Dlaczego niektóre dokumenty trafiły do zbioru zastrzeżonego, a inne nie? Witold Bagieński z Instytutu Pamięci Narodowej tłumaczył w Jedynce, że utworzono go, gdy powstawał IPN. Instytut przejmował wówczas dokumenty od różnych archiwów, służb specjalnych. Zdecydowano, że część akt ze względu na bezpieczeństwo państwa będzie wyodrębniona, nie będzie udostępniana, inwentarze nie będą dostępne dla badaczy. Historyk wyjaśniał, że trafiały tam różnego rodzaju dokumenty – akta osobowe funkcjonariuszy, akta osób rozpracowywanych, materiały szkoleniowe, finansowe. etc. Dodał, że nikt nie wiedział, co tam dokładnie było i teraz trwa proces ujawniania akt.
Zbiór IPN to był pewien rodzaju mitu, Świętego Graala. Oczekiwania były mocno rozbudzone - przyznał gość Jedynki. Ocenił, że część dokumentów ma dużą wartość, ale nie wszystkie. - Minęło wiele lat od epoki komunizmu, wiele się zmieniło. Technika działalności służb specjalnych poszła do przodu - mówił. Dodał, że ten zbiór jest w stanie pomóc nam w zbadaniu czym był ten system, jak działał, czy np. w wyjaśnianiu okoliczności afery FOZZ (Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego).
Nie wszystkie dokumenty będą jawne – jednak na razie żadna ze służb nie prosiła o nadanie klauzuli tajności, zaznaczył gość Jedynki. Dodał przy tym, że ostateczną decyzję w sprawie jawności podejmie prezes IPN.
Gość "W samo południe" przypomniał też, że część dokumentów - z czasu PRL, z różnych miejsc - służba bezpieczeństwa zdołała zniszczyć lub wynieść.
Więcej w audycji Jedynki.
Tytuł audycji: W samo południe
Data emisji: 24.01.2016
agkm/ab
Historyk IPN: zbiór zastrzeżony to był rodzaj mitu, Świętego Graala - Jedynka - polskieradio.pl