Naszymi gośćmi byli śpiewacy z zespołu „Rodyna” z Dubiażyna. Od wielu lat znane są tam kolędy życzące, przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Obecnie są mniej śpiewane, ale wciąż pamiętane. Członkowie zespołu „Rodyna”, który w minionym roku obchodził 30-lecie, powiadają, że te stare, archaiczne kolędy były znane tylko w ich wiosce. Jak dawniej kolędowali w Dubiażynie i jak jest obecnie?
- U nas, na białostocczyźnie mamy praprastare tradycje. Nasi ojcowie, pradziadowie byli tu osiedleni jako prawosławni. Do Bugu była Ukraina. Mamy tę tradycję we krwi. Tak jak Żydzi Chanuku, tak my mamy swoje tradycje – mówił jeden członek zespołu.
Jak wspominała jedna z członkiń „Rodyny”, zespół może poszczycić się znajomością nie tylko unikalnych starych kolęd, ale i przyśpiewek towarzyszącym różnym świeckim okazjom jak narodziny dziecka czy wesele.
- Wcześniej to były jeszcze większe obrzędy! Chodziliśmy z gwiazdami! Te gwiazdy były sześciorogowe, dwunastorogowe, z lichtarzami! Kolędowało się od chaty do chaty! Nie było takiego papieru przejrzystego, to papier smarowało się olejem, żeby było widać światła! A, nie daj Boże, bywało, że i gwiazda się spaliła!
Na sylwestra Starego Nowego Roku (13 stycznia) młodzi mieszkańcy wsi nie stronili od żartów: zdarzało się im wysypać popiół w chacie, zaśpiewać kąśliwą przyśpiewkę skąpemu gospodarzowi, wciągnąć sanie na dach czy wystosować „końskie zaloty” do panny.
- Wszystkie kolędy, które śpiewamy w cerkwi, śpiewamy też po podwórkach – wspominała kolejna członkini zespołu. – Teraz tych starodawnych śpiewamy trochę mniej. Śpiewamy te nowiejsze.
W Dubiażynie zachowały się kolędy życzące, co więcej – dedykowane poszczególnym osobom – inne dla młodych małżonków, inne dla świeżo narodzonego dziecka. O wyjątkowości dubiażyńskich kolęd może świadczyć fakt, że mieszkańcy sąsiednich wiosek ich nie znają. Nie znała ich m.in. Elżbieta Tomczuk, kierowniczka zespołu, mieszkająca wcześniej we wsi oddalonej o 5 km od Dubiażyna. Teraz, choć niekiedy napotyka na opór, chcących uczyć się nowych pieśni członków grupy, stara się podkreślać wyjątkowość dubiażyńskich kolęd życzących i podsycać chęć do śiewania ich.
Dawniej, co pamiętają jeszcze starsi członkowie zespołu, kolędowało się od I dnia Świąt do Wielkiego Postu lub Matki Boskiej Gromnicznej. Niestety, mało którego z młodych mieszkańców wioski ciągnie do podtrzymywania starych tradycji. Członkowie „Rodyny” ekwiwalent dla dawnego kolędowania znaleźli w chorze cerkiewnym.
Spotkaliśmy się również z Niną Jawdosiuk – śpiewaczką z Zespołu śpiewaczego z Dobrowody. Zespół z Dobrowody to laureatki zeszłorocznej nagrody „Muzyka źródeł” Radiowego Centrum Kultury Ludowej. Jak mówiła Pani Nina, przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia w jej wiosce zaczynały się o wiele wcześniej. Dawniej, już na początku grudnia zaczynało się robić ozdoby choinkowe, śpiewano również kolędy! Od 19 grudnia, czyli od dnia św. Mikołaja zaczynał się już czas aktywnego przygotowania.
- 4 grudnia, na Barbarę, śpiewaliśmy już kolędy. Przychodziło się na prządki, robiło ozdoby na choinkę i uczyło się kolęd. Główki aniołków kupowaliśmy na rynku i robiliśmy takie sukienusie. A na suficie był pająk. To musowo było odświeżyć! I już tak w połowie Adwentu trzeba było pobielić w domu – mówiła Nina Jawdosiuk. Bo to nie tak, jak teraz, malowane, tylko było glinką. I jedzenie! Jedzenie to bliżej świąt. A w ogóle w Adwencie, to wiadomo jakie jedzenie. Czasem to i śledzia trudno było kupić, a jak i był, to pieniążka nie było.
Co jadło się w Święta w okolicach Dobrowody? Uważni Słuchacze mogą w audycji wyśledzić przepis na smaczny kisiel z owsa i idealną kutię!
- I „grusznik” robili z suszonych gruszy, bułkę piekli. I chleby. Całe piece chlebów! Bo kiedyś, oprócz bułki i chleba, nie było ciast na Święta – wspominała śpiewaczka. – A na Wigilię była ryba, kapusta z grzybami, a takie duże grzyby, to jak schabowe, w bułce się obtaczało i smażyło. A tak więcej, to niewiele było. Barszcz grzybowy na Wigilię był obowiązkowy. Czerwony rzadko kto robił.
Pani Nina wspominała także, że „podrostki” ze wsi wciąż kolędują po domach. U niej dla młodych śpiewaków drzwi zawsze stoją otworem. Choć młodzi śpiewają kolędy „teraźniejsze, krótsze”, śpiewają je ładnie.
- Nieraz myślę, a może już mniej dam. Nie! Tak ładnie śpiewali, że nie można dać im mniej – zwierzyła się śpiewaczka, aprobując młodych kontynuatorów tradycji.
Z ukraińską etnomuzykolożką, śpiewaczką Tetianą Sopiłką, rozmawialiśmy o tradycjach kolędniczych i roli kolędników. Jakie są typy kolęd ukraińskich, jaka symbolika, motywy w nich występują. Jak dawniej wyglądali kolędnicy? Za kogo się przebierali?
- W klasyfikacji ukraińskiej kolędy można podzielić ze względu na tekst: na chrześcijańskie i tzw. świeckie – mówiła Tatiana Sopiłka. – W kolędach chrześcijańskich motywy są przeróżne. Opowiadają oczywiście o narodzinach Jezusa, ale i o kontekście: Matce Boskiej, królach, którzy przychodzą z darami. Ale są też kolędy, które opowiadają o smutnych wydarzeniach, np. o tym, jak Maryja z Józefem nie mogli znaleźć miejsca, by urodzić Dzieciątko, czy też najsmutniejsze, opowiadające o zabójstwie małych dzieci na rozkaz Heroda. Jednak nawet w kolędach chrześcijańskich pojawiają się motywy wychodzące poza granice Bożego Narodzenia, wyprzedzające ten czas! Pojawiają się też kolędy, które śmiało możemy nazwać wielkopostnymi, ponieważ dominują w nich motywy pasyjne!
Według Tatiany Sopiłki przedstawienie Świętej Rodziny jest przejmujące i… ludzkie. Matka Boska, Bóg czy Jezus występują w kolędach w niezwykle ludzkich postaciach, orzą w polu, a nawet kłócą się!
- Powiedzmy dwa słowa o tych dawniejszych kolędach. 22-23 grudnia był czasem zimowego przesilenia. Nasi przodkowie obchodzili wtedy święto narodzin nowego słońca, nowego roku słonecznego, czasu wegetacyjnego. Było to święto solarne, rolnicze, ale i zaduszne. Czego elementy zachowały się do dzisiaj. Ponieważ był to początek roku, bardzo ważne było, jak ten rok zaczynamy. I kto ten rok zaczyna! Spotkałam się w opowieściach ludzi starszych ale współczesnych, z przesądem, że w Nowy Rok jako piewsza do domu nie może wejść kobieta. Koniecznie musi być to mężczyzna. Może to wydawać się dziwne, ale jak spojrzymy na dawniejsze czasy, to widzimy, że kolędnikami byli mężczyźni. Tylko i wyłącznie. Dopiero przy szczedrowkach mogły już chodzić kobiety. Przy kolędach były to jednak grupy młodych mężczyzn, co istotnie, nie mogli być rozpoznawalni. Dlatego się przebierali.
Z Tetianą Sopiłką rozmawialiśmy także o różnicy między kolędami (koliadkami) a szczedrowkami. Choć niekiedy sami wykonawcy używają tych nazw zamiennie lub używają tylko jednej z nich, zdarzają się też obszary, gdzie koliadki i szczedrowki mają swoje pełnoprawne miejsce.
- Koliadki śpiewamy na Boże Narodzenie, szczedrowki na Nowy Rok. Z etnomuzykologicznego punktu widzenia różnica polega w strukturze wiersza. O ile te archaiczne kolędy miały stałą, sylabiczną strukturę, szczedrowki nie. Trzecia różnica kryje się w refrenach: w kolędach śpiewamy „svyatyi vechir“, w szczedrowkach „shchedryi vechir”. Same motywy są bardzo podobne.
Co jeszcze warto wspomnieć o kolędach i szczedriwkach?
- Gdy prowadziłam badania na temat kolęd, na Polesiu czy Połtawszczyźnie, gdzie byłam najwięcej, ludzie wspominali ten czas kolędowania jako bardzo wesoły. Ta radość, dzielenie się nią, to był główny motyw tego wszystkiego.
Zapraszamy Państwa także na dwa koncerty kolędowe!
Pierwszy z nich pt. „Nad Betlejem jasna gwiazda” odbędzie się już dziś, 6 stycznia, o godzinie 13.00! Transmisja na żywo odbywa się na profilu RCKL w serwisie YouTube oraz w mediach społecznościowych RCKL i Polskiego Radia Dzieciom!
Drugie wydarzenie to koncert kolędowy zespołów „Wernyhora” i „Krajka”, 10 stycznia. „Oj jak Boża Maty po switu chodyła...” to koncert przenoszący słuchaczy na wschodnie pogranicze i pozwalający doświadczyć wschodniochrześcjańskiej ludowej mistyki związanej z narodzeniem Jezusa Chrystusa. Więcej szczegółów na temat koncertu znajduje się »TUTAJ«
Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem
Prowadziła: Mariana Kril
Data emisji: 6.01.2022
Godzina emisji: 15.15
Z Rizdvom Khrystovym! - Jedynka - polskieradio.pl