Anna Woźniakowska: uważaliśmy, że koncert jest częścią wykształcenia

Ostatnia aktualizacja: 03.07.2026 13:30
– W szkole muzycznej otaczał mnie świat ludzi, którzy później stali się legendami polskiej kultury. Wtedy byli po prostu moimi kolegami albo nauczycielami – wspominała w Dwójce Anna Woźniakowska, teoretyczka muzyki, wieloletnia redaktorka Polskiego Radia Kraków. W radiowej Dwójce opowiedziała o swoich muzycznych początkach i powojennym Krakowie, który stał się jednym z najważniejszych ośrodków muzycznych w Polsce.
Anna Woźniakowska to teoretyczka muzyki, absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie, wieloletnia redaktorka Rozgłośni Krakowskiej Polskiego Radia, krytyczka i publicystka muzyczna
Anna Woźniakowska to teoretyczka muzyki, absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie, wieloletnia redaktorka Rozgłośni Krakowskiej Polskiego Radia, krytyczka i publicystka muzycznaFoto: Artur BARBAROWSKI/East News

W domu Anny Woźniakowskiej muzyka towarzyszyła rodzinie od najmłodszych lat. – Nie było w mojej rodzinie tradycji muzycznych. Ojciec miał jednak bardzo dobry słuch, grał na skrzypcach i pięknie śpiewał. Pewnego dnia w naszym domu pojawiło się pianino i pojawiła się "pani nutka", jak ją nazywaliśmy. Uczyła moją siostrę, mnie, a później także moich kuzynów. Właściwie należałoby powiedzieć "pani muzyka", bo uczyła nas nie tylko gry na fortepianie, a muzyki. Bardzo wiele jej zawdzięczam  opowiadała w Dwójce. 

Posłuchaj audycji "Zapiski ze współczesności" >>> 

W jednej klasie ze Stańką i Kisielewskim

To właśnie dzięki "pani nutce", czyli Józefie Schlichtinger, studentce konserwatorium w Stanisławowie, mogła kontynuować naukę w krakowskiej szkole muzycznej. Te lata wspomina jako wyjątkowy czas spotkań z ludźmi, którzy później współtworzyli historię polskiej kultury.

– To była bardzo ciekawa klasa. Moimi kolegami byli Wacek Kisielewski, Tomek Stańko, Marysia Bujańska i Romek Kowal. Dwa lata wyżej uczyła się Ewa Demarczyk, z którą później spotkałam się ponownie w średniej szkole muzycznej. Niestety, dziś wymieniam już nazwiska ludzi, którzy odeszli, ale wtedy byliśmy po prostu uczniami tej samej szkoły – wspominała.

Jak zaznaczyła, największe wrażenie w tamtym czasie wywarła na niej średnia szkoła muzyczna przy ulicy Warszawskiej. – Tej szkole zawdzięczam, że jestem muzykiem. Trafiłam do środowiska osób znacznie starszych od siebie. Miałam trzynaście lat, a mój kolega puzonista czterdzieści trzy. Musieliśmy bardzo szybko dorosnąć, bo byliśmy traktowani dokładnie tak samo jak pozostali uczniowie – zaznaczyła. 

Czytaj także:

"Miałam szczęście uczyć się od najwybitniejszych"

Anna Woźniakowska z ogromnym sentymentem wspomina swoich pedagogów. – Szkołę prowadził Juliusz Weber. Wykorzystywał swoje możliwości po to, by sprowadzać najlepszych nauczycieli. Historii muzyki uczyła mnie Maria Modrakowska, cudowna śpiewaczka, która opowiadała o swoich spotkaniach z Ravelem i paryskim życiu muzycznym. Form muzycznych uczył Aleksander Frączkiewicz, autor podręczników, a harmonii Marian Walek-Walewski. Pamiętam też zastępstwo za niego. Przyszedł młody blondyn z charakterystyczną grzywką. Nazywał się Krzysztof Penderecki.

Wśród szkolnych wspomnień bohaterki "Zapisków ze współczesności" szczególne miejsce zajmuje działalność chóru prowadzonego przez Stanisława Gałońskiego. – Śpiewaliśmy "Magnificat" Bacha, koncertowaliśmy w Poznaniu i Filharmonii Narodowej. To były dla nas ogromne przeżycia. Pamiętam też, że recenzje były bardzo dobre  podkreśliła. 

Powojenny Kraków, czyli stolica muzyki

Zdaniem Anny Woźniakowskiej wyjątkowy charakter powojennego Krakowa wynikał z losów muzyków, którzy przyjechali do miasta po II wojnie światowej. – Trafili tu muzycy z Warszawy, z Poznania, z Wilna, ludzie repatriowani i wysiedleni. Była orkiestra Filharmonii Generalnego Gubernatorstwa, w której grali najwybitniejsi instrumentaliści. Jedni dlatego, że ratowała im życie, inni dlatego, że zostali do tego zmuszeni. Po wojnie ci wszyscy artyści stworzyli niezwykle bogate życie muzyczne miasta – wyliczała. 

Z nostalgią wspomina także atmosferę studiów muzycznych, kiedy uczestnictwo w koncertach było czymś oczywistym. – Na studiach uważaliśmy, że koncert jest częścią naszego wykształcenia, dodatkowym przedmiotem. Chodziło się na nie obowiązkowo, a później długo się o nich rozmawiało. Pamiętam profesora Rutkowskiego, który kończył piątkowe zajęcia słowami: "A wszakże teraz spotykamy się w filharmonii". I rzeczywiście wszyscy szliśmy na koncert – podsumowała. 

***

Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności

Przygotowanie: Anna Skulska

Data emisji: 29.06-3.07.2026

Godz. emisji: 12.45

Czytaj także

Wyłoniono zwycięski projekt nowej siedziby Filharmonii Krakowskiej

Ostatnia aktualizacja: 24.03.2026 11:33
Gmach z łukowatą szklaną fasadą, zaprojektowany jako metafora kompozycji muzycznej zwyciężył w międzynarodowym konkursie na koncepcję nowej siedziby Filharmonii Krakowskiej. Budynek ma powstać do 2032 roku przy Rondzie Grzegórzeckim w Krakowie.
rozwiń zwiń