Logo Polskiego Radia
POSŁUCHAJ
polskieradio.pl
Aleksandra Kluzek 23.04.2012

Intelligence infiltration of RFE

Polish Security Service had its informers within the team of the RFE Polish Service in Munich.

Rozgłośnia Polska RWE od momentu powstania była zwalczana przez peerelowskie środki masowego przekazu. Początkowa ignorancja zastąpiona została regularnymi atakami prasy wydawanej (celowała w tym "Trybuna Ludu”, ale i inne pisma: "Życie Warszawy”, "Nowa Wieś”, "Trybuna Wolności”, "Express Wieczorny”, "Szpilki”). Na ich łamach publikowano napastliwe artykuły czy karykatury znanych rysowników.

Po odwilży Października 1956 zaprzestano intensywnego zagłuszania Rozgłośni Polskiej RWE. Po marcu 1968 i interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, a zwłaszcza po grudniu 1970 na Wybrzeżu, ataki władz polskich na Rozgłośnię znacznie przybrały na sile.
Już w styczniu 1969 Jan Nowak w skierowanym do amerykańskiego dyrektora RWE Ralpha Waltera memorandum sugerował możliwość ofensywy Służby Bezpieczeństwa wobec RWE, przy pomocy prowokacji, włamań do biur RWE, prywatnych mieszkań korespondentów Rozgłośni, zalecając wprowadzenie większych zabezpieczeń technicznych samych biur RWE, ale i niektórych mieszkań prywatnych. Rok później w rozmowie z Henrykiem Bireckim – wysokim urzędnikiem MSZ który wyemigrował w tym czasie do Francji, Nowak dowiedział się, że polska bezpieka posiada już informatorów wewnątrz zespołu Rozgłośni Polskiej w Monachium.
Władze w Polsce zdawały sobie sprawę z roli, jaką RWE odegrało w kluczowych momentach niedawnej historii, ujawniając wiele niewygodnych dlań faktów. Od marca 1971 powrócono do intensywnego zagłuszania RWE oraz nasilono ataki i pomówienia na działalność Rozgłośni. Ogromną sieć zagłuszarek w Polsce organizowało na polecenie Stefana Olszowskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Jednak im bardziej utrudniano zwykłym ludziom słuchanie RWE, tym bardziej starali się wyłapywać fale monachijskiej rozgłośni. Liczba słuchaczy w tym czasie spadła tylko nieznacznie.
W marcu 1971 wybuchła sprawa Andrzeja Czechowicza - agenta polskiej bezpieki, który pracował w polskim zespole w Monachium od 1965, a zwerbowany do współpracy został po kilku latach pracy w Radiu. PRL-owska propaganda z satysfakcją prezentowała kapitana Czechowicza i jego osiągnięcia na konferencjach prasowych a później - licznych spotkaniach w całej Polsce. Chodziło o pokazanie, w jak dużym stopniu monachijska rozgłośnia jest spenetrowana przez reżim.

W rzeczywistości - jak pisał po latach Jan Nowak - Czechowicz prezentował publicznie niezbyt ważne dokumenty, nie mające - poza kilkoma - poufnego charakteru. Powtarzał też informacje i prezentował materiały znane wcześniej funkcjonariuszom MSW. "Sprawa Czechowicza” miała być w rzeczywistości argumentem w walce o władzę pomiędzy Gierkiem i Moczarem, któremu zależało, by akcją Czechowicza oskarżyć wysokich funkcjonariuszy partyjnych, zbliżonych do Gierka o rzekomą współpracę z RWE.
Czechowicz nie był pierwszym człowiekiem pracującym dla bezpieki w Rozgłośni Polskiej RWE. Próby infiltracji zespołu podejmowano już w latach 50. W listopadzie 1963 zwerbowano do współpracy z wywiadem PRL Jerzego Bożekowskiego (pseud. "Fonda”) – spikera Rozgłośni, a w 1966 - Janusza Koryzmę (pseud. "Kamera”). Kolejnym nagłośnieniem po "sprawie Czechowicza” "wtyczek” bezpieki w RWE był powrót do Polski w latach 70. kolejnych dwóch osób: Mieczysława Lacha (pseud. "Kumor”) z Działu Badań Publicznych oraz Andrzeja Smolińskiego, pracującego w Wydziale Studiów i Analiz – choć w tym przypadku rozgłos nadany sprawie był nieporównywalnie mniejszy.
Próbowano nakłaniać do powrotu do Polski także innych pracowników Radia: Kazimierza Zamorskiego (skonfliktowanego z Nowakiem), czy Wiktora Trościankę (wobec którego bezpieka stosowała przez lata metodę "dialogu operacyjnego”; nie zgodził się na formalną współpracę).
Inne rozgłośnie były przedmiotem działań bez porównania bardziej agresywnych.
Bułgarski dysydent Georgi Markow, pracujący dla RWE w Londynie, został w 1978 roku ukłuty przez agenta KGB zatrutym parasolem i zmarł po trzech dniach.
Rumuńska dziennikarka RWE w Paryżu Monica Lovinescu została w 1977 pobita niemal na śmierć przez agentów Ceausescu.
Jej kolega, rumuński pisarz Paul Goma, w 1981 otrzymał paczkę z ładunkiem od światowego terrorysty numer 1 Carlosa - i cudem uniknął śmierci. Rok później agent rumuński, wysłany by go zlikwidować, oddał się w ręce francuskiego kontrwywiadu.
Tenże Ilicz Ramirez Sanchez vel Carlos vel Szakal był w 1981 autorem zamachu bombowego na centralną siedzibę RWE w Monachium. Wybuch w znacznym stopniu zdewastował redakcję czeską, wielu pracowników RWE odniosło obrażenia, szkody szacowano na 2 mln dolarów. Zamach "obstalował" szef rumuńskiej kompartii Nicolae Ceasusescu.
Do dziś większość operacji peerelowskiej SB przeciw RWE pozostaje nieujawniona, podobnie jak dane agentury.