W niedzielę, 7 czerwca, Ormianie wybiorą nowy parlament. Rządząca partia Umowa Obywatelska premiera Nikola Paszyniana idzie do wyborów jako siła, która chce kontynuować zbliżenie Armenii z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Po drugiej stronie są ugrupowania opozycyjne, z których część opowiada się za odbudową bliskich relacji z Moskwą.
W kampanii szczególnie widoczna jest partia Silna Armenia, kierowana przez rosyjsko-ormiańskiego miliardera Samwela Karapetiana. Wśród politycznych rywali Paszyniana są także środowiska związane z byłym prezydentem Robertem Koczarianem oraz partia Prosperująca Armenia biznesmena Gagika Carukiana.
Premier Armenii Nikol Paszynian przemawia do zwolenników partii Kontraktu Cywilnego na wiecu przed wyborami parlamentarnymi 7 czerwca w Erywaniu. Hayk Baghdasaryan/Photolure via REUTERS
Eksperci podkreślają, że w ostatnich tygodniach Rosja wyraźnie zwiększyła presję na Erywań. Dotyczy to zarówno gospodarki, jak i przekazu informacyjnego. Moskwa ostrzega Armenię przed konsekwencjami zbliżenia z Unią Europejską, sugerując między innymi problemy gospodarcze, droższy gaz i możliwe utrudnienia dla Ormian pracujących w Rosji.
00:24 Mielistyan_1.mp3 Samwel Meliksetjan, ekspert Centrum Badań nad Polityką Bezpieczeństwa, uważa, że Rosja próbuje przed wyborami postawić armeńskie społeczeństwo przed sztucznym wyborem.
TŁUMACZENIE
„Albo wybieracie siły prorosyjskie i Rosję — i wtedy wszystko będzie dobrze — albo wybieracie Europę. Przy czym jest to sztuczny dylemat. W polityce armeńskiej na razie nie stoi to aż tak ostro. A wtedy, jak się mówi, będą sankcje gospodarcze, będzie zakaz działalności obywateli Armenii w Rosji, gaz będzie drogi jak w Europie i wszystko będzie źle”
Do niedawna głównym narzędziem nacisku Rosji na Armenię był argument bezpieczeństwa. Moskwa przez lata przedstawiała się jako gwarant stabilności wobec konfliktu z Azerbejdżanem. Ten obraz zaczął się jednak załamywać po wojnie o Górski Karabach i po wkroczeniu wojsk azerskich na terytorium Armenii właściwej w 2022 roku. W Erywaniu coraz częściej uznawano, że rosyjskie gwarancje bezpieczeństwa nie zadziałały.
01:16 Mielistyan_2.mp3 Zdaniem Samwela Meliksetjana właśnie dlatego Rosja przesunęła ciężar nacisku z bezpieczeństwa na gospodarkę.
TŁUMACZENIE
„Wiecie, do 2021, 2022 i 2023 roku strona rosyjska zwykle używała w tym samym kontekście argumentu bezpieczeństwa. Kiedy pojawiały się różne problemy w relacjach z Rosją, także gospodarcze, słyszeliśmy, że bez rosyjskiego wsparcia Azerbejdżan zaatakuje Karabach, zajmie go w całości, a potem zaatakuje Armenię. Ten argument przestał jednak działać, ponieważ w 2022 roku armia Azerbejdżanu wkroczyła już na terytorium właściwej Armenii. Rosja do dziś próbuje przedstawiać ten fakt jako element konfliktu karabaskiego, choć nie miało to związku z Karabachem. Armenia protestowała dlatego, że zaatakowano jej własne terytorium. Ponieważ Rosja utraciła ten mechanizm nacisku i szantażu kwestią bezpieczeństwa, a Armenia i Azerbejdżan są obecnie — choć nadal z problemami — bliskie uregulowania wzajemnych relacji, otwiera się pośredni tranzyt. Armenia i Turcja również, szczególnie w ostatnich tygodniach, odnotowały pewien postęp — pojawił się pośredni tranzyt przez Gruzję między Armenią a Turcją, są kontakty biznesmenów przekraczających zamkniętą granicę. Wszystko to bez wątpienia niepokoi Moskwę. Teraz głównym narzędziem nacisku, które pozostało stronie rosyjskiej, jest gospodarka”
Rosja wprowadziła ograniczenia wobec części ormiańskich produktów eksportowych. Chodzi między innymi o kwiaty, alkohol, wodę mineralną oraz produkty rolne. Oficjalnie Moskwa tłumaczy te decyzje względami sanitarnymi, ale w Armenii i na Zachodzie są one odbierane jako element politycznej presji przed wyborami.
Były prezydent Armenii Robert Koczarian bierze udział w wiecu wyborczym Sojuszu Armenii przed wyborami parlamentarnymi 7 czerwca w Erywaniu w Armenii, 5 czerwca 2026 r. Hayk Baghdasaryan/Photolure/via REUTERS
Pojawia się też pytanie o gaz. Armenia wciąż w dużej mierze zależy od dostaw z Rosji, a Moskwa sugerowała, że proeuropejski kurs Erywania może oznaczać utratę preferencyjnych warunków energetycznych.
00:25 Mielistyan_3.mp3 Meliksetjan uważa jednak, że Rosja zbliża się do granicy tego, co może zrobić bez ryzyka odpowiedzi ze strony Armenii.
TŁUMACZENIE
„Znajdujemy się już na granicy tego, co Rosja może zrobić dalej, ponieważ jeśli zostaną przyjęte bardziej rygorystyczne środki, strona armeńska będzie zmuszona odpowiedzieć tym samym”
Jednym z możliwych instrumentów odpowiedzi, o którym mówią armeńscy eksperci, jest rosyjska baza wojskowa w Armenii. Obecność rosyjskich wojsk od lat była traktowana jako element strategicznego sojuszu, ale w nowych realiach może stać się także przedmiotem politycznych i finansowych kalkulacji.
Kolejnym tematem kampanii jest możliwość mobilizacji wyborców mieszkających w Rosji. Ormianie nie mogą głosować za granicą, dlatego musieliby przyjechać do Armenii, aby oddać głos. W ocenie części ekspertów nawet kilkadziesiąt tysięcy dodatkowych wyborców mogłoby mieć wpływ na ostateczny wynik.
00:16 Areg_1.mp3 Areg Koczinian, szef centrum analitycznego Armenian Council, zwraca uwagę na skalę takiego potencjalnego zjawiska.
TŁUMACZENIE
„Po pierwsze, trzeba zrozumieć, co oznacza 100 tysięcy w realiach Armenii. Tradycyjnie w wyborach uczestniczy około miliona osób. No, plus-minus jakieś 100 tysięcy. To znaczy, że 100 tysięcy ludzi to mniej więcej 10% wszystkich głosów. To w rzeczywistości ogromna liczba, która może zmienić wszystko”
Według Kocziniana chodzi nie tylko o samą liczbę wyborców, ale również o środowisko informacyjne, w którym funkcjonują Ormianie mieszkający w Rosji. Wielu z nich przez lata pozostawało pod wpływem rosyjskich mediów i rosyjskiej propagandy.
00:14 Areg_2.mp3 Areg Koczinian, szef centrum analitycznego Armenian Council o Ormianach pod wpływem rosyjskiej propagandy
TŁUMACZENIE
„Widzę w tym takie zagrożenie. Całkowicie realistyczne jest, powiedzmy to w ten sposób, zorganizowanie takiej operacji — przerzucenie tutaj wystarczająco dużej liczby Ormian mieszkających w Rosji, którzy funkcjonują w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, są pod wpływem rosyjskiej propagandy”
Nie oznacza to jednak, że wynik wyborów jest przesądzony. Według sondaży największe szanse na zwycięstwo ma partia obecnego premiera Nikola Paszyniana, choć pytaniem pozostaje, czy będzie w stanie utrzymać wystarczająco silną większość w parlamencie. Dla Erywania ważne są także rozmowy pokojowe z Azerbejdżanem i normalizacja relacji z Turcją.
Ludzie biorą udział w wiecu wyborczym partii Kwitnąca Armenia, na której czele stoi biznesmen Gagik Carukyan, przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 7 czerwca w Erywaniu w Armenii, 4 czerwca 2026 r. Vahram Baghdasaryan/Photolure via REUTERS
Część komentatorów zastanawia się, czy w Armenii możliwy byłby scenariusz gruziński, czyli stopniowy dryf w stronę Moskwy mimo wcześniejszych prozachodnich deklaracji.
00:37 Megrabian.mp3 Politolog Ruben Megrabian uważa jednak, że sytuacja Armenii i Gruzji znacząco się różni.
TŁUMACZENIE
„W Gruzji sytuacja była zupełnie inna i tam doszło do pewnego dryfu. To znaczy początkowo takich przesłanek nie było. To pojawiło się później — doszedł już czynnik wojny i tak dalej. A tutaj sytuacja jest już przejrzysta. Powołam się na ostatnie badania socjologiczne. 75% obywateli Armenii opowiada się za pełnoprawnym członkostwem Armenii w Unii Europejskiej i za odpowiadającym temu kursem politycznym”
Wybory w Armenii uważnie obserwują Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Rosja, ale także Polska. Dla Warszawy Kaukaz Południowy od lat był ważnym elementem polityki wschodniej, między innymi w ramach Partnerstwa Wschodniego.
00:30 Filipak_1.mp3 Agnieszka Filipiak, ekspertka ds. krajów Kaukazu Południowego, podkreśla, że Armenia jest dziś jednym z ostatnich miejsc w regionie, gdzie prozachodni kurs ma realne szanse utrzymania.
TŁUMACZENIE
„Armenia tutaj się jawi zarówno Polsce, jak i Unii Europejskiej jednak jako taka nadzieja i ostatni bastion, którego nie dość, że można bronić, ale jest realna szansa na obronienie. I tutaj bardzo często o tych wyborach się mówi, że to taka medialnie też bardzo właśnie walka Zachodu czy zasad demokracji z rosyjskim autorytaryzmem i wyjątkowo się zgodzę, że nie ma w tym przesady, bo rzeczywiście jest to też oprócz wyborów lokalnych, oczywiście parlamentarnych, jest to takie starcie takich dwóch idei, jak państwo może wyglądać”
Ekspertka przypomina, że Polska przez dekady była obecna na Kaukazie Południowym, a Partnerstwo Wschodnie pozostawało jednym z ważnych instrumentów polskiej polityki zagranicznej niezależnie od zmian rządów w Warszawie.
00:31 Filipak_2.mp3 Agnieszka Filipiak, ekspertka ds. krajów Kaukazu Południowego o obecności Polski na Kaukazie Południowym
TŁUMACZENIE
„Partnerstwo Wschodnie, które było bardzo nam bliskie, niezależnie od tego, kto rządził w Polsce. Nasz MSZ je wspierał i dopiero potem z różnych przyczyn też zaniechaliśmy tego, głównie z powodu właśnie zwrotu w Gruzji. Więc tu jest oczywiste, że z jednej strony, owszem, są to takie bardzo mocne słowa, jak polska racja stanu i szerzenie demokracji, ale myślę, że też w polskim interesie jak najbardziej jest, żeby jak najmniej krajów było pod wpływem Rosji, żeby Rosja miała jak najmniejsze wpływy”
W tym sensie wybory w Armenii są częścią szerszej rywalizacji o przyszłość regionu.
00:25 Filipak_3.mp3 Dla Polski, jak mówi Agnieszka Filipiak, ograniczanie rosyjskich wpływów jest bezpośrednio związane z bezpieczeństwem całej Europy.
TŁUMACZENIE
„Rosja jest tutaj naszym największym wrogiem i jest wrogiem numer jeden, i to już też można mówić wprost. Jest rosyjska agresja w Ukrainie i de facto my też jesteśmy na tej wojnie z Ukrainą. My nie ponosimy takich kosztów jak Ukraińcy, ale jesteśmy zaangażowani jak najbardziej, więc tutaj Armenia i troska oczywiście o interesy w Armenii, ale bardziej w takim geopolitycznym rzucie to jest właśnie kwestia tego, żeby ograniczać te rosyjskie macki”
Międzynarodowy Instytut Republikański w najnowszym badaniu wskazuje, że większość Ormian uważa, iż kraj zmierza w dobrym kierunku. Jednocześnie najważniejszymi problemami pozostają bezpieczeństwo granic, bezrobocie i wysokie ceny.
Dlatego niedzielne wybory będą nie tylko plebiscytem w sprawie relacji z Rosją i Zachodem. Będą także sprawdzianem zaufania do władz po utracie Górskiego Karabachu, w trakcie trudnych rozmów z Azerbejdżanem i w momencie, gdy Armenia próbuje znaleźć nowe miejsce między Moskwą, Brukselą i Waszyngtonem.
Larysa Zadorożna, Polskie Radio dla Zagranicy/oprac. bs