Wysłuchaj audycji "Rozmowy na lato"<<<
Bohaterką audycji była Marianna Razik: artystka ludowa, malarka i artystka cyrkowa. Razem ze swoim mężem, atletą cyrkowym, którego poznała po wojnie, spędziła 23 lata w podróży, żyjąc dosłownie na czterech walizkach i dając przedstawienia cyrkowe we wsiach i miasteczkach. Chciała dawać ludziom radość – ludziom, którzy przeżyli okropieństwa wojny. Ona sama również ich nie uniknęła. To postać zapomniana, przypomniana przez pisarkę Annę Fryczkowską na kartach jej książki "Cyrkówka Marianna". Na rynku ukazało się właśnie jej wznowienie.
"Ale odlot!" – tak zaczęła się historia Marianny Razik
Pisarka przyznała, że trafiła na Marianną Razik zupełnym przypadkiem. - Mam z moją już dorosłą córką taki zwyczaj, że w każde wakacje zwiedzamy jakieś polskie miasto i odwiedzamy tam muzea etnograficzne. W 2019 roku padło na Płock. Trafiłyśmy do Spichlerza nad Wisłą. Wydarzyło się coś zupełnie niezwykłego. Wśród całej tej sztuki ludowej znalazłyśmy przedziwną wnękę. Był w niej kolorowy kostium z misiem koalą, biżuteria wykonana ze złotek, afisz cyrkowy i niezwykły obraz przedstawiający spektakl cyrkowy, z dymkami przypominającymi komiks. Był siłacz zrywający łańcuchy i drobna kobieta w sukni w kwiaty - mówiła Anna Fryczkowska w Dwójce.
- Pomyślałam: to jest dziwne, nietypowe. O co chodzi z tym kostiumem? Przeczytałam afisz: "Bomba werwy i humoru. Cyrk Botticelli". Pomyślałam: ale odlot! Obok znajdowało się wyjaśnienie całej historii. Wtedy pomyślałam, że to jest temat. Historia Marianny Razik, która była połową tego niezwykłego duetu, natychmiast mnie porwała. Można powiedzieć, że zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia - dodała.
Jak odnaleźć zapomnianą bohaterkę?
Pisarka dość szybko trafiła na osoby, które znały Mariannę Razik w ostatnim okresie życia, kiedy malowała już obrazy przedstawiające cyrkową przeszłość. - Większość z tych osób była w niej równie zakochana jak ja. To była osoba, do której ludzie lgnęli. Chętnie wchodzili w jej bajkowy świat. Spotkałam etnografów, którzy z nią pracowali, odwiedzali ją w pracowni – a właściwie w niewielkim pokoiku, w którym jednocześnie mieszkała, spała, jadła, piła herbatę i przyjmowała gości. To był malutki pokój pachnący farbami olejnymi - dodała Anna Fryczkowska w rozmowie z Katarzyną Sanocką.
- Później, dzięki niezwykłemu łańcuchowi dobrych ludzi, dotarłam do źródeł. Nie były to źródła internetowe – Marianna zmarła jeszcze przed erą internetu. Były to regionalne gazety, bardzo trudne do zdobycia, ale kilka wspaniałych osób pomogło mi do nich dotrzeć - zaznaczyła.
Czytaj także:
Miłość i cyrk
Po wojnie los przyniósł Mariannie Razik również coś dobrego. Poznała siłacza, atletę – Franciszka Razika, który później został jej mężem.
- Wszystko, co wiemy o Franciszku, wiemy właściwie od samej Marianny – z jej wywiadów, rozmów z prasą, telewizją i z relacji etnografów. Była to wielka miłość od pierwszego wejrzenia. I jednocześnie miłość trudna. Oboje byli głęboko straumatyzowani. Franciszek dopiero co opuścił obóz w Stutthofie, gdzie spędził większość okupacji. Był bardzo wyniszczony fizycznie. Miał czterdzieści lat, Marianna trzydzieści. To była więc miłość dwojga dojrzałych ludzi bardzo mocno doświadczonych przez życie. I nagle z tej miłości narodziła się niezwykła, wieloletnia podróż - mówiła w Dwójce pisarka.
- Myślę, że byli jednymi z ostatnich przedstawicieli takiego tradycyjnego, wędrownego cyrku. Tego mniej profesjonalnego, bo przecież większe, zawodowe cyrki funkcjonowały nadal. Franciszek przed wojną rzeczywiście występował w słynnym warszawskim Cyrku Staniewskich. Był to duży, stacjonarny cyrk, który chwilami dysponował nawet dwoma namiotami i równocześnie dawał przedstawienia w różnych miejscach. Marianna natomiast wcześniej nigdy z cyrkiem nie miała nic wspólnego. Jej wyobrażenie o tej sztuce opierało się wyłącznie na tym, co opowiadał jej Franciszek - dodała.
Sztuka zamiast rozpaczy
Anna Fryczkowska zaznaczyła, że jest pewne, że źródłem siły Marianny Razik, obok miłości, była sztuka. - Przez całe życie była twórczynią. Najpierw haftowała, później pisała teksty i występowała na scenie, a pod koniec życia, już po sześćdziesiątce, zaczęła malować. To był niezwykle późny debiut, ale wcale nie miała poczucia, że jest za późno na tworzenie - wyznała w Dwójce.
- Mam wrażenie, że właśnie sztuka – upiększanie rzeczywistości, ozdabianie przedmiotów, przyszywanie pomponów nawet do starej piżamy po dziadku, malowanie, opowiadanie historii – dawała jej siłę. Najważniejsze było dawanie ludziom radości, nadziei i poczucia, że po wojnie można jeszcze normalnie żyć. To bardzo mocno wybrzmiewa w jej wypowiedziach - zaznaczyła.
***
Tytuł audycji: Rozmowy na lato
Prowadzenie: Katarzyna Sanocka
Data emisji: 21.07.2026
Godz. emisji: 22.00
Opracowanie: Oskar Łapeta