W Norwegii książek nie ocenia się punktami w klasycznej skali „od 1 do 10”. Recenzenci posługują się systemem znanym z kostek do gry — od jednego do sześciu oczek. Sześć oznacza maksimum i zwykle zarezerwowane jest dla tytułów uznawanych za literackie wydarzenie.
„Księgi Jakubowe”, licząca blisko tysiąc stron powieść historyczna, otrzymały „szóstki” we wszystkich kluczowych tytułach: „VG”, „Aftenposten” i „Klassekampen”. Werdykt był spójny także w tonie recenzji — pojawiały się określenia w rodzaju „powieść totalna”, „monument”, książka wymagająca czasu i skupienia, ale odpłacająca czytelnikowi wysiłek.
W niemal każdej recenzji powracał wątek, który w norweskiej krytyce nie zawsze jest równie mocno eksponowany: rola tłumaczenia. Autorką przekładu jest Julia Wiedlocha, od lat mieszkająca w Norwegii. Jej praca — jak podkreślali krytycy — nie polega na „ułatwianiu” Tokarczuk norweskiemu odbiorcy, lecz na zachowaniu rytmu i gęstości oryginału. W rozmowie przywoływanej w materiale tłumaczka zwracała uwagę, że największym wyzwaniem było napięcie między dwiema tradycjami: norweską skłonnością do konkretu i skrótu oraz charakterystyczną dla Tokarczuk długą, falującą frazą.
„Nie chciałam tej frazy skracać ani prostować” — podkreślała tłumaczka.
„Aftenposten” pisał o przekładzie, który poszerza możliwości norweskiego języka, a „Klassekampen” zwracał uwagę na rzadką sytuację, gdy tłumaczenie zachowuje rytm i „gęstość” oryginału, zmieniając tempo lektury czytelnika.
Tokarczuk w Norwegii: od „Biegunów” do „Ksiąg”
Norweska obecność Tokarczuk nie zaczęła się od „Ksiąg Jakubowych”. Wcześniej czytelnicy poznali autorkę dzięki przekładom m.in. „Biegunów” i „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Te tytuły otworzyły jej drogę do obiegu literackiego, ale — jak wynika z opisu norweskich reakcji — dopiero opowieść o Jakubie Franku pokazała pełną skalę ambicji i formalnej odwagi noblistki.
Wiedlocha wskazywała, że o ile wcześniejsze książki były dla Norwegów „wejściem”, to „Księgi…” są już „zanurzeniem”: relacją dłuższą, bardziej wymagającą, ale też głębszą.
Sukces książki widać nie tylko w recenzjach. W księgarniach w Oslo, Bergen i Trondheim „Księgi Jakubowe” mają trafiać na stoły z oznaczeniami typu „Anbefalt julegave” (polecany prezent świąteczny). Księgarze mówią o stabilnym zainteresowaniu, bibliotekarze — o długich listach oczekujących.
Norweski rynek od lat mocno ciąży ku reportażowi, literaturze faktu i krótkiej prozie. Tym mocniej wybrzmiewa fakt, że obszerna, wymagająca powieść, „nieprzystająca” do dominujących trendów, okazała się dla wielu czytelników atrakcyjna właśnie dzięki temu, że nie daje się czytać w pośpiechu.
Praca Wiedlochy nad Tokarczuk ma być kontynuowana — tłumaczka pracuje nad norweską wersją „Empuzjonu”, ostatniej jak dotąd powieści noblistki. Po tak głośnym przyjęciu „Ksiąg Jakubowych” oczekiwania — jak sama zauważa — są bardzo wysokie.
PAP, bs