Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Oto etnomachina! Nowa płyta Joachima Mencla

Ostatnia aktualizacja: 23.04.2026 08:00
Nagrana dla cenionej belgijskiej oficyny Home Records nowa płyta Joachima Mencla jest dziełem tyleż nieoczywistym i nieortodoksyjnym, ile zachwycającym; szerokim gestem odwołującym się do wielu tradycji, a zarazem prezentującym muzykę autorską i w pełni współczesną.
Joachim Mencel
Joachim MencelFoto: mat.pras.

Być może należałoby zacząć od pytania o pryncypia, choćby: czy to jest folk? I spróbować udzielić wiążącej odpowiedzi: oczywiście, że nie – oczywiście, że tak! Wszystko zależy od tego jakie treści podkładamy pod wspomniane pojęcie. Nie znajdziemy bowiem na płycie Joachima Mencla na przykład opracowań tematów ludowych – co może być dla kogoś kwestią fundamentalną. Jeśli spojrzymy jednak na rzecz całą bez uprzedzających i wykluczających założeń, to okaże się, że to płyta w pełni folkowa. Właśnie dlatego, że jest dziełem autorskim; że ewidentnie czerpiąc natchnienie z różnych źródeł i różnych tradycji jest współczesną, głęboko dotykającą, ujmującą opowieścią dojrzałego artysty, który poruszony pięknem i wagą owych źródłowych natchnień i zachwycony (od lat) brzmieniem liry korbowej próbuje – skądinąd z wielkim powodzeniem – opowiedzieć to wszystko po swojemu.

Warto przy okazji nie pomijać tytułu tego świetnego krążka. Etno Machina: z jednej strony jaśniej nie da się zasygnalizować odwołań do – powiedzmy umownie – folkowości, tradycyjności, etniczności. Z drugiej: pozwalam sobie na domniemanie lub własną interpretację tytułu, jako opisu jedynego instrumentu, który brzmi na krążku. Ową „etnomachiną” jest lira korbowa, a sam tytuł można odczytywać z jednej strony jako wyraz ewidentnego zachwytu wobec mocy, możliwości i niezwykłości brzmieniowej tegoż instrumentu, z drugiej – brzmi on z lekkim dystansem. Tak czy inaczej, machina, by ukazać swą – powiedzmy – magię, wymaga inicjatywy człowieka.

Warto oddać głos samemu artyście, który na okładce jednoznacznie opowiada o tym wydawnictwie: „Zdecydowałem się nagrać nową płytę solo na lirę korbową, bo… po prostu była na nią potrzeba. Po koncertach coraz częściej słyszałem pytania o materiał w tej formule — o lirę samą w sobie, bez zespołu, bez dodatkowych instrumentów”. I dalej: „To osobista, solowa wypowiedź, w której lira staje się nie tylko instrumentem akustycznym, ale także źródłem struktur rytmicznych, faktur i przestrzeni dźwiękowych. Tradycja spotyka się tu z nowoczesnością, a jeden instrument buduje cały muzyczny świat”.

Joachim Mencel postrzegany jest przede wszystkim jako muzyk jazzowy, najpierw wybitny pianista – i trudno wyrażać zdziwienie wobec tego faktu. Świetnie wykształcony, sam będący dziś wykładowcą w Akademii Muzycznej ma za sobą ponad trzy dekady twórczych dokonań – niezliczonych koncertów i płyt – we współpracy z czołówką jazzu, niejednokrotnie zresztą stając na czele kolejnych przedsięwzięć. Swego rodzaju kwintesencją tych poczynań był opublikowany przed sześcioma laty album Brooklyn Eye, nie tylko wydany w Stanach Zjednoczonych, ale też zrealizowany ze znakomitymi amerykańskimi instrumentalistami. Co znaczące, Mencel grał na nim również na lirze korbowej…

Z drugiej bowiem strony od lat fascynuje się brzmieniem liry, włączając ten instrument w liczne projekty, które realizuje. Trudno nie pamiętać świetnej autorskiej płyty Artisena sprzed ośmiu lat, wydanej przecież nie przypadkiem w „zielonej, folkowej serii” przez oficynę For Tune Pospiesznie katalogując w głowie jego dokonania przychodzą mi na myśl niektóre z nich, wobec których określenie „folkowy” czy „etniczny”, czy odwołujący się do world music nie byłoby zaskakujące. Na przykład koncerty i nagrania z Ibrahim Trio, prowadzonym przez Wassima Ibrahima albo jego autorskie jmTrio. Nie tak odległe od wspomnianej estetyki dokonania zespołu El Greco, grupy New Life’M, Lidii Pospieszalskiej, Albo udział w nagraniu głośnej „około etnicznej” płyty Michała Barańskiego Masovian Mantra, a także – w realizacji albumu Joanna Słowińska śpiewa piosenki Jana Krzysztofa Kelusa, a jeszcze bardziej – w nominowanej przed dwoma laty do Folkowego Fonogramu Roku płycie Symfonia Beskidzka pod wodzą Zbigniewa Wałacha, a u boku takich artystów, jak Józef Broda. Artysta grywał też na festiwalach folkowych, na przykład na EtnoKraków Rozstaje.

Oczywiście, Mencel nie jest pierwszym muzykiem w naszym kraju, który zachwycił się brzmieniem liry korbowej, ani pierwszym, który eksperymentuje z jej brzmieniem. Wspomnijmy tu dokonania takich artystów, jak choćby Jacek Hałas, Remigiusz Mazur-Hanaj, Malwina Paszek czy Maciej Cierliński, który zaprowadził brzmienie liry nawet do jazzowej Hery Wacława Zimpla czy grupy Hey. Niekoniecznie więc na „pierwszeństwie”, ale na oryginalności, szczerości i swoistym wizjonerstwie zasadza się niezwykłość tej płyty. Trochę przypomina kierunek, który, na przykład, proponował już przed laty Valentine Clastrier – czyli lira jak „uwolniony od zobowiązań i powinności” instrument grający muzykę współczesną – tu i teraz ważną. Z tą różnica, że radykalizm brzmieniowy francuskiego mistrza tutaj znajduje swój ekwiwalent w graniu pełnym liryzmu, melancholii, refleksji, choć i oczywiście brzmieniowej oraz koncepcyjnej (realizacyjnej) odwagi. Dzięki zastosowaniu metody overdubbingu, mozolnego nakładania kolejnych warstw, przetworzone elektronicznie efekty wyprowadzają brzmienie liry poza jej tradycyjne standardy. Lira wyznacza tu rytm, harmonię, melodie, improwizacje. A, co istotne, mimo owej technologicznej odróbki: ileż w tej muzyce pięknej, porywającej nostalgii, ile delikatności.

Skojarzeń może być tu wiele – i to też dowód na niezwykłość tej propozycji. Przy tak szczególnej warstwie brzmieniowej trudno byłoby mówić o zapożyczeniach, ale skojarzenia mają prawo się pojawić. I to rozmaite: od tradycyjnych kultur różnych zakątków świata po twórczość Briana Eno, od brzmienia bliskiego syntezatorom po te przywodzące na myśl sitar, a czasami kołyszące niemalże jak duduk. Oczywiście dalekim echem powracają też tutejsze motywy ludowe, m.in. muzyki góralskiej, podhalańskiej. A wszystko to przecież rodzi się z tego niezwykłego, choć niepozornego instrumentu. Artysta z własnej woli nie ma tu żadnej „podpórki” – w postaci kolegów z zespołu czy popularnych tematów. I – co wcale nie paradoksalne – wygrywa (choć to może nie najmądrzejsze określenie w kontekście sztuki).

Trudno nie mieć wrażenia, że mamy tu do czynienia z czymś na kształt concept albumu. Płyta zdaje się być starannie zaplanowaną całością z przemyślaną dramaturgią, logicznym następstwem utworów, powracaniem pewnych motywów. Wrażenie to potwierdza lektura tytułów kolejnych kompozycji oraz to jak bardzo te tytuły są adekwatne wobec płynących dźwięków. Mamy tu więc muzyczną podróż śladami natury (Wietrze wiej, Rzeko płyń), wycieczkę do wyższych sfer (Etno Kosmos, Mały Wóz), ale i myśl o ludzkich zmaganiach (Szukamy miłości nie potrafiąc kochać, W ciemności, W nadziei). Aż po wieńczące całość wyraziście tęskne podhalańsko Wierchy i niemal metafizyczne Z lotu ptaka. Świetna płyta!

Tomasz Janas

Joachim Mencel

"Etno Machina"

Home Records 2026

Ocena: 4,5/5 


***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Ożywcze Tchnienie

Ostatnia aktualizacja: 28.05.2025 08:00
Trzy i pół roku po zwycięstwie w konkursie Scena Otwarta na Mikołajkach Folkowych i niemal dokładnie trzy lata po zdobyciu nagrody w konkursie podczas Nowej Tradycji członkinie duetu SEKUNDa zaprezentowały nam swą pierwszą płytę. Warto było czekać na tę muzykę pełną wdzięku, delikatności i finezji.
rozwiń zwiń