Redakcja Polska

Czesi wezmą odwet za atak rosyjskiego wywiadu? Celem kluczowa energetyczna spółka Kremla

19.04.2021 13:54
Ostatni konflikt z Rosją może spowodować jej niedopuszczenie do przetargu na budowę nowego bloku elektrowni atomowej Dukovany - przekazał w sobotę wieczorem dziennikarzom wicepremier i minister przemysły i handlu Karel Hawliczek. Wartość kontraktu ocenia się na ok. 6 mld euro.
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjneShutterstock.com/Kletr

Rząd Czech poinformował w sobotę o wydaleniu z Czech 18 rosyjskich dyplomatów, którzy zostali zidentyfikowani jako oficerowie służb specjalnych Rosji. Według czeskiej służby bezpieczeństwa rosyjskie służby były zaangażowane w wybuch w wojskowym składzie amunicji do którego doszło w 2014 r., a w którym zginęły dwie osoby.

Wydalenie dyplomatów zbiegło się z ostatnimi przygotowaniami do przetargu na budowę nowego bloku energetycznego elektrowni atomowej Dukovany należącej do kontrolowanej przez państwo spółki CEZ.

"Te wydarzenia mogą, rzecz jasna, wpłynąć na przetarg. To bardzo poważna sprawa. Wszelkie tego rodzaju działania, jeśli się potwierdzą, bez wątpienia będą musiały mieć konsekwencje" - napisał Hawliczek w wiadomości tekstowej.

Kontrakt warty co najmniej 6 mld euro

Reuter zauważa, że kontrakt o wartości co najmniej 6 mld euro, jest największą pojedynczą inwestycją Czech, kraju należącego do UE i NATO. Poza rosyjskim Rosatomem, o kontrakt mają ubiegać się m. in. amerykański koncern Westinghouse, francuski EdF i południowokoreański KHNP.

Czeskie ministerstwo przemysłu rozpoczęło już wstępny etap kwalifikacyjny, poprzedzający formalne rozpoczęcie przetargu. Spodziewane jest ono przed końcem br. już po powołaniu nowego rządu po wyborach planowanych na październik.

Podkreśla się, że udział Rosatomu w przetargu budził już poprzednio zastrzeżenia posłów opozycyjnych do czeskiego parlamentu. Dopuszczenie Rosji, a także Chin, do przetargu miały odradzać czeskie służby bezpieczeństwa. Chińczyków ostatecznie postanowiono wyeliminować, co do Rosji zdania były podzielone. 

PAP/dad