W rozmowie z magazynem Empire Gerwig zdradziła, że od początku chciała, żeby jej "Narnia" była widowiskiem na dużą skalę. Jak przyznała, początkowo chciała stworzyć "rockową operę". Ostatecznie produkcja nie będzie musicalem, ale muzyka i estetyka epoki mają mocno wpłynąć na jej charakter. Wśród artystów, którzy stali się dla reżyserki punktem odniesienia, znaleźli się także Paul McCartney, David Gilmour, Pete Townshend, Jimmy Page i Robert Plant. To właśnie rock ma pomóc Gerwig oddać niezwykłość Narnii.
"Siostrzeniec czarodzieja" będzie pierwszą częścią nowej serii filmów o Narnii. Gerwig nie zaczyna jednak od najbardziej znanej historii, czyli "Lwa, czarownicy i starej szafy". Wybrała opowieść o początkach magicznego świata, która pozwala cofnąć się do momentu jego stworzenia.
Zmieni się również czas akcji. Zamiast początku XX wieku wydarzenia zostaną osadzone w powojennej Wielkiej Brytanii lat 50. Digory i Polly, grani przez Davida McKennę i Beatrice Campbell, trafią do świata, który ma być jednocześnie baśniowy i mocno zakorzeniony w realiach epoki.
Gerwig widzi w powojennym pokoleniu coś, co później eksplodowało w kulturze rockowej. Dzieci dorastające wśród ruin i niedostatku potrafiły stworzyć własne światy, podobnie jak artyści, którzy dwie dekady później zmienili muzykę. Jednym z nich był David Bowie, którego przemiana z Davida Jonesa w jedną z największych ikon rocka stała się dla Gerwig niemal dowodem na to, że Narnia mogłaby istnieć naprawdę.
mo