Radio Parlament
Section01

Zeznania Sobiesiaka już dostępne w internecie

migracja
migrator migrator 16.02.2010

Na stronach Sejmu jest już dostępny stenogram z przesłuchania Ryszarda Sobiesiaka z 11 lutego. Stenogramy zostały we wtorek opublikowane na stronach sejmowych.

Część stenogramu to zeznania biznesmena z branży hazardowej złożone w czasie zamkniętego posiedzenia.

W zeszłym tygodniu Sobiesiak odmawiał odpowiedzi na pytania komisji lub tłumaczył się niewiedzą i niepamięcią w sprawach dotyczących tak zwanej afery hazardowej. Głosami posłów koalicji posiedzenie komisji było kontynuowane w trybie zamkniętym. Posłowie argumentowali swoją decyzję nadzieją, że bez obecności kamer Sobiesiak zacznie współpracować z komisją.

Ryszard Sobiesiak rozmawiał z byłym ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim o tzw. aferze hazardowej podczas spotkania w Stanach Zjednoczonych - wynika ze stenogramów z zamkniętego posiedzenia komisji, na którym zeznawał biznesmen.

Spotkanie z Drzewieckim

Sobiesiak powiedział w czwartek, pytany przez Bartosza Arłukowicza (Lewica), że już po ujawnieniu w mediach tzw. afery hazardowej (w październiku 2009 roku) widział się z Drzewieckim w Stanach Zjednoczonych.

Jak wyjaśniał, na Florydzie, gdzie obaj mają rezydencje, przypadkowo spotkali się w listopadzie lub grudniu (2009 roku) i zdecydowali się umówić, żeby porozmawiać. "Siedzę na ławce, czytam gazetę, moja córka buszuje po jakimś shoppingu i... podjeżdża pan Drzewiecki, widzę jak wysadza żonę i jedzie dalej. I nie widzi nawet mnie. I pani Nina idzie, więc witam się z nią. Nikt w to nie uwierzyłby i mieliśmy się chować, bo ja nawet się zastanawiam, czy my widzieliśmy się, czy nie. No, i przez panią Ninę się umówiłem. Miał tam przyjechać za 2 godziny czy za kiedyś; żeśmy się raz tam widzieli" - relacjonował biznesmen.

"O aferze coś tam było... to była taka rozmowa, ja nie wiem, on był obrażony na
mnie, ja na niego" - mówił Sobiesiak.

Sobiesiak nie pamiętał jednak dokładnie przebiegu rozmowy z byłym ministrem sportu.

Z kolei Drzewiecki zeznał, że ostatni raz widział się z Sobiesiakiem 22 września 2009 roku w Warszawie, w hotelu Radisson.

Nikłe udziały  w firmach hazardowych

Ryszard Sobiesiak zeznał na ubiegłotygodniowym zamkniętym posiedzeniu hazardowej komisji śledczej, że on i jego rodzina mają niewielkie udziały w firmach hazardowych, bo większą część sprzedał w 2007 roku - wynika z opublikowanego we wtorek stenogramu.

Sobiesiak mówił, że nie jest żadnym rekinem hazardu. Podkreślał, że jego syn ma 20 proc. udziałów w firmie Casino Polonia, ale - w jego ocenie - nie jest ona w tej chwili dochodowa. Poinformował, że w 2007 r. sprzedał 80 proc. udziałów w tej spółce.

Dodał, że jego rodzina ma też 1/3 udziałów w firmie Golden Play, która prowadzi salony gry i ma automaty o niskich wygranych. "Do tej chwili mamy 1/3 udziałów w Golden Play jako rodzina Sobiesiaków i 20 proc. w Casino Polonia, i nic więcej" - oświadczył Sobiesiak. Zaznaczył, że większą część udziałów w Golden Play sprzedał w 2006 i 2007 roku.

Zaznaczył, że Golden Play ma 300 automatów o niskich wygranych, co oznacza, że do niego należy 100. Zwrócił przy tym uwagę, że na rynku funkcjonuje ok. 60 tysięcy takich automatów. "I ja jestem rekin hazardowy" - ironizował biznesmen.

Co mogą mi zrobić za to, że dzwoniłem do posła?

Ryszard Sobiesiak powiedział na zamkniętym posiedzeniu hazardowej komisji śledczej, że gdyby w grudniu miał taką wiedzę jak obecnie, nie wróciłby ze Stanów Zjednoczonych do kraju.

"W życiu nie przeżyłem takiego horroru. Ja normalnie wyjechałem z Polski. Normalnie wróciłem. Wracałem, bałem się. Ja statkiem, drogą, już stałem na schodach w samolocie i się wracałem. Jeden pan mi mówił: wracaj, drugi: nie, idiota jesteś. Przyjaciele moi do mnie mówili: idiota. (...) No, uwierzcie mi, jakbym wiedział to, co teraz wiem, bym nie przyleciał w grudniu do Polski. Znaczy w grudniu do Europy. Nie przyleciałbym, jakbym to wiedział wszystko" - mówił Sobiesiak na zeszłotygodniowym zamkniętym dla mediów posiedzeniu komisji.

Biznesmen podkreślał, że gdyby wiedział o wszystkich donosach na niego, nie wróciłby do kraju. Podkreślał, że nic nie miał sobie do zarzucenia, ale ludzie, którzy go znali i "znali układy", dzwonili do niego i prosili, żeby nie przyjeżdżał. "Przyjaciele moi dzwonili albo w Ameryce mówili: nie jedź, bo cię zamkną. Ja mówiłem: no, za co mnie mogą zamknąć?" - relacjonował.

"Ja w życiu nie pomyślałem, że coś takiego może być. Ja wiedziałem, co ja zrobiłem. Mówię: no, co wy, jesteście nienormalni? No co mi mogą zrobić, że dzwoniłem do posła jako kolegi?" - mówił biznesmen.

ag, PAP, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

Section02
Section03
Section04