119:59 _PR2 (mp3) 2025_04_01-22-59-55.mp3 Nocna strefa 1 kwietnia 2025 (Dwójka)
Małymi słowami o wielkich rzeczach. Tak na płycie „Porządki” śpiewa Maniucha Bikont. O nadmiernych wymaganiach, niewygodnych myślach i traumach, o wolności, ciekawości świata i marzeniach, o rozstaniach, radościach i złamanym sercu. Na swojej solowej płycie, z elementami elektroniki, popu, jazzu i muzyki tradycyjnej, artystka sięga po to, co w naszym codziennym doświadczeniu jest najpiękniejsze i najtrudniejsze, a z czym musimy się ułożyć i rozliczyć, co warto zrozumieć i przyjąć.
W „Nocnej Strefie” słuchamy retransmisji radiowej premiery „Porządków” z Muzycznego Studia im. Agnieszki Osieckiej, koncertu, który odbył się z okazji 31. urodzin Radiowego Centrum Kultury Ludowej i 63. urodzin radiowej Trójki.
Małymi słowami o dużych rzeczach
Maniucha Bikont i Marcin Wicha
Ale zanim zabrzmią „Porządki”, nasze studio odwiedzają współtwórcy płyty – wokalistka, instrumentalistka, autorka piosenek i kompozytorka oraz badaczka muzyki wiejskiej Maniucha Bikont, kontrabasista, improwizator, kompozytor, wokalista Ksawery Wójciński, a także trębacz, kompozytor i wokalista Szczepan Pospieszalski. Obecni przez chwilę będą też z nami izraelski pianista, akordeonista, kompozytor i producent muzyczny Assaf Talmudi oraz – w archiwalnym nagraniu – autor tekstów piosenek, eseista, pisarz, grafik, laureat Nagrody Literackiej Nike za książkę „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Marcin Wicha.
Rozmawiamy o potrzebie dystansu, o docenianiu tego, czego brakuje, o kobiecym smutku, o zaufaniu budowanym w zespole, o popełnianiu błędów, o muzyce jako roślinach, o nieopisywalności ludowych brzmień, o sprzeciwie wobec szablonowości i o ciągłej potrzebie porządków.
Emocje nie mają płci
Jak wspominała w jednym z wywiadów Maniucha Bikont, „Porządki” to album z osobistymi dla niej piosenkami, mówiącymi o personalnych historiach i marzeniach artystki. Jednak „Porządki” Maniucha stworzyła z czwórką mężczyzn (Wicha, Talmudi, Pospieszalski, Wójciński).
- Każdy z moich przyjaciół, z którymi współtworzę tę płytę od lat jest moim partnerem do rozmów o troskach, przełomach, wielu sprawach – mówi Maniucha. – Kiedy jesteśmy w trasie, z dala od domu, przebywamy razem, mamy przestrzeń do wymiany doświadczeń. To dla mnie bardzo ważne i dziękuję za to chłopakom.
- Pamiętam liczne rozmowy z Manią. Podobnie przeżywamy rozłąki z rodziną. Choć nie jest to komfortowe, jednocześnie pozwala na zobaczenie tego, jak kochamy – dodaje Szczepan Pospieszalski.
- Odkąd się znamy, dzielimy z sobą sprawy prywatne i zawodowe. Budowa zespołu wymaga przekroczenia jakiegoś poziomu bliskości i zaufania. W tym konkretnym składzie sytuacje personalne są już wieloletnie i mocno przetrawione. Więc każdy wyjazd jest oczyszczający, a powrót do domu – doceniony – podkreśla Ksawery Wójciński.
„Porządki” to moje własne piosenki – osobiste i dla mnie przełomowe. Sięgam po nowe dla mnie gatunki muzyczne. Jak w poprzednich projektach, punktem wyjścia jest wiejska muzyka, głównie moje własne nagrania terenowe. Materią piosenek są moje osobiste historie, te z życia codziennego i te z rejestru snów i marzeń. W historiach przeplatam to co dawne i współczesne, bajkowe i realne, osobiste i uniwersalne. Maniucha Bikont o albumie „Porządki”
Ćwiczenia z czujności
Koncertowe aranże utworów są otwarte. Celowo. Artyści nie zamykają się na improwizację, co pozawala im jeszcze lepiej wyrazić obecne w danym momencie emocje orz być czujnymi na siebie.
- Choć z każdym z muzyków pracuję od dawna, oni w tej konstelacji działają po raz pierwszy. Mam wrażenie, że w ciągu ostatniej trasy docieraliśmy się. Teraz mam poczucie, że muzycy zaskakują siebie nawzajem w trakcie grania.
- Dawno nie czułem w żadnym składzie takiej inspirującej swobody. Wiemy, na co możemy sobie pozwolić. To powoduje swobodę, ale i czujność, która pozwala dawać, ale i brać. Nagle pomiędzy utworami może pozwolić się niespodzianie utwór – przypinka. Powstaje coś nowego, kwiatek między „roślinami”, które tu wspólnie uprawiamy. Bo te utwory to takie roślinki – wrażliwe, intymne, potrafiące i łzę wycisnąć. To wszystko jest bardzo delikatne. Mamy też do siebie, dźwięków i przestrzeni szacunek – wykłada Pospieszalski.
Trębacz wspomina tu Assafa Talmudiego – „kapłana” koncertów, który przypomina artystom o byciu tu i teraz podczas grania. Wsłuchiwania się w daną przestrzeń i w siebie nawzajem.
- Zdarza się, że zaśpiewam w innej tonacji, ale wtedy wiem, że będę to ciągnąć, a chłopaki się odnajdą – zdradza Maniucha. – To takie ćwiczenia z czujności. Ale to piękne sytuacje. Te „pomyłki” dają nam paliwo, by zawalczyć o coś wspólnie i odnaleźć się w tej trudności.
- Polegamy na sobie, ufamy sobie. Przepracowujemy coś w inną formę. Nie ma żadnego powodu, by się bać. To żywe materie, żywe struktury, które muszą żywe pozostać, abyśmy się tym nie nudzili. Każdy koncert jest wyjątkowy – wskazuje Ksawery.
Marcin Wicha:
Są rzeczy, o których trzeba opowiadać, choćby były oczywiste
Wrażliwość to droga do wolności
Jak wspominał Assaf Talmudi, bliski jest mu sposób wyrażania smutku zawarty w muzyce tradycyjnej.
- Podoba mi się ten specyficzny eksperyment polegający na wyrażaniu osobistych, współczesnych emocji poprzez dawne tradycyjne melodie. Dziś ludzie nie potrafią tak głęboko zanurzyć się w smutku, a muzyka tradycyjna traktuje te emocje jako naturalne zjawisko i istnieje po to, by radzić sobie z trudnymi emocjami – mówił artysta.
Gdy muzyka jest dobrze praktykowana, może wyrazić emocje tak, by móc z nimi dalej żyć. Daje im przestrzeń do zaistnienia, a nam – do poczucia ich w pełni. Według Talmudiego – to w dzisiejszych czasach coraz bardziej wyjątkowa sytuacja. „Przeżywanie w pełni uważane jest za słabość” – wskazywał muzyk.
- Doskonale pracuje mi się z tą grupa muzyków. Towarzyszy nam atmosfera komunikacji i przyjemności, płynąca z bycia jawnie wrażliwym – podkreślał. Wrażliwość jest ważna dla tworzenia interesującej muzyki. Myślę, że jedyną drogą do bycia wolnym jest bycie wrażliwym.