Ubiegłoroczna powieść Wrońskiego, "Pogrom w przyszły wtorek" zdobyła Nagrodę Wielkiego Kalibru na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. "Pogrom..." okazał się najlepszą powieścią kryminalną zarówno według Jury, jak i czytelników.
Początek piątej części przygód komisarza Maciejewskiego, rozgrywających się w powojennym Lublinie, dała autentyczna zbrodnia. - W tej książce opisuję prawdziwe zabójstwo, które miało miejsce na Starym Mieście, przy ulicy Złotej - opowiadał Marcin Wroński. - Zabity został jeden z uczestników powstania w obozie zagłady w Sobiborze. Nie wiadomo dlaczego. W mojej powieści pretekstem tej zbrodni jest fakt jego współpracy z UB. Skądinąd wielu historyków twierdzi, że z UB on współpracować nie mógł, bo nie mówił za dobrze po polsku, był tradycyjnym, religijnym Żydem. Ja go dodatkowo wplątałem w handel złotem. Właśnie od tego zabójstwa zaczyna się cała fabuła "Pogromu w przyszły wtorek".
Innym miejscem z pejzażu Lublina, które pojawia się na kartach książki, jest Zamek Królewski. Komuniści przetrzymują w nim głównego bohatera powieści, przedwojennego komisarza Zygmunta Maciejewskiego. Marcin Wroński w "Notatniku Dwójki" opowiadał, że ta królewska budowla na przestrzeni wieków była chętnie wykorzystywana w roli więzienia.
- Basztę z najcięższymi celami czule przezywano "Baśką". Zaś całe to więzienie było nazywane buchtą. W 1907 roku na Zamku miała miejsce słynna ucieczka. Grupa więźniów politycznych wykorzystała nieuwagę carskich strażników oraz studnię na dziedzińcu i uciekła kanałami aż na łąki pod Bystrzycą. Jednym z nich był Kostek Biernacki, późniejszy komendant twierdzy brzeskiej.
Więcej anegdot z kryminalnej przeszłości Lublina - w nagraniu audycji przygotowanej przez Pawła Zunia.
bch/jp