Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Khun Narin – III: Psychodeliczna parada

Ostatnia aktualizacja: 13.08.2026 00:01
Własnoręcznie wykonany system nagłaśniający, podobizny mitycznych węży na główkach instrumentów, oraz pulsująca psychodelia rodem z lat 60. i 70. Za tym opisem może kryć się tylko Khun Narin Electric Phin Band z Tajlandii!
Okładka płyty III Khun Narin
Okładka płyty "III" Khun Narin"Foto: mat. pras.

Jeśli trafiliście kiedyś na wideo w sieci, na którym widać tajemniczy zespół sfilmowanych podczas przemarszu przez wieś oddaloną wiele kilometrów od Bangkoku, to chodzi właśnie o Khun Narin Electric Phin Band, którzy zasłynęli swoimi występami. Pochodząca z prowincji Phetchabun grupa powstała jako zespół grający na lokalnych uroczystościach - weselach, jarmarkach świątynnych, ceremoniach święceń kapłańskich czy wiejskich paradach.

Oficjalnie zadebiutowali w 2014 roku koncertową płytą pod taką samą nazwą jak sama grupa w katalogu amerykańskiej wytwórni Innovative Leisure. Dwa lata później doczekaliśmy się kontynuacji w postaci albumu pt. „II”. I to na tym etapie odkryłem muzykę tego efemerycznego projektu, o czym kiedyś napisałem na portalu Nowa Muzyka. Miłośnicy Khun Narin, w tym Gilles Peterson, The Gaslamp Killer i Floating Points, publicznie doceniali wyjątkową siłę tego przedsięwzięcia.




Członkowie Khun Narin wymyślili łatwy w transporcie zestaw nagłośnieniowy składający się ze wzmacniaczy, kolumny basowej, efektów gitarowych i dodatkowych głośników umiejscowionych na samej górze tego soundsytemu, do tego zmodyfikowali 3-strunową lutnię phin, dodali proste instrumenty perkusyjne, gitarę basową czy talerze, na których gra założyciel zespołu Khun Narin (znany również po prostu jako „Rin”). Międzypokoleniowy skład grupy nieustannie się zmienia i ten bardzo różny wiekowo męski zespół potrafi właśnie maszerować po wsi i porwać miejscową społeczność prowadząc ich do lokalnej świątyni.



Muzykę, którą wykonuje Khun Narin nazywa się phin prayuk. Pierwsze słowo odnosi się do instrumentu prowadzącego, czyli wspomnianej lutni. Gra na niej Beer wykorzystujący efekty gitarowe marki Boss (phaser, distortion, delay), choć tworzy też własne instrumenty, montując przetworniki marki Fender w ręcznie rzeźbionych korpusach z twardego drewna, których główki zdobią wyszukane, mityczne węże.



W tym roku, dziesięć lat po wydaniu ostatniego albumu, Khun Narin Electric Phin Band powracają z pierwszym od dekady nowym albumem pt. „III” - i pierwszym w historii nagranym w profesjonalnym studiu, wyprodukowanym przez Tommy’ego Brennecka (znanego ze współpracy z Amy Winehouse, Charlesem Bradleyem, Sharon Jones, Beyoncé, Markiem Ronsonem i The Budos Band), co słychać od pierwszego nagrania „Poet Wong Pt. 1 (เปิดวง ตอน 1)”. W końcu ich muzyka doczekał się należytych warunków studyjnych, żeby móc bardziej dostrzec wszechstronność brzmienia i harmonii, czyli niezwykle istotnych składników często tracących swoje piękno w warunkach surowej produkcji. Rozkołysany „Sut Sanaen (สุดสะแนน)” z hipnotycznymi liniami lutni prowadzi do pięknego „Bang Fai Saen (บั้งไฟแสน)” z harmonicznymi niuansami, ślicznymi melodiami płynącymi z nurtem deleyów, phasera.



„Oen Ai Nae Doe Yam Thoe Mi Haeng (เอิ้นอ้ายแหน่เด้อยามเธอมีแฮง)” ma coś ewidentnie z rodzimej ludyczności Khun Narin, taki zestaw melodii, jakiś rodzaj melancholii zagarniętej np. z weselnych występów zespołu i osadzonej w spiralowej psychodelii rozpalonej rockowymi rumienińcami. Pierwsze takty basu w roztańczonym „Siang Ta Noi (เสี่ยงตาน้อย)” łudząco przypominają puls cumbii, ale po wejściu lutni wszystko staje się jasne i wiemy, że lądujemy w wewnątrz wehikułu Khun Narin. W „Phuthai JP (ภูไท เจ.พี.)” faluje syntezator, ale wciąż w duchu Khun Narin, po czym zalewa go gęsta sekcja rytmiczna, i mantrycznie brzmiąca lutnia. Doskonałe Thai kosmische music!


Macki surf rocka lepią się intensywnie do „Lam Sing (ลำซิ่ง)”, przy czym zespół ani na moment nie traci ze swoje oryginalności. Swobodną lekkość w konstruowaniu melodii potwierdza kolejny raz fragment „Ai Num Chum Chon (ไอ้หนุ่มชุมชน)”. Khun Narin wracają do wcześniejszego wątku w „Poet Wong Pt. 2 (เปิดวง ตอน 2)” – udając się w transową improwizację, która mogłaby nie mieć końca. Muzycy lubują się w różnych klasycznych nagraniach, swego czasu prym wiódł u nich utwór „Zombie” The Cranberries. W finale płyty „III” zagrali po swojemu kompozycję Carlosa Santany „Black Magic Woman (แบล็คเมจิกวูแมน)”, co okazało się świetnym wyborem, idealnie korespondującym z przesterowanym brzmieniem lutni phin czy egzotyczną sekcją rytmiczną. Z ogromną ciekawością bym posłuchał ich całego albumu z coverami.


Khun Narin Electric Phin Band tak po cichu, z dala od wielkiego świata stali na własnych zasadach kultowym zjawiskiem, pomimo pewnych wyraźnych tropów stylistycznych (szerokim łukiem wymieniana psychodelia) to jednak trudnym do zaklasyfikowania, z muzykami o unikalnej energii i poetyce.


Łukasz Komła

Khun Narin

III

Innovative Leisure | maj 2026

 ***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Odd Okoddo & Ogoya Nengo – Palagoma: Poza tęczą

Ostatnia aktualizacja: 11.06.2026 00:01
Kenijsko-niemiecki duet Odd Okoddo tym razem zaprosił do współpracy 83-letnią kenijską wokalistkę Ogoyę Nengo, by razem wznieść się ponad horyzont.
rozwiń zwiń