J. Cole udowadnia, że w hip-hopie wciąż jest miejsce na gesty wykraczające poza cyfrową rutynę. Raper z Fayetteville ruszył w trasę po miastach w USA, sprzedając swój ostatni album "The Fall-Off" bezpośrednio z bagażnika swojego samochodu. Bez stoisk, bez ochrony, bez całej machiny promocyjnej - tylko on, płyty i ludzie, którzy akurat znaleźli się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.
Nagrania i zdjęcia szybko trafiły do mediów społecznościowych. Widać na nich Cole’a rozmawiającego z fanami, podpisującego winyle i CD, pozującego do zdjęć. Całość wygląda bardziej jak spontaniczne spotkanie na osiedlu niż akcja jednego z największych raperów na świecie. Cole w ten sposób oddaje hołd swoim korzeniom, czyli undergroundowemu rapowi z początku lat 2000.
Raper na uboczu
Ten ruch trudno uznać za przypadek. J. Cole od lat konsekwentnie dystansuje się od wyścigu po streamingowe rekordy i viralowe hity. Sprzedaż płyt z bagażnika samochodu to czytelny sygnał sprzeciwu wobec coraz bardziej odhumanizowanej branży muzycznej, w której kontakt artysty z odbiorcą często kończy się na kliknięciu "play". Raper pokazuje, że muzyka może znów być doświadczeniem - rozmową, uściskiem dłoni, krótką wymianą zdań. Bez pośredników i bez algorytmów decydujących o tym, kto i kiedy usłyszy dany utwór. Tym najbardziej wyróżnia się raper wśród swoich równieśników z tzw. "wielkiej trójki' - Kendricka Lamara i Drake'a, którzy od lat konsekwentnie walczą o coraz większy rozgłos i mainstreamowe wydarzenia. Cole zdaje się działać w zupełnie inną stronę.
Powrót do korzeni
Dla fanów hip-hopu ten obraz ma szczególne znaczenie. J. Cole zaczynał przecież od samodzielnie sprzedawanych mixtape’ów i grania dla garstki ludzi. Dziś, będąc na absolutnym szczycie, świadomie wraca do tej estetyki. To symboliczny gest, który przypomina, skąd wywodzi się kultura rapu - z ulicy, z bezpośredniego kontaktu i oddolnej energii. Co istotne, artysta nie zapowiada swoich tras ani lokalizacji. Wszystko odbywa się spontanicznie, co sprawia, że spotkanie z nim urasta do rangi niemal miejskiej legendy. Cała sytuacja świetnie pasuje do estetyki, którą raper przedstawił na swoim najnowszym i ostatnim w jego karierze albumie - "The Fall-Off".
***
gV