Między intuicją a budżetem. Maria Gołoś o produkcji filmowej

Ostatnia aktualizacja: 04.08.2026 13:19
- Dobrze wyprodukowany film to taki, w którym widz nie dostrzega problemów związanych z warstwą pozornie niewidoczną, organizacyjną, logistyczną czy finansową. Jeżeli na ekranie nie widać trudności produkcyjnych, oznacza to, że producent wykonał swoją pracę naprawdę dobrze - mówiła w Dwójce Maria Gołoś.
Producentka filmowa Maria Gołoś
Producentka filmowa Maria GołośFoto: Piotr Molecki/East News

Wysłuchaj audycji "Rozmowy na lato"<<<

Producentka filmowa i współzałożycielka Rozbrat Films, ma na swoim koncie współpracę przy filmach "Jestem mordercą", "Ikar. Legenda Mietka Kosza" i "Bo we mnie jest seks". Maria Gołoś wraz z Moniką Matuszewską wyprodukowała także "Glorious Summer" – film nagrodzony Szafirowymi Lwami na 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, prezentowany wcześniej m.in. na festiwalu South by Southwest oraz kilkunastu innych międzynarodowych imprezach.


"Glorious Summer". Film, który wyrósł z ograniczeń


"Glorious Summer" powstało w ramach nieistniejącego już programu mikrobudżetowego Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Polegał on na tym, że dziewięćdziesiąt procent finansowania zapewniał Instytut, a pozostałe dziesięć procent musiał wnieść producent.

- Było to oczywiście ograniczenie, bo pieniędzy zawsze jest za mało, a w programie mikrobudżetowym szczególnie. Jednocześnie jednak uwalniało nas to od presji zrobienia filmu, który musiałby sprawdzić się pod każdym względem – artystycznym i komercyjnym. Ani my jako producentki, ani Helena i Bartek jako reżyserzy, nie mieliśmy poczucia, że musimy przyprowadzić do kin sto tysięcy widzów. To dawało dużą swobodę - mówiła Maria Gołoś.



- Od początku wiedzieliśmy, jakie kino chcemy zrobić. Mieliśmy świadomość, że będzie to film artystyczny o ograniczonym potencjale dystrybucyjnym. Wszyscy weszliśmy w ten projekt świadomie, choć oczywiście nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Paradoksalnie ograniczenia potrafią bardzo pomagać. Świetnie wpływają na kreatywność, choć znacznie mniej na samą produkcję, bo pod tym względem naprawdę mocno nas ograniczały - dodała.

Czytaj także:

Intuicja to dopiero początek. O pracy producenta filmowego

Maria Gołoś zaznaczyła, że jednym z najważniejszych narzędzi pracy jest dla niej intuicja. - Zawsze konfrontuję ją z Moniką Matuszewską, ponieważ pracujemy nad wszystkimi projektami wspólnie. Nie dzielimy się nimi – nie ma sytuacji, że ja prowadzę jeden film, a Monika drugi. Zawsze jesteśmy we dwie. To daje mi ogromny komfort. Mogę odbić swoje przemyślenia od drugiej osoby, a Monika jest do tego idealną partnerką. Rozbrat Films istnieje już prawie dziesięć lat, co wciąż wydaje mi się niewiarygodne - powiedziała w rozmowie z Martą Strzelecką.



- Intuicja jest dla nas niezwykle ważna, ale oczywiście nie jedyna. Musimy brać pod uwagę również bardziej racjonalne czynniki. Oczywiście potrzebne są fascynacja scenariuszem i wiara w projekt, ale nie da się na nich samych budować firmy. Aspekt biznesowy także jest ważny - zaznaczyła.

Dlaczego kino środka ma dziś najtrudniej?

Maria Gołoś dodała także, że jej zdaniem trudno jest pracować nad filmem, który nie jest ani wyraźnie autorski, ani jednoznacznie komercyjny. - Dobrym przykładem jest dla mnie "100 dni do matury". To film, który trafił w potrzeby publiczności i odniósł sukces jako kino komercyjne. My natomiast poruszamy się przede wszystkim w obszarze projektów, które jedną nogą stoją w kinie autorskim, ale jednocześnie chciałyby dotrzeć do szerszej publiczności. Właśnie z takim kinem najtrudniej jest dziś zdobywać finansowanie - powiedziała w Dwójce.

***

Tytuł audycji: Rozmowy na lato

Prowadzenie: Marta Strzelecka

Gość: Maria Gołoś (producentka filmowa)

Data emisji: 3.08.2026

Godz. emisji: 20.00

Oprac. Oskar Łapeta

Czytaj także

Agata Turkot: będąc w Nowym Jorku, czułam się jak Alicja w Krainie Czarów

Ostatnia aktualizacja: 30.04.2026 11:38
- Byłam niedawno w Stanach Zjednoczonych z "Domem dobrym". Byłam też w Nowym Jorku, który jest niesamowicie szalonym miejscem, pełnym wrażeń i bodźców. Czułam się tam, jak Alicja w Krainie Czarów. Pomyślałam sobie, że mój stan wewnętrzny się zmaterializował. Bo dokładnie tak jak jest w tym mieście, jak ja teraz się w nim sama czuję, to tak siebie czuję od jakiegoś czasu - mówiła w Dwójce aktorka Agata Turkot. 
rozwiń zwiń