Paavo Järvi: Dobry koncert to coś, czego nie da się opisać słowami

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2026 18:00
- Dobry koncert to taki, podczas którego wszyscy płyną na jednej fali. To trochę jak surfing. Wszystko zaczyna działać naturalnie i organicznie, a pomiędzy muzykami pojawia się wyjątkowy rodzaj porozumienia. Tego bardzo trudno nauczyć się z książek i równie trudno opisać słowami - mówił w Dwójce estoński dyrygent Paavo.
Estoński dyrygent Paavo Jrvi
Estoński dyrygent Paavo Järvi Foto: FREDRIK VON ERICHSEN/PAP

Wysłuchaj audycji okolicznościowej<<<

Muzyka była obecna w jego życiu od zawsze. Estoński dyrygent Paavo Järvi dorastał w rodzinie muzycznej, a dziś należy do grona najbardziej cenionych kapelmistrzów swojego pokolenia, ale sam przyznaje, że droga do zrozumienia własnego zawodu była znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać. W Dwójce opowiadał o inspiracjach, Leonardzie Bernsteinie, Schubercie, Mahlerze i o tym, dlaczego dyrygent nie może być jedynie "ludzkim metronomem".

"Od początku chciałem być dyrygentem"

Zostanie muzykiem było dla Paavo Järviego zupełnie naturalne. Zawód ten uprawia także jego ojciec, Neeme Järvi. - Nigdy nie miałem większych wątpliwości co do tego, że moje życie będzie związane z muzyką. Od początku chciałem być dyrygentem. Widziałem jak wygląda praca mojego ojca i wydawała mi się fascynująca. Było w niej bardzo dużo radości. Ojciec potrafił sprawić, że muzykę chłonęło się w sposób naturalny. Nie planowałem wtedy kariery. Wiedziałem tylko, że kocham muzykę, a szczególnie muzykę orkiestrową - zaznaczył artysta.

- Dzieciństwo spędzałem w operze i salach koncertowych. Dorastaliśmy w środowisku muzyków i czymś zupełnie naturalnym było dla nas pozostanie częścią tego świata. A poza tym chciałem być taki jak mój ojciec, jak wielu chłopców w tym wieku - dodał.

Czytaj także:


Dyrygentura - długi proces

Choć jego profesjonalny debiut miał miejsce już w 1985 roku w Trondheim, estoński artysta uważa, że dyrygentura wymaga dziesięcioleci doświadczeń. – Dobrym dyrygentem poczuł się dopiero około dziesięciu lat temu.

– Kiedy miałem dwadzieścia czy trzydzieści lat, wydawało mi się, że umiem dyrygować. Dziś wiem, że były to dopiero pierwsze kroki. W takim wieku człowiek nie ma jeszcze odpowiedniego punktu odniesienia. Nie wie, jak wiele może się nauczyć i jak bardzo może się rozwinąć. Potrzeba naprawdę wielu lat doświadczenia, żeby zrozumieć, na czym polega dyrygentura. To długi proces i nie da się go przyspieszyć - mówił w rozmowie z Karolem Furtakiem.

Lekcje Bernsteina

Wśród artystów, którzy wywarli na niego największy wpływ, szczególne miejsce zajmuje Leonard Bernstein. Estoński dyrygent zaliczył go do był największych z wielkich. Nie tylko jako dyrygent, ale również jako kompozytor, pianista i pedagog. Järvi wspominał Bernsteina jako nauczyciela niezwykle wspierającego, ale jednocześnie wymagającego. Nie odpuszczał, dopóki nie miał pewności, że jego uczniowie rzeczywiście rozumieją muzyczny sens wykonywanego dzieła.

– Zawsze mówił: "to było świetne", "to było wspaniałe". Oczywiście najczęściej wcale takie nie było. Taki po prostu był – bardzo pozytywny. A potem stawał przed orkiestrą i pokazywał, jak naprawdę powinno to zabrzmieć.


Schubert to nie jest bułka z masłem

Od wielu lat Järvi współpracuje z Deutsche Kammerphilharmonie Bremen. Po nagraniach symfonii Beethovena, Schumanna, Brahmsa i Haydna przyszła kolej na Schuberta.

– Schubert jest logiczną częścią repertuaru tej orkiestry, ale chciałem z nim trochę poczekać. Jego muzyka wydaje się prosta, lecz w rzeczywistości jest niezwykle wysublimowana. Przygotowanie symfonii Schuberta to naprawdę nie jest bułka z masłem. W jego symfoniach bardzo wyraźnie słychać jeszcze Beethovena i Haydna. To powiązanie jest niezwykle istotne, a współcześni wykonawcy często o nim zapominają. Najłatwiej jest podążać drogą tradycji. Problem w tym, że tradycja bywa czasem niczym więcej niż złym nawykiem albo oznaką intelektualnego lenistwa - zaznaczył dyrygent.


Fenomen Arvo Pärta

Järvi zwrócił też uwagę na wyjątkowość języka muzycznego estońskiego kompozytora Arvo Pärta. Zdaniem dyrygenta właśnie odnalezienie indywidualnego głosu stanowi jedno z największych osiągnięć kompozytora.

– Jego muzyka jest niepodobna do niczego, co przyniósł modernizm XX wieku. Brzmi współcześnie, a jednocześnie natychmiast wiadomo, że to Arvo Pärt. Nigdy nie próbował być popularny. Pisał muzykę bardzo osobistą i bardzo szczerą. A mimo to ludzie lgną do niej w sposób zupełnie naturalny - zaznaczył gość Dwójki.


"Dyrygent nie jest metronomem"

Paavo Järvi od lat angażuje się również w kształcenie młodych dyrygentów, między innymi podczas kursów organizowanych w ramach festiwalu w Parnawie. Podkreślał, że droga do dyrygentury zaczyna się znacznie wcześniej niż nauka techniki prowadzenia zespołu. Jego zdaniem najważniejszym punktem wyjścia jest autentyczna fascynacja orkiestrą i repertuarem symfonicznym.

– Staram się uczyć rzeczy podstawowych: jak poruszyć orkiestrę, jak oddychać, jak komunikować się w możliwie najprostszy i najbardziej konkretny sposób. Ktoś, kto chce zostać dyrygentem, musi natomiast naprawdę kochać brzmienie orkiestry i muzykę pisaną dla dużych zespołów. To podstawowy warunek - zaznaczył artysta. 
- Największą chorobą naszych czasów jest myślenie, że dyrygowanie polega na bezgłośnym wystukiwaniu rytmu. Wiele osób uważa, że wystarczy nauczyć się odpowiednich gestów i precyzyjnie pokazywać takt. Nic bardziej mylnego. Dyrygent nie jest metronomem - mówił Paavo Järvi.


***

Na audycję okolicznościową w piątek (5.06) o godz. 16.00 zapraszał Karol Furtak.

Czytaj także

VIII Symfonia "Wielka" i jej najlepsze wykonanie

Ostatnia aktualizacja: 23.01.2021 19:00
Podczas kolejnego spotkania jury w składzie: Dorota Kozińska, Wojciech Michniewski i Andrzej Sułek oceniło wykonania wielobarwnej i pełnej majestatu VIII Symfonii "Wielkiej" Franciszka Schuberta. 
rozwiń zwiń