Logo Polskiego Radia
PAP
Piotr Dmitrowicz 27.09.2011

Kto katem, a kto ofiarą?

Niemiecki historyk próbuje zrównywać ofiary holocaustu i te, które zginęły w wyniku alianckich bombardowań.
Fragment okładkiFragment okładkimat. promocyjne

Joerg Friedrich przedstawia los 600 tysięcy niemieckich cywilów, którzy padli ofiarą alianckich nalotów dywanowych. Książka, która wywołała w Niemczech dyskusję o niebezpieczeństwach relatywizowania historii, właśnie ukazała się Polsce.

"Pożoga. Bombardowania Niemiec w latach 1940-1945", to pierwsza książka, tak szczegółowo przedstawia zniszczenia, jakich dokonały bomby samozapalające w niemieckich miastach. W wyniku alianckich nalotów zginęło 600 tysięcy ludzi, a zabytkowe miasta zostały obrócone w ruinę.


"Pożoga" ukazała się w Niemczech w 2002 roku i została uznana za ważny głos w dyskursie historycznym. W ciągu zaledwie miesiąca sprzedano ponad 100 tysięcy egzemplarzy książki. Mówiono o przełamaniu tabu przedstawiania Niemców w roli ofiar alianckich nalotów.

- Po raz pierwszy agresor został przedstawiony jako ofiara. W Niemczech książka wywołała niezwykle emocjonalną dyskusję nad własną odpowiedzialnością i winą a także ofiarami - własnymi i obcymi - wywołanej przez Niemcy wojny - napisał w przedmowie do polskiego wydania Stephan Georg Raabe, dyrektor biura Fundacji Konrada Adenauera w Polsce.

Swego rodzaju symbolem alianckich nalotów stał się los Drezna. W nalotach przeprowadzonych w dniach 13-14 lutego 1945 r. przez lotnictwo brytyjskie i amerykańskie użyto przede wszystkim bomb zapalających. Pożary wywołały burzę ogniową, która zniszczyła zabytkowe miasto. Straty ludzkie szacowane są na ok. 22 700 do 25 000 zabitych. Los Drezna jest powszechnie znany, ale zmiecione z powierzchni ziemi zostały też centra innych miast jak Kassel, Paderborn, Aachen, Kolonia, Essen czy Świnoujście.

Jednym z największych nalotów dywanowych było bombardowanie Hamburga pod koniec lipca i na początku sierpnia 1943 r. Brytyjskie dowództwo Królewskich Sił Powietrznych nadało mu kryptonim: "Operacja Gomora". Bombardowania trwały dzień i noc. W dzień atakowali Amerykanie, w nocy ich rolę przejmowali Brytyjczycy. Na Hamburg spadło 9000 ton bomb. 60 procent miasta zostało starte z powierzchni ziemi. Spośród ok. 1,5 mln. mieszkańców Hamburga, co najmniej, 42 tysiące zginęło, a 900 tys. zostało bez dachu nad głową.

Ofiary

Najbardziej przerażającym efektem bombardowania Hamburga było zjawisko, nazwane "burzą ogniową". Tysiące poszczególnych pożarów wywołanych przez zrzucone bomby połączyło się w jedno ogniste piekło. Temperatura na ulicach płonącego miasta osiągnęła ponad 1000 stopni Celsjusza. Szalejące płomienie tak gwałtownie pochłaniały tlen z otoczenia, że wywołało to huragan o prędkości ok. 200 km/h. Wiatr ciskał ludźmi w powietrze i rzucał ich w ogień. Płonęło wszystko, co tylko mogło płonąć. Według relacji ocalałych z bombardowania Hamburga, palił się nawet bruk na ulicach.
Ogółem lotnictwo brytyjsko-amerykańskie zrzuciło na terytorium Niemiec, krajów satelickich i okupowanych 2 697 473 tony bomb, z czego 50 proc. spadło na obszary Trzeciej Rzeszy (w granicach sprzed 1937 r). W sumie zmasowane naloty lotnictwo alianckie wykonało na 41 wielkich i 158 średnich miast niemieckich. W wyniku strategicznych bombardowań tylko w Niemczech zniszczono 654 000 budynków, a znacznie uszkodzono 4 110 000. Śmierć poniosło ponad 600 tys. osób.

Kontekst historyczny

Friedrichowi zarzucono, że opisuje alianckie bombardowania w oderwaniu od kontekstu historycznego. Pisze na przykład, że "pierwszym narodem, na którym wypróbowana została do końca, konsekwentnie, aż po całkowite wyniszczenie, puszczona w ruch furia zniszczenia nadchodząca z powietrza, był naród niemiecki". Oponenci Friedricha przypominali, że wcześniej były naloty Luftwaffe na m.in. Wieluń, Warszawę, Rotterdam, Coventry i Londyn, a jeszcze przed rozpoczęciem alianckich nalotów na Niemcy Hitler groził, że "wymaże" z mapy brytyjskie miasta. Wielu brytyjskich czytelników oburzyło nazywanie lotników, którzy latali nad Niemcy słowem "Einsatzgruppen" (formacje mordujące Żydów), a piwnic, w których ludzie dusili się trującymi oparami, "miejscami kaźni" (Hinrichtungsstaetten), gdzie niemieckie ofiary były "gazowane".

"Rezygnacja z wpisania wojny powietrznej przeciwko Niemcom w kontekst historyczny, silne nasycenie emocjami i częściowo - na płaszczyźnie językowej - postawianie bombardowań na równi z horrorem Holocaustu - to zasadnicze zarzuty wobec książki Joerga Friedricha" - podkreśla Raabe, dodając jednak, że autor "Pożogi" przedstawia ludzkie losy, których nie wolno pomijać, powołując się na winę Niemiec i niemieckie zbrodnie. "Istnieje wprawdzie zbiorowa niemiecka odpowiedzialność za wojnę, ale nie zbiorowa wina. Jeżeli chodzi o ofiary bombardowań wyraźnie widać, podobnie jak w przypadku innych ofiar wojny rozpętanej przez Niemców, potrzebę nadrobienia pewnych tematów w publicznej dyskusji, która z jednej strony podsycana jest przez to, że wymiera pokolenie, które przeżyło wojnę, z drugiej - czerpie siłę z dotychczasowego lekceważenia przeżyć traumatycznych" - pisze dyrektor biura Fundacji Konrada Adenauera w Polsce.