, katastrofa smoleńska "jest tylko cząstką, istotną,
ale cząstką relacji polsko-rosyjskich". "Ja mogę powiedzieć z
zadowoleniem, że pan prezydent Rosji (Dmitrij) Miedwiediew przyjął moje
wstępne zaproszenie - które powinno być potwierdzone po wyborach przez
każdego prezydenta, bez względu kto nim zostanie - do kraju, co jest
bezprecedensowym, od dłuższego czasu oczekiwanym wydarzeniem" - mówił
Komorowski.
Według niego, to będzie odpowiednie miejsce także do rozmawiania o
katastrofie smoleńskiej. "Ale warto rozmawiać z Rosjanami także o
perspektywie dalszej" - ocenił kandydat PO. Która - jak zaznaczył -
"powstaje po przełamaniu kłamstwa katyńskiego, po spotkaniu premierów w
Katyniu, atmosferę, która powstała także w wyniku działań i
zaangażowania strony rosyjskiej po katastrofie smoleńskiej.
"Tę atmosferę trzeba umocnić i iść w kierunku przyszłości relacji z
Rosją" - mówił Komorowski wymieniając m.in. umowę o wymianie młodzieży,
współpracę kulturalna, pogłębienie współpracy gospodarczej.
Kto będzie szefem BBN?
Komorowski poinformował też, że w wypadku jego zwycięstwa w
wyborach, gen. Stanisław Koziej pozostanie szefem BBN. Kandydat PiS
powiedział, że nie potrafi poinformować w tej chwili, kto będzie szefem
BBN, ponieważ nie wygrał jeszcze wyborów. "Jak wygram, to się nad tym
zastanowię" - zapowiedział Kaczyński.
Relacje z Białorusią
Kandydaci na prezydenta byli pytani o politykę, jaką Polska powinna
prowadzić wobec Białorusi. Jarosław Kaczyński (PiS) podczas niedzielnej
debaty telewizyjnej zadeklarował, że o sprawach Białorusi jako głowa
państwa porozmawiałby z prezydentem Rosji. "To niebywały pomysł
polityczny" - oponował Bronisław Komorowski (PO).
O Białorusi z Rosją
"To wielki problem. Musimy chronić Polaków za granicą. A w tej
chwili tymi Polakami, którzy wymagają najdalej idącej ochrony są Polacy
na Białorusi" - powiedział Kaczyński.
"To jest sprawa, o której warto rozmawiać także z Moskwą. Jeżeli
będziemy mieli tutaj (w Polsce) prezydenta Miedwiediewa, a ja będę
prezydentem, to z całą pewnością tę kwestię postawię" - podkreślił.
Kaczyński zaznaczył, że nie można podejmować decyzji, które mogą
stworzyć wrażenie, że twardość ze strony Białorusi jest traktowana przez
Polaków "jako skuteczna forma nacisku".
Lepiej rozmawiać o Bialorusi z Unią Europejską
"To niebywały pomysł polityczny, żeby z Moskwą rozmawiać o
Białorusi. Zupełnie się z tym nie zgadzam" - odpowiadał na to
Komorowski. Zaznaczył, że jest to sprzeczne z polskimi interesami. "To
jest tak, jakby Białorusini mieli rozmawiać o sprawach Polski z Rosją
czy z Berlinem" - dodał.
Komorowski podkreślił, że trzeba wpływać na politykę Unii
Europejskiej, żeby "mocniejszym głosem mówić w kontaktach z panem
Łukaszenką". Powiedział też, że należy wzmacniać organizacje pozarządowe
na Białorusi.
Według Komorowskiego Polska powinna być liderem integracji UE.
Mówił, że potrzebne są tez jak najlepsze relacje z sąsiadami. Dodał, że
trzeba pojednania z Rosją. "Trzeba iść krok po kroku w stronę pojednania
i współpracy z Rosją" - zaznaczył.
agkm,
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR), PAP