Mamy dość filmików z AI? Szymon Wiktor o kulisach pracy w sieci

Ostatnia aktualizacja: 03.09.2026 15:00
Identyczny montaż, automatyczne napisy i walka o pierwsze sekundy uwagi. Twórca internetowy i socjolog Szymon Wiktor wyjaśnia w audycji "Popołudniówa", jak algorytmy manipulują odbiorcami i dlaczego wraca moda na autentyczność.
Jak działają algorytmy i haczyki w sieci?
Jak działają algorytmy i haczyki w sieci?Foto: shutterstock/Gorodenkoff

Wystarczą dwie sekundy scrollowania, by algorytm zdecydował, czy zostaniemy przy danym filmie, czy bezrefleksyjnie przewiniemy ekran dalej. Dzisiejszy Internet, zdominowany przez pionowe wideo, rządzi się bezwzględnymi prawami retencji. Kiedy jednak sieć zalała fala automatycznie generowanych grafik, identycznych szablonów montażowych i tzw. "AI slopu", w odbiorcach obudził się wyraźny przesyt. 

Posłuchaj audycji "Popołudniówa" z Szymonem Wiktorem

Anatomia haczyka: manipulacja, która nie musi szkodzić

Pojęcie "hooka", czyli haczyka mającego błyskawicznie przykuć wzrok użytkownika w pierwszych klatkach nagrania, zdominowało współczesne poradniki marketingu internetowego. Choć w teorii to czysta socjotechnika, jej ocena zależy od uczciwości samego autora.

- Z perspektywy marketingu hook jest manipulacją, ale nie musi być czymś złym - tłumaczył Szymon Wiktor. Jeśli w pierwszych dwóch sekundach obiecujemy odbiorcy konkretną wartość i w dalszej części filmu rzeczywiście ją dostarczamy, relacja z widzem pozostaje zdrowa. Problem zaczyna się przy pustych clickbaitach. Gdy twórca tylko udaje emocje, szybko staje się aktorem odgrywającym rolę, a w świecie internetu to autentyczność jest jedynym paliwem pozwalającym publikować treści latami bez utraty wiarygodności.

Bunt przeciwko treściom generowanym przez sztuczną inteligencję

Rozwój narzędzi sztucznej inteligencji miał zdemokratyzować tworzenie wideo, ale doprowadził do wizualnego znużenia. Gdy przejrzymy kilkadziesiąt losowych rolek na Instagramie czy TikToku, bez trudu dostrzeżemy ten sam schemat: identyczne fonty w automatycznych napisach, powtarzalne błędy językowe, te same kolory i ten sam automatyczny rytm cięć.

Zjawisko tzw. "AI slopu", czyli niskiej jakości, generowanych masowo treści wdarło się nawet do gastronomii, gdzie aplikacje dowozowe zapełniają się wygenerowanymi komputerowo, nierealistycznymi zdjęciami potraw.

- Nagle okazało się, że wszyscy kupili te same subskrypcje i pomyśleli dokładnie tak samo. Przez to z powrotem zaczynają przebijać się twórcy "czyści" z minimalistycznym montażem, prostym językiem i surowym kadrem. Ludzie w mediach społecznościowych znowu chcą zobaczyć drugiego człowieka - zauważył socjolog. Stąd też bierze się niesłabnąca popularność dłuższych, pogłębionych podcastów, które dają wytchnienie od przebodźcowania migającym obrazem.

Trend, który zabił własny przekaz

Różnice w mechanice platform wymuszają odmienne strategie. O ile algorytm TikToka premiuje powtarzalność, napędzając ciekawość widzów, którzy chcą porównać, jak setna osoba wykonuje ten sam taniec czy żart, o tyle na Instagramie lepiej sprawdzają się przełamania schematów. Kopiowanie cudzych pomysłów bywa jednak marketingową ślepą uliczką.

Najlepszym przykładem był viralowy schemat wyliczanki w hotelowych wnętrzach ("tu jemy, tu śpimy…"). Choć nagranie zyskało miliony odtworzeń, a format bezrefleksyjnie kopiowały nawet instytucje publiczne i służby mundurowe, niemal nikt z widzów nie zapamiętał nazwy promowanego obiektu. Kiedy użytkownicy zaczęli masowo wyłączać aplikację z powodu monotonii, algorytmy wycięły zasięgi tego trendu w ciągu zaledwie jednego dnia.

Na czym tak naprawdę zarabia polski twórca?

Za kulisami walki o uwagę toczy się gra o realne budżety. Choć w powszechnej świadomości influencer wciąż bywa zawodem traktowanym ze sceptycyzmem przez nachalny marketing, profesjonalizacja rynku jest faktem.

Zarobki z samych wyświetleń wideo w Polsce to jednak domena głównie YouTube’a - przy odpowiednio sprofilowanej, dorosłej widowni około miliona odtworzeń dłuższych form może przynieść twórcy w uproszczeniu około 5 tysięcy złotych (stawki są dziś blisko dziesięciokrotnie wyższe niż dekadę temu).

Na TikToku i Instagramie monetyzacja wciąż opiera się niemal wyłącznie na sile marki osobistej, barterach i kontraktach ze sponsorami. Jak podsumowuje Szymon Wiktor, odbiorcy bezbłędnie wyczuwają intencje: przetrwają ci, dla których zysk jest naturalnym efektem ubocznym pasji, a nie jedynym powodem włączenia kamery.

***

Tytuł audycji: Popołudniówa

Prowadzi: Kamil Jasieński

Gość: Szymon Wiktor (twórca internetowy)

Data emisji: 26.08.2026

Godzina: 15.10

ak

Czytaj także

Powstał pierwszy mini serial wygenerowany przez AI. Co na to internet?

Ostatnia aktualizacja: 14.04.2026 17:45
W nadchodzącej audycji "Dla zasięgu" porozmawiamy o fenomenie produkcji "Fruit Love Island" i internetowych nastrojach wobec sztucznej inteligencji.
rozwiń zwiń