Gdy w 2013 roku David Fincher, twórca takich filmów jak "Siedem", "Zodiak" czy "Podziemny krąg", wielu było zszokowanych jego decyzją. Zastanawiano się, co stało za decyzją twórcy o porzuceniu wielkiego ekranu na rzecz platformy streamingowej. Fincher szybko stał się trzonem Netflixa - zaczął od produkcji i reżyserii dwóch odcinków "House of Cards", w 2017 roku pracował przy dwóch sezonach "Mindhuntera", a w 2019 mogliśmy oglądać "Miłość, śmierć i roboty" również w jego produkcji. We współpracy z Netflixem Fincher stworzył też nagrodzony dwoma Oscarami film "Mank".
Przez ostatnie lata nic nie przepowiadało rozstania streamingowego giganta i legendy kina. Reżyser jeszcze dwa lata temu podkreślał, że Netflix jest dla niego idealnym miejscem do pracy. David Fincher jednak podjął decyzję, by kontraktu nie przedłużać.
Co odejście Finchera oznacza dla fanów jego produkcji?
Decyzja Davida Finchera zostawia jego fanów z pytaniami bez odpowiedzi. Co z zapowiadaną jako neowestern produkcją "Bittereoot" czy prequelem "Chinatown" Romana Polańskiego? Zakończenie tej współpracy oznacza również, że fani nie doczekają się trzeciego sezonu "Mindhuntera"
Ostatnim wspólnym projektem Finchera i Netflixa są "Dalsze perypetie Cliffa Bootha". Jego kinową premierę zaplanowano na listopad, a na platformę streamingową trafi jeszcze przed świętami.
Kulisy końca współpracy Finchera z Netflixem
Nie jest wykluczone, że problemy między reżyserem a władzami platformy streamingowej pojawiły się przy decyzji o anulowaniu w 2026 roku spin-offu "Squid Game". Nie brakuje też plotek, że produkcja "Dalszych perypetii Cliffa Bootha" nie spełniła oczekiwań firmy, a dodatkowo była bardzo droga. Były to sygnały, że po latach współpracy, coś się psuje.
Pozycja Finchera w branży filmowej jest bardzo mocna. Krytycy wskazują, że z pewnością nie będzie miał on problemu ze znalezieniem miejsca, w którym dalej będzie realizował swoje projekty.
***
pj/Bloomberg