Redakcja Polska

Mariuccia Secol. Rewolucja przez kuchnię

18.06.2026 09:00
Przez ponad siedem dekad tworzyła sztukę, pozostając niemal całkowicie poza głównym nurtem historii sztuki. Dziś, w wieku 97 lat, włoska artystka Mariuccia Secol doczekała się pierwszej tak dużej retrospektywnej wystawy. Ekspozycja „Unraveling” prezentowana w Muzeum Susch nie jest jednak tylko opowieścią o jednej twórczyni. To także pytanie o to, ile podobnych historii wciąż pozostaje nieodkrytych.
Audio
  • Joachim Ciecierski rozmawia z kuratorką Moniką Branicką oraz z Grażyną Kulczyk o życiu i twórczości włoskiej artystki Mariucci Secol
Mariuccia Secol
Mariuccia Secol© Mariuccia Secol

– Jeśli istnieje jedna Mariuccia Secol, być może są też inne artystki, których nie znamy. A jeśli tak, to czy historia sztuki, którą znamy, jest rzeczywiście pełna? – zastanawia się kuratorka wystawy i historyczka sztuki Monika Branicka.

Sztuka zrodzona z codzienności 

Mariuccia Secol wychowała się w robotniczej rodzinie. Jej ojciec był rzemieślnikiem, matka pracowała w szwalni. Choć od młodości interesowała się sztuką, nie studiowała na akademii. W powojennych Włoszech kobietom rzadko przypisywano rolę profesjonalnych artystek.

Mimo to przez całe życie tworzyła, kierując się przede wszystkim empatią i społecznym zaangażowaniem. Pochodziła z rodziny o lewicowych przekonaniach, a kwestie równości i sprawiedliwości społecznej stały się fundamentem jej twórczości.

Przełomowym momentem okazał się rok 1968. Kiedy przez Europę przetaczała się fala protestów studenckich, jej dzieci aktywnie uczestniczyły w ruchach społecznych. Rodzinny dom w Varese stał się miejscem spotkań młodych aktywistów.


© Mariuccia Secol © Mariuccia Secol

– Rewolucja nie działa się tylko na ulicach. Ktoś musiał przełożyć jej idee na codzienne życie. Mariuccia była właśnie tą oddolną siłą, która wprowadzała zmiany w praktyce – mówi Monika Branicka.

To wtedy Secol zaczęła wykorzystywać przedmioty codziennego użytku jako tworzywo artystyczne. Fartuch kuchenny, ścierki, gąbki do mycia naczyń, a nawet własna suknia ślubna stawały się elementami jej prac. Symbole tradycyjnie przypisywane kobiecym obowiązkom przekształcała w narzędzia emancypacji.

– W pewnym momencie powiedziała sobie, że fartuch nie będzie już symbolem pracy w kuchni. Stanie się materiałem sztuki. Od tej chwili jej tożsamość określała nie rola gospodyni domowej, ale rola artystki – podkreśla kuratorka.

O niezwykłej sile Mariuccii Secol przekonała się także założycielka Muzeum Susch, Grażyna Kulczyk. – Nie walczyła o dominację kobiet nad mężczyznami. Chciała, żeby kobiety i mężczyźni mogli żyć obok siebie lepiej i bardziej sprawiedliwie. To bardzo rzadka postawa, zwłaszcza w kontekście ruchów emancypacyjnych lat 60. i 70.

 

© Mariuccia Secol © Mariuccia Secol

Tworzyć przez niszczenie 

Charakterystycznym elementem twórczości Secol było niszczenie materiałów, z których powstawały dzieła. Rozcinanie, prucie i dekonstruowanie nie były gestami destrukcji, lecz sposobem budowania nowego znaczenia.

Artystka odkryła, że proces rozpadu może być początkiem tworzenia. To właśnie dlatego w jej pracach tak ważne miejsce zajmuje motyw rozwiązywania węzłów, rozplątywania struktur i uwalniania ukrytych historii. 

© Mariuccia Secol © Mariuccia Secol

Empatia jako sztuka 

Społeczne zaangażowanie Mariuccii Secol nie ograniczało się do działalności artystycznej. Przez dwadzieścia lat prowadziła warsztaty w szpitalu psychiatrycznym, uczestnicząc w przemianach związanych z reformami włoskiego psychiatry Franco Basaglii, który postulował otwarcie zamkniętych instytucji i przywrócenie pacjentów społeczeństwu.

Secol była jedną z prekursorek wykorzystania sztuki jako narzędzia integracji i terapii. W swoich działaniach zwracała uwagę również na nierówności między kobietami a mężczyznami. Zauważyła między innymi, że kobiety często nie postrzegały twórczości artystycznej jako wartościowej aktywności, jeśli nie przynosiła ona bezpośrednich, praktycznych korzyści.

Jej sztuka zawsze pozostawała blisko człowieka, jego emocji i doświadczeń. Dotyczyła konfliktów, wojen, wykluczenia i codziennej walki o godność.


© Mariuccia Secol © Mariuccia Secol

 

Odkryta przez przypadek 

Historia odnalezienia Mariuccii Secol mogłaby stać się scenariuszem filmu. Monika Branicka natrafiła na nazwisko artystki podczas internetowych poszukiwań. Trzy lata temu informacji o niej było niewiele.

– Napisałam do jej syna z pytaniem, gdzie mogę zobaczyć więcej prac. Odpowiedział: „Przyjedź, mama się ucieszy”. Wsiadłam do samochodu i pojechałam – wspomina kuratorka.

Większość dzieł prezentowanych na wystawie pochodzi bezpośrednio z domu artystki. Przez lata pozostawały zgromadzone w prywatnej przestrzeni, praktycznie nieobecne w muzeach i kolekcjach publicznych.

Mimo udziału w Biennale w Wenecji w 1978 roku Mariuccia Secol nigdy nie zdobyła szerokiego rozgłosu. Nie zabiegała o karierę ani obecność w świecie sztuki. Była przede wszystkim matka i artystką. 

Jej radość była ogromna 

Grażyna Kulczyk pamięta również reakcję artystki, gdy dowiedziała się o planowanej wystawie w Szwajcarii. Mimo niemal stu lat życia i bogatego dorobku Mariuccia Secol nigdy wcześniej nie doczekała się tak dużej retrospektywy.

– Jej oczy dosłownie rozbłysły. Była szczęśliwa, że ludzie będą oglądać jej prace, rozmawiać o nich i przeżywać je na swój sposób. Ta radość była ogromna – wspomina Kulczyk.

Być może właśnie dlatego historia Mariuccii Secol porusza tak mocno. To nie tylko opowieść o zapomnianej artystce. To historia kobiety, która przez całe życie wierzyła, że sztuka może zmieniać świat – nie przez wielkie manifesty, ale przez codzienne gesty, empatię i uważność na drugiego człowieka. Dziś, gdy jej prace po raz pierwszy w takiej skali trafiają do muzealnych sal, świat wreszcie zaczyna ją dostrzegać. A wraz z nią wszystkich tych, których historia przez lata pozostawiała w cieniu.

Mariuccia Secol, Domek dla lalek (Casa di bambola), 1970, patchwork wykonany z elementów odzieży, tkaniny cordura, dżerseju i rajstop, 170 × 77 cm. © Mariuccia Secol Mariuccia Secol, Domek dla lalek (Casa di bambola), 1970, patchwork wykonany z elementów odzieży, tkaniny cordura, dżerseju i rajstop, 170 × 77 cm. © Mariuccia Secol

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy Joachima Ciecierskiego z kuratorką Moniką Branicka i właścicielką Muzeum Susch, Grażyną Kulczyk.

„Nie woda nie ziemia” – wystawa w Zamku Ujazdowskim w Warszawie

11.06.2026 09:00
Ekspozycja prezentowana w Centrum Sztuki Współczesnej porusza wątki rozpięte pomiędzy geologią, mitem i współczesną polityką. Pyta o to, co dzieje się, gdy krajobraz nie chce wyschnąć.     

Portret Matki 2026. Finał konkursu plastycznego prac polskich dzieci w Londynie

16.06.2026 15:45
W Ognisku Polskim w Londynie odbył się finał konkursu plastycznego „Portret Matki 2026”, który zgromadził młodych artystów z Anglii, Walii i Irlandii Północnej. Rekordowa liczba zgłoszeń, wzruszające występy artystyczne oraz prezentacja najlepszych prac sprawiły, że wydarzenie stało się wyjątkowym świętem rodziny, sztuki i polskiej kultury na emigracji.

Od Wilna do Warszawy. Poetycka podróż Olgi Ozarenkovej

17.06.2026 10:20
„Chciałabym, żeby moje dziecko żyło w świecie, w którym tożsamość nie wyklucza, a język nie dzieli ludzi” – mówi poetka i antropolożka Olga Ozarenkova, autorka debiutanckiego tomu „Niespełnione sny”. O wielokulturowych korzeniach, poezji przekraczającej granice i niezwykłym projekcie wydawania wierszy w językach swoich przodków, opowiedziała Polskiemu Radiu dla Zagranicy, wraz z Barbarą Czechmeszyńską-Skowron.