Wyjazdy integracyjne z reguły odbywają się "po coś": żeby pracownicy rzeczywiście poznali się nawzajem, albo, by w plenerze przeprowadzić szkolenia. Czy podczas takich wycieczek warto zaczynać poważne rozmowy biznesowe? A może wyjeżdża się po to, by dowiedzieć się czegoś ciekawego o współpracownikach?
- Generalną zasadą w firmach jest to, że płaci się za to, żeby były wymierne wyniki w postaci przychodów. A ponieważ ludzie lepiej pracują jeśli się lubią, zasadą wyjazdów integracyjnych jest to, by pracownicy poznali się w środowisku niefirmowym, czyli żeby poznali się "tak naprawdę" – tłumaczy Miłosz Brzeziński, trener osobisty, autor książek.
Z takim wyjazdem integracyjnym związanych jest mnóstwo dodatkowych atrakcji. – Coś się ma cały dziać. Chodzi o to, by przekroczyć granice niedostępności, by ludzie nawet nie zorientowali się, kiedy zaczynają ze sobą rozmawiać i się po prostu lubić – tłumaczy Brzeziński.
Warto jednak, żeby atrakcje, które organizuje nam firma budziły w nas jakieś emocje. To dodatkowy czynnik integrujący. – Wyjazd pod hasłem "przygoda z szachami" pewnie nie zdałby egzaminu – tłumaczy Brzeziński. – Dlatego często korporacje fundują swoim pracownikom wspinaczkę górską, albo inne ekstremalne przeżycia. Emocje są wówczas tak duże, że musimy się otworzyć na drugą osobę, bo tylko w ten sposób odnajdujemy poczucie bezpieczeństwa. Potem, wieczorem już stajemy się przyjaciółmi.
Czy wyjazdy integracyjne zawsze są skuteczne? – Nie. Wcale nie musi być tak, że po powrocie będziemy pracować lepiej – tłumaczy Brzeziński. – Oczywiście, że wiele dowiadujemy się o swoich współpracownikach, ale nie zawsze przekłada się to na wykonywanie obowiązków służbowych po powrocie.
Jak się dobrze bawić na wyjeździe integracyjnym i czy są granice, których przekraczać nie wolno, a przynajmniej nie powinno się? Słuchaj w audycji "Pod Lupą", klikając ikonkę dźwięku po prawej stronie artykułu.
(kd)