Na granicy kiczu i artyzmu. Wspomnienie o reżyserze Walerianie Borowczyku

Ostatnia aktualizacja: 03.02.2026 15:15
Walerian Borowczyk był reżyserem filmów animowanych i fabularnych, scenarzystą, scenografem, artystą plastykiem, a także pisarzem. Uważany jest za mistrza artystycznego kina erotycznego, a także współtwórcę polskiej szkoły plakatu, polskiej szkoły animacji i pioniera surrealistycznego kina absurdu. 3 lutego mija 20 lat od jego śmierci
Walerian Borowczyk
Walerian BorowczykFoto: Everett Collection/East News

Walerian Borowczyk (1923-2006) studiował na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych razem z Andrzejem Wajdą. Zasłynął początkowo jako twórca plakatów filmowych. W redakcji pisma satyrycznego "Szpilki" poznał Jana Lenicę, odpowiadającego tam za grafikę, z którym rozpoczął współpracę nad filmami animowanymi. Razem stworzyli wiele dzieł, takich jak "Był sobie raz…" (1957) czy "Dom" (1958), które zmieniły postrzeganie animacji w Polsce. Wnieśli oni animację dotychczas utożsamianą z prostą rozrywką dla dzieci na wyższy poziom, na poziom sztuki dla dojrzałych, dorosłych widzów.

Sukces, który otworzył przed nim karierę za granicą

- Choć fascynował się kinem od dziecka, nie zakładał, że zostanie reżyserem filmów aktorskich. Najbardziej pociągały go prace graficzne. Tak też wspomina to jego siostra, która opowiadała mi, że w domu było mało pieniędzy i wszystko, co było potrzebne do zabawy, musieli zrobić sobie sami. I tak z niedoboru wynikało coś ciekawego. To było później charakterystyczne dla rewolucyjnej szkoły animacji, którą tworzył Borowczyk z najprostszych elementów - opowiadał w "Poranku Dwójki" Kuba Mikurda, reżyser nagradzanego dokumentu "Love express. Przypadek Waleriana Borowczyka" (2018).

Czytaj także:

Dzięki nagrodzie na festiwalu w Brukseli za "Dom" Walerian Borowczyk mógł wyjechać do Francji i tam tworzyć. W roku 1959 wyemigrował do Paryża i od tego czasu jego filmy nie były pokazywane w Polsce. Nikt w kraju o nich nie mówił ani nie pisał. Natomiast Francja i świat zachodni docenili Borowczyka, który stworzył jeszcze kilka animacji, po czym zajął się filmem aktorskim, fabularnym i tematem erotyki. To właśnie w erotyce odnalazł wyraz wolności nie tylko artystycznej, ale człowieka w ogóle. Na planie zdjęciowym chciał mieć wszystko pod kontrolą i często zajmował się poza reżyserią także zdjęciami czy scenografią. Podobnie jak w animacji, wszystko miało tu zależeć od twórcy.

Ojciec chrzestny artystycznego kina erotycznego

Jego pierwszy film aktorski, krótkometrażowa "Rozalia" (1966), został uhonorowany Srebrnym Niedźwiedziem na Festiwalu w Berlinie, co zwróciło uwagę na reżysera z Polski, zwanego tu Boro. Kolejnym dużym sukcesem była zrealizowana 2 lata później "Goto, wyspa miłości" (Nagroda im. Georges'a Sadoula), a następnie "Blanche" (1971), która otrzymała Grand Prix w Berlinie.

Przepełnione erotyzmem kino Borowczyka było odważne i dziwne, poruszało skryte pragnienia, intrygowało. Było także przepełnione absurdem i groteską rodem z dramatów Becketta czy Ioneski i pod tym względem można je porównać do wczesnych filmów Romana Polańskiego. Twórczość polskiego reżysera kojarzona jest także z surrealizmem. Interesował się perwersją, seksualnością i fetyszami ("Opowieści niemoralne", 1974), mówił, że robi filmy o tym, o czym wszyscy marzą. Stworzył nowy gatunek: artystyczne kino erotyczne.

"Dzieje grzechu" wg Waleriana Borowczyka

- Jego zdaniem sztuka powinna poszerzać percepcje odbiorców, dawać im doświadczenia i sytuacje, których w rzeczywistym świecie nie ma - tłumaczył podczas kolejnej wizyty w Dwójce Kuba Mikurda. Wielu krytyków zwraca jednak uwagę, że Borowczyk bawiąc się kiczem, przekroczył niejednokrotnie granice dobrego smaku.  Jego filmy bywały grafomańskie i tandetne ("Bestia", 1975).

Paradoksalnie właśnie wtedy dostał szansę z Polski. Na fali zmiany polityki kulturalnej i otwarcia na Zachód władze PRL dały możliwość powrotu twórcom wysłanym wcześniej na emigrację, w tym Borowczykowi. Dostał on propozycję adaptacji "Dziejów grzechu" Stefana Żeromskiego z ogromnym budżetem - najdroższej produkcji w tamtym czasie. Film zrobiony w 1975 roku miał skrajne oceny - w Polsce bardzo słabe, we Francji wysokie - tam "Dzieje grzechu" uznawano za arcydzieło. Obejrzała go rekordowa liczba widzów - 8 milionów.

Nadeszła era pornografii

Na tym filmie kariera Borowczyka właściwie się skończyła, również we Francji, co spowodowane było ograniczeniem jego reżyserskiej swobody. Od połowy lat 70. tworzył już filmy na zamówienie, mierne, "różowe" produkcje. Zmniejszyło się też zainteresowanie kinem erotycznym, bo po zniesieniu cenzury w 1974 roku, rozpowszechniła się zwykła pornografia. To z tego okresu pochodzą takie produkcje jak "Za murami klasztoru" czy "Emmanuelle V".

Ostatni film Walerian Borowczyk nakręcił w 1988 roku. Do śmierci mieszkał we Francji. Zmarł 3 lutego 2006 roku w wieku 82 lat.

***

IAR/polskieradio.pl/Piotr Grabka


Czytaj także

Nieprzyzwoity i genialny - Walerian Borowczyk

Ostatnia aktualizacja: 17.07.2013 12:00
- Najbardziej skandalizująca u Borowczyka nie jest seksualność, lecz właśnie miłość. To wielki romantyk, który pokazuje destrukcyjny wymiar uczucia - mówił w "Rozmowach po zmroku" filmoznawca Jakub Mikurda.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Władysław Starewicz, polski pionier animowanego filmu lalkowego

Ostatnia aktualizacja: 02.02.2023 15:55
Polski film animowany jest często niedoceniany i lekceważony – całkowicie niesłusznie. Chociaż w tym gatunku największą popularnością i rozpoznawalnością cieszą się nasze znane dobranocki, które kochają dzieci na całym świecie, to również „poważne” animacje zdobywały i wciąż zdobywają uznanie i nagrody w Polsce i za granicą. Stanowią ważny wkład w historię światowego kina.
rozwiń zwiń