Według prezydenta Łotwy konwencjonalny, zmasowany atak Rosji na terytorium NATO i UE nie jest obecnie możliwy. Jednak Moskwa będzie stać za próbami sabotażu w obiektach infrastruktury, czy operacji dezinformacyjnych — napisał Rinkevics w mediach społecznościowych. Zwrócił przy tym uwagę, że przez długi czas sabotaż, terroryzm, dywersje itp. błędnie nazywano "zagrożeniami hybrydowymi", co jak podkreślił, kojarzy się raczej z rozmową o "samochodzie hybrydowym". Zaznaczył, że wszyscy są wezwani do wspierania łotewskiej armii i zgłaszania podejrzanych działań służbom.
Zagrożenia, z jakimi mierzy się Łotwa to cyberataki, presja migracyjna na granicy z Białorusią oraz incydenty związane z wtargnięciem obcych dronów, a także kampanie dezinformacyjne — wyliczył prezydent. Dodał, że w nadchodzących tygodniach największe ryzyko wiąże się z wyborami do Sejmu, które odbędą się 3 października.
Podkreślił, że tej jesieni i zimą Rosja podejmie takie działania, by osiągnąć sukces na froncie ukraińskim, ogłaszając m.in. mobilizację w społeczeństwie przy jednoczesnym zastraszaniu krajów wspierających Ukrainę, a także dążąc do osłabienia, a najlepiej rozbicia, NATO i UE.
Obrona powietrzna Łotwy zostanie wzmocniona w najbliższym czasie przez niemieckie myśliwce Eurofighter oraz wsparcie sił powietrznych Turcji i Włoch stacjonujących obecnie w bazach w Estonii i na Litwie w ramach misji NATO prowadzonej w krajach bałtyckich.
Dotychczas nie zdarzyło się, aby obrona przestrzeni powietrznej Łotwy była specjalnie nadzorowana w okresie wyborów.
PAP/onet/pż