Klarnet bez kurzu. Roman Widaszek o instrumencie, który stał się drogą życia

Ostatnia aktualizacja: 16.03.2026 09:20
Klarnet bywa przedmiotem muzycznych sporów. W ubiegłotygodniowej Cafe "Muzie" Henryk Miśkiewicz przyznał, że najbardziej lubi go wtedy, gdy "kurzy się w futerale". Roman Widaszek, klarnecista i pedagog, zdecydowanie się z tym nie zgadza. – Ja nie lubię, jak się kurzy. Wiadomo, że klarneciści i saksofoniści to dwa środowiska. Bliskie, a zarazem dalekie – powiedział.
Roman Widaszek i Agata Kwiecińska w audycji Cafe Muza.
Roman Widaszek i Agata Kwiecińska w audycji Cafe "Muza".Foto: PR2/ Magdalena Łoś

Dla Romana Widaszka klarnet jest instrumentem szczególnym. Choć klarneciści i saksofoniści należą do tej samej rodziny instrumentów dętych drewnianych, Widaszek nie ukrywa, że najlepiej czuje się właśnie z klarnetem w dłoni. – Nie dotykam saksofonu, wolę trzymać swój instrument. Z nim czuję się najlepiej – podkreślał.

Od skrzypiec do klarnetu

Droga muzyczna Romana Widaszka rozpoczęła się w dzieciństwie. Do szkoły muzycznej trafił jako siedmiolatek i początkowo uczył się gry na skrzypcach. Decyzję o zmianie instrumentu podjęto po kilku latach nauki.

– Po trzech latach nauczyciel powiedział: Romek, ty już na skrzypcach wszystko umiesz, od czwartej klasy będziesz grać na klarnecie – wspominał artysta. Tak zaczęła się jego relacja, która trwa do dziś. Jak sam mówi, z klarnetem spędził już ponad cztery dekady. – 43 lata z klarnetem. I nie zamieniłbym tego instrumentu na żaden inny  podkreślił w rozmowie. 

Czytaj także:

Trzy dekady na scenie i... w klasie

Roman Widaszek od ponad trzydziestu lat prowadzi działalność koncertową jako solista i kameralista. Początki kariery datuje na lata bezpośrednio po studiach, kiedy pojawiły się pierwsze koncerty kameralne i solowe – około 1996–1997 roku.

Niemal równolegle rozpoczęła się jego droga pedagogiczna. W 1999 roku artysta rozpoczął pracę w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. – To trwa już 27 lat – mówił. W tym czasie przeszedł wszystkie szczeble kariery akademickiej, od doktoratu po nominację profesorską, prowadząc jednocześnie aktywną klasę klarnetu. Jak podkreślił, działalność artystyczna i pedagogiczna są dla niego równie ważne i wzajemnie się uzupełniają.

Muzyka klasyczna i nowe publiczności

– Na szczęście żyjemy w czasach, w których jest sporo osób zafascynowanych tą kulturą – zauważył w rozmowie. Jako przykład podał Katowice i salę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, która przyciąga publiczność nie tylko architekturą, ale i koncertami.

Muzyk zwrócił uwagę na rosnącą liczbę festiwali i projektów popularyzujących muzykę w bardziej przystępnej formie, a także na znaczenie koncertów edukacyjnych dla najmłodszych, które mogą wychowywać przyszłą publiczność.

Jedną z takich inicjatyw jest współpraca Romana Widaszka z aktorem Maciejem Zakościelnym. Wspólnie przygotowują koncerty z muzyką filmową, często w formie lekkiej, pełnej humoru scenicznego. – Te koncerty prowadzimy w formie żartów, przekomarzania się. To taka forma przemycania muzyki filmowej, która przecież też jest gałęzią muzyki klasycznej – mówił klarnecista.

Jak zaszczepić pasję? Współpraca z młodymi muzykami

Jako pedagog Roman Widaszek dużo uwagi poświęca pracy z młodymi muzykami. – Rolą pedagoga w szkole muzycznej jest nie tylko nauczyć podstaw instrumentu, ale przede wszystkim zaszczepić tę pasję – podkreślił. Zaznaczył ,że czasem pomaga w tym prosty gest: zamiast ćwiczyć gamę, można zagrać melodię z bajki. – Dziecko od razu inaczej reaguje, kiedy rozpoznaje coś bliskiego – powiedział. 

***

Tytuł audycji: Cafe "Muza" 

Prowadzenie: Agata Kwiecińska

Gość: Roman Widaszek (klarnecista)

Data emisji: 15.02.2026

Godz. emisji: 10.00

zch

Czytaj także

Włodzimierz Promiński: spiritus movens Kwartetu Camerata

Ostatnia aktualizacja: 05.01.2026 11:43
- Jestem w tej chwili jedynym członkiem założycielem Kwartetu Camerata. Z pierwszego składu, który zawiązał się na wiosnę 1984 roku, już tylko ja zostałem. Drugi skrzypek, Andrzej Kordykiewicz, ma nieco krótszą karierę, bo przyszedł do zespołu, z tego, co pamiętam, po dziewięciu miesiącach - mówił w Dwójce Włodzimierz Promiński, skrzypek, kameralista, solista i pedagog.
rozwiń zwiń