Zakończony w niedzielę festiwal odbywał się w wielu przestrzeniach Sokołowska, wpisując się w unikalny krajobraz tego leżącego tuż przy granicy z Czechami miejsca. Rozbrzmiały przeróżne gatunki muzyczne, połączone chęcią przełamania, zainicjowania ruchu, otwarcia doświadczenia, eksplorowania nie tylko dźwiękowości, ale i sposobów słuchania.
Lasery współgrające z dźwiękiem, konstrukcje organowe, warsztaty doświadczeniowe i psychoperformatywne, sety DJ-skie połączone z formami poetyckimi, eksperymenty z nagłośnieniem, panele dyskusyjne, a przede wszystkim muzyka – to wszystko spowijało miasteczko przez kilka sierpniowych dni.
W Nocnej Strefie Hanna Szczęśniak podsumowała tegoroczną odsłonę festiwalu. A pomogli w tym zgromadzeni w Sokołowsku artyści.
W rozmowach prowadzonych podczas festiwalu powraca myśl, że słuchanie zaczyna się tam, gdzie rezygnujemy z nadmiaru i pozwalamy światu wybrzmieć własnym głosem.
Elia Moretti jest włoskim kompozytorem, performerem, perkusistą i badaczem działającym na styku dźwięku, performansu i praktyk społecznych. Jego twórczość koncentruje się wokół performatywności dźwięku oraz słuchania rozumianego nie jako bierny odbiór, lecz jako praktyka relacyjna, narzędzie krytyczne i sposób poznawania rzeczywistości.
- Myślę o słuchaniu nie tylko jako o czymś receptywnym, czyli czymś, co polega na odbieraniu, ale jako o czymś, co jest generatywne, twórcze i potencjalnie transformujące – tłumaczy Moretti. – Słuchanie może zmienić nas samych, ale także kontekst, w którym się znajdujemy. Jeśli przyjdziemy gdzieś, zaczniemy słuchać miejsca albo ludzi, oni również zostaną w jakiś sposób dotknięci naszym aktem słuchania.
Performer postrzega słuchanie jako aktywną metodę poznawania świata, co więcej metodę tworzenia i przekształcania relacji (nie tylko z ludźmi, ale i miejscami) i perspektywy myślenia. Dlaczego? Ponieważ aktywne słuchanie angażuje wyobraźnię, uwagę i obecność. Na jego warsztatach pt. „Podejście spiralne” uczestnicy zastanawiali się, czym właściwie jest słuchanie, jak sposób, w jaki słuchamy, mówi coś o nas samych? Czy słuchanie może być twórcze, a jeśli tak – czy zmiana sposobu, w jaki słuchamy, zmieni świat?
- Mówienie o słuchaniu nie oznacza wyłącznie pięknego aktu koncentracji i medytacji. Zbyt często myślimy o Pauline Oliveros i deep listening, głębokim słuchaniu. Takie odosobnienie jest stanem uprzywilejowanym. Być może dziś potrzebne są raczej bardziej aktywne sposoby słuchania, a nie wycofanie w głąb siebie – zastanawia się artysta.
Aya Metwalli jest egipską wokalistką, kompozytorką i artystką dźwiękową pochodzącą z Kairu, obecnie związaną również z Bejrutem. Jej praktyka wyrasta z doświadczenia miasta rozumianego jako przeciążone środowisko akustyczne – przestrzeni hałasu, zakłóceń, wadliwej infrastruktury i nieustannego napięcia dźwiękowego.
Dla Ayi najważniejszy jest głos. To on jest wiodącym instrumentem jej performance’ów. Pozwala poznać siebie i usłyszeć się z zewnątrz. Choć głos pochodzi z ciała, może być zwielokrotniony i przetworzony przez sampler. Staje się wtedy czymś obcym, pozwalającym prowadzić dialog z samą sobą i z demonami podświadomości: „Użycie głosu daje mi przestrzeń do prowadzenia dialogu z samą sobą. Być może dzięki temu lepiej rozumiem siebie albo lepiej siebie słucham. A ponieważ na scenie nie jestem w stanie jednocześnie śpiewać i słuchać samej siebie, zawsze poświęcam chwilę na samo słuchanie”.
Performance jest dla Metwalli formą zbliżania się do samej siebie. To głębokie poczucie własnej cielesności i wychodzącego z ciała głosu. Jednocześnie artystka często zauważa, jak jej performatywna osobowość jest poza tą „codzienną Ayą”, wyrasta z przeszłych doświadczeń, być może podświadomości? Dzieje się tak m.in., gdy Metwalli pisze teksty.
- To, co śpiewam w moim solowym secie, to wszystko moje teksty. Ale nie piszę w sposób, w jaki mówię. To poetyckie formy, inspirowane klasyczną muzyką egipską i libańską. Nie jest to mój codzienny język i nie chcę twierdzić, że on należy do mnie. Raczej pochodzi z tego, czego słuchałam, kiedy dorastałam. Słowa, które zapisałam na papierze, po prostu pojawiały się w mojej głowie w chwilach „opętania”. Kiedy piszę w ten sposób, sama siebie zaskakuję. Dlaczego potrafię napisać coś, czego sama bym nie powiedziała? – zauważa artystka.
Jej praktyka muzyczna wyrasta z przekonania, że warto wsłuchiwać się również w niewygodne: cienie, demony, ale i cisza.
- Ciągnie mnie do rzeczy, które dla innych mogłyby być niekomfortowe. A choć nie jestem religijna, lubię używać religijnych odniesień, uważam to za bardzo poetycki sposób opisywania rzeczy. Wypatruję cieni wszędzie wokół. Jednym z takich cieni jest cisza. Zatrzymanie się, wyłączenie myślenia, zanurzenie się w pustce – to może być dość przerażające. Ja staram się znajdować te miejsca i momenty, kiedy mogę zanurzyć się w ciężarze ciszy – wskazuje.
Sholto Dobie jest szkockim artystą dźwiękowym, kompozytorem i kuratorem mieszkającym w Wilnie. Jego praktyka rozwija się wokół autorskich instrumentów, akustyki miejsca i materialności dźwięku.
Szkot kieruje uwagę ku prostocie. W Sokołowsku wykorzystując dwa niewielkie instrumenty, oddał część kontroli w ręce grawitacji, przestrzeni i przypadku.
- Wykorzystuję tylko dwie koncertyny, czyli małe akordeony. Zamiast grać na nich w tradycyjny sposób, wykorzystuję grawitację i ruch ciała. Dzięki temu wydobywam inne dźwięki, wzory, rytmy i różnego rodzaju odgłosy. Te instrumenty są dość responsywne, więc ostatecznie – muszę na nie reagować. Chodzi więc o słuchanie, ale też o połączenie słuchania, ciała i instrumentu, które wzajemnie na siebie wpływają.
Dobiego interesuje moment, w którym instrument, ciało i otoczenie zaczynają wzajemnie na siebie reagować. A im mniej elementów oddziela wykonawcę od dźwięku, tym wyraźniej słychać ruch powietrza, rezonowanie przestrzeni, obecność innych osób. Jak przyznaje występując, stara się uwzględnić w muzyce zarówno przestrzeń, jak i publiczność.