Ekspozycja, którą będzie można podziwiać od 9 października w Muzeum Narodowym w Krakowie, odsłania pełne spektrum funkcjonowania Cepelii – od projektowania i produkcji, przez badania i eksperyment, po system sprzedaży i wystawiennictwa. W jej przestrzeniach zobaczymy zarówno wyroby nowoczesne jak i tzw. ludowe i retro oraz modę, biżuterię, pamiątkarstwo, plakaty i wydawnictwa. Wystawa prezentuje także przykłady współpracy z Cepelią najwybitniejszych twórców epoki i to w zakresie różnych dziedzin: tkanina (Jolanta Owidzka, Wojciech Sadley), ceramika(Heleną i Lechem Grześkiewiczami i in.). Zwiedzający zobaczą więc unikaty, krótkoseryjne wyroby wybitnych projektantów oraz masową produkcję codziennego użytku, w tym również przykłady słynnego „cepeliowskiego kiczu”. Większość z udostępnionych zwiedzającym obiektów nigdy wcześniej nie była pokazywana, pochodzą z prywatnych zbiorów lub zostały wydobyte z magazynów różnych muzeów.
O fenomenie Cepelii rozmawiamy z kuratorami wystawy „Obywatelka Cepelia” – prof. Piotrem Kordubą i dr Anną Wiszniewską.
>>> POSŁUCHAJ rozmowy w Folkowym Poranku Dwójki
Klientami Cepelii byli wszyscy. Na wystawie „Obywatelka Cepelia” pokazana jest jej ekskluzywna odsłona, np. kożuchy, których praktycznie nie dało się zdobyć w Polsce. Można je było kupić w sklepie firmowym w USA, za 200 dolarów. Ale w Cepelii były i obiekty potrzebne w każdym domu, i drobiazgi nabywane jako upominek – wskazywała dr Anna Wiszniewska.
Jak ochronić kulturę ludową?
Cepelia – Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego – powstała w 1949 roku, choć pomysł na nią zrodził się jeszcze przed II wojną światową.
- Cały system skupu, spółdzielni produkcyjnych, sklepów sprzedażowych, był pomysłem elit polskich. Naukowców, etnografów, historyków sztuki, specjalistów od handlu wewnętrznego. Mówili, że by utrzymać sztukę ludową, trzeba ją sprzedać w mieście. Ale by to zrobić, należy iść na kompromisy.
Miasto nie kupi wszystkich (praktycznych) przedmiotów ze wsi. Dlatego, jeśli coś było „derką na konia” teraz powinno zmienić się w kapę na łóżko, ceramika może mieć formę popielniczek itd.
Cepelia w służbie państwa
- W 1949 roku wdrożono ten pomysł, tyle że pod państwowym monopolem – na gigantyczną skalę: 300 sklepów rozsianych po całej Polsce, 100 spółdzielni profilowych. Bardzo szybko doszła do tego wytwórczość współczesna, od dyplomowanych projektantów, którzy tworzyli przede wszystkim w duchu modernizmu. Z czasem pojawił się też mało znany nurt „cepelia retro” – przedmioty stylizowane na dawne, ale nie ludowe, a magnackie, szlacheckie.
Profesor Piotr Korduba mówi wprost: Cepelia dostała zadanie spolonizowania ziem zachodnich. Podkreśla jednak, że niełatwo było wdrożyć współdzielczość o regionalnym charakterze na terenach odzyskanych. Niemniej – udało się.
- Najbardziej charakterystycznym przykładem takiej „tradycji wynalezionej” jest Bolesławiec. Spółdzielnia uwłaszczyła się na poniemieckich wytwórniach fajansu. Najpierw odrzuciła ten charakterystyczny stempelkowy wzór, proponując zuniwersalizowaną ludowość: dekoracje w kwiaty, zygzaki. Był nawet epizod z ceramiką huculską. Pokazujemy to na wystawie.
Obywatelka Cepelia, ul. Rutkowskiego
Tak zaadresowana była korespondencja do siedziby Cepelii. Dla kuratorów wystawy w krakowskim Muzeum Narodowym doskonale oddaje to sfeminizowanie przedsiębiorstwa. Czy rzeczywiste? Właściwie gros pracowników stanowiły kobiety, jednak kierownicze stanowiska zajmowali mężczyźni.
- W tym tytule „Obywatelka Cepelia” chcieliśmy też oddać prawo obywatelstwa dla tej instytucji. Uzyskała je zarówno ze strony władzy, resortu kultury, jak i jako „obywatelka domów Polaków” – wskazywał Korduba.
Cepelia, czyli jakość
Zanim Cepelia zaczęła kojarzyć się z „cepeliadą” – synonimem kiczowatości i miernej jakości ludowych pamiątek – przez kilka dekad była znakiem najwyższej jakości. Naturalne materiały, kunsztowne wykonanie, ponadczasowość były składowymi cepeliowskich produktów.
Ponadto same sklepy, jak przytacza dr Wiszniewska, miały renomę eleganckich i klimatycznych. Same wystawy były aranżowane przez artystów plastyków.
- Mówiono, że w Cepelii kupuje się jak przed wojną. Wyróżniała ją duża kultura sprzedawców. Byli szkoleni m.in. z technik zdobniczych, technik złotniczych. Potrafili rozpoznawać wzory z regionów etnograficznych. Dbano o to, by służyli radą, ale nie byli nachalni Te sklepy traktowano nieco jak galerie. Dziś nazwalibyśmy je showroomem.
Cepelia jako zjawisko społeczne
- Były całe regiony żyjące z obecności i ekonomicznej skuteczności Cepelii. Choćby Podhale, na którym rozwinęło się skórnictwo i metaloplastyka. Wiele przedmiotów pochodziło także z pracy chałupniczej – gospodynie mogły zajmować się domem, ale dostawały deputat wełny, tkały na krosnach, a Cepelia odbierała gotowe produkty – wskazywał Piotr Korduba.
Cepelia była instytucją opiekuńczą, oddającą podmiotowość twórcom ludowym (i artystom plastykom). Sprzedawane przedmioty były opatrzone metką z imieniem i nazwiskiem „producenta”. Artyści mogli wnioskować o stypendium, dotacje na narzędzia czy warsztat pracy.
Z drugiej strony Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego dawała sobie prawo wybierać najbardziej ludowe z ludowych dzieł, wyroby poddawała ocenie komisji.
- Grażyna Hasse, pracująca m.in. w zakopiańskich warsztatach wzorcowych. Jako projektantka brała udział w dużym cepeliowskim projekcie – adaptacja stroju ludowego w odzieży współczesnej. Kożuchy jej autorstwa podbiły świat! Zaprojektowała także spódnicę solejkę z góralskiego tybetu, do której dodała dopasowany redingot wyszywany w łowickie wzory. Etnografki Cepelii zrobiły aferę – w ich mniemaniu to zakłamywało rzeczywistość – wspominała Anna Wiszniewska.
Okładka książki "Po naszemu. Jak mówi Polska?"
Anna Kowalczyk - współautorka książki „Po naszemu. Jak mówi Polska?”
„Po naszemu. Jak mówi Polska?" to zbiór czternastu esejów wokół języków regionalnych, gwar, dialektów oraz mowy mniejszości w Polsce. W książce zawarte są historie zmagania się ze swoim językiem, odzyskiwania go i rozkoszowania się nim. To teksty o drodze do zrozumienia siebie i ludzi dookoła, i o tym, jak się ma różnorodność językowa w Polsce Instytut Różnorodności Językowej zgromadził autorki i autorów z różnych regionów Polski. Jedną z eseistek jest Anna Kowalczyk, dziennikarka Programu 3 Polskiego Radia, autorka książek. Pisała o swojej rodzimej gwarze świętokrzyskiej. Jak wspominała, nie jest to szczególnie wyróżniający się dialekt, brakuje tu rozpoznawalnych, jak np. w śląszczyźnie, słów.
- Swój klucz do tego, by pisać o gwarze świętokrzyskiej znalazłam tam, gdzie zwykle – w historii kobiet. Mój esej poświęcony jest niezwykłej użytkowniczce tej gwary – poetce spod Łysicy, Katarzynie Zaborowskiej – która nigdy nie nauczyła się czytać ani piać. Jednocześnie jej poezja przetrwała.
Zaborowska wiersze układała w pamięci i recytowała. Jej córka – pierwsze pokolenie, które poszło do szkoły – spisała wiersze matki. Ale zeszyty nie przetrwały II wojny światowej, miały zbyt polityczny, antynazistowski, wydźwięk.
Słuchaj też:
Spisane przez córkę tomiki Zaborowskiej schowano przed oczami nazistów do uli. Szybko okazało się, że miód w czasie wojny to cenny towar – ule zostały skradzione wraz z zeszytami…
Pod koniec lat 60. w okolice Zaborowskiej przybyli na badania terenowe studenci UW z prof. Wandą Pomianowską na czele. Badaczka zaprzyjaźniła się ze świętokrzyską poetką, a jej wiersze zdobyły rozgłos.
Katarzyna Zaborowska, świętokrzyska poetka ludowa, nie umiała czytać i pisać. Swoje wiersze zapamiętywała. Jednak w jej domu czytano na głos prasę, słuchano radia. Wiele wiedziała o świecie i miała na ten temat wiele do powiedzenia. Akurat w tej mowie, którą znała jako jedyną – w gwarze świętokrzyskiej.
POSŁUCHAJ
Poza tym w audycji:
Zaprosiliśmy na warsztaty „Warstwy – dzieciństwo. Przedmiot – pamięć – jak opisywać pamiątki” w Warsztatach Kultury w Lublinie. Podczas zajęć prowadzonych przez Aleksandrę Karmelitę uczestnicy mają skupić się na pamięci rodzinnej i budowaniu domowych archiwów. Przyjrzeć się temu, co nadaje przedmiotom rangę pamiątek. Porozmawiać o wspólnie dzielonych lub osobistych wartościach zakodowanych w rzeczach.
POSŁUCHAJ
Nowa wystawa „Patrz na świat moimi oczami. Ceramika Marii Worotyńskiej” mówi o życiu prywatnym i sztuce Worotyńskiej, której ceramika jest obecnie rozchwytywana przez kolekcjonerów. Pierwsza retrospektywna wystawa twórczości białostockiej artystki ceramiczki, zorganizowana po 53 latach od jej śmierci. Na ekspozycji prezentowane są przede wszystkim wyroby ceramiczne jej projektu, wytwarzane w zakładach ceramicznych spółdzielni „Białostocki Przemysł Ludowy” i „Zambrowski Przemysł Ludowy”. Wystawę można oglądać do 6.12.2026 w Galerii im. Śleńdzińskich w Białymstoku.
POSŁUCHAJ
Śpiący Mietek
Nowy cykl „Sen o Poranku”. Razem z prof. Violettą Wróblewską z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, folklorystką i kulturoznawczynią, przyglądamy się snom jako zjawisku kulturowemu, gdzie mogły być one wiadomością od bogów, przepowiednią albo wskazówką na przyszłość, znakiem, ostrzeżeniem, wróżbą, a czasem – sposobem kontaktu ze zmarłymi.
***
Tytuł audycji: folkowy Poranek Dwójki
Prowadzi: Małgorzata Nieciecka-Mac
Data emisji: 3.10.2026
Godzina emisji: 7.00
przyg. A. Tykarska / oprac. Monika Gigier