Zakończyło się wielkie ściganie, czyli najtrudniejszy terenowy rajd świata - Dakar. Na ostatnim etapie debiutant Eryk Goczał i jego pilot Oriol Mena odrobili 3,5 min straty i wygrali Rajd Dakar w klasie SSV T4.
Eryk Goczał to najmłodszy zwycięzca Dakaru w historii. Na podium w klasie T4 znalazł się też jego tata Marek, wujek Michał Goczał był siódmy. - Staram się bardzo nie chwalić tym sukcesem, ale jestem z tego bardzo dumny - przyznaje Eryk Goczał w studiu Czwórki. - Cieszą mnie dziś rozmowy z dziennikarzami, to, że mogę się dzielić zajawką na motosport, reprezentować tę młodszą generację zawodników. Może też zachęcić kilka osób, by dołączyli do tej pięknej przygody jaką jest motosport - dodaje.
Eryk Goczał przyznaje, że lubi mówić o swojej pasji, dzielić się z ludźmi doświadczeniem, szczególnie tymi, którzy kibicowali jego teamowi podczas rajdu. - Przygód na trasie było sporo, jest o czym opowiadać. Nigdy jednak nie planowałem być gwiazdą, jeżdżę z pasją i lubię się tym dzielić - dodaje.
17:35 czwórka co was kręci 22.01.2023.mp3 Eryk Goczał opowiada o zwycięstwie w Rajdzie Dakar w klasie T4 (Co Was kręci/Czwórka)
Wakacje przed Dakarem
Team Goczałów tuż przed wyjazdem na Dakar zdecydował się na wczasy. To jedno z najbardziej polecanych rozwiązań doświadczonych kierowców rajdu. - Te wakacje były dobrym pomysłem, cieszę się, że ten plan nam wypalił - podkreśla gość Jeremiego Angowskiego. - Gdy rozmawiałem z najlepszymi kierowcami i zawodnikami na Dakarze, to oni doradzili nam żeby intensywne przygotowania robić do tygodnia przed startem do rajdu. Dlatego na tydzień przed porzuciliśmy intensywne treningi. Dakar wymaga tyle wysiłku i skupienia, że masz tydzień żeby się odciąć. My uznaliśmy, że to będzie świetny czas na wakacje, żeby zaaklimatyzować się do cieplejszych temperatur, choć zimna pogoda na Dakarze nas zaskoczyła - dodaje.
Pakowanie z "mamadżerem"
Jak się okazuje wakacje Goczałów były totalne, nie martwili się nawet pakowaniem na rajd, bo ich walizki poleciały na Dakar wraz z autami, około miesiąc wcześniej. - Nad pakowaniem czuwał "mamadżer" - przyznaje zawodnik Dakaru. - Podeszliśmy do tego bardzo skrupulatnie, żeby niczego nie zapomnieć. Dzięki temu byliśmy spokojni i mogliśmy się skupić na wakacjach - dodaje.
"Mamadżer" to wyjątkowa osoba w teamie, na co dzień jest mamą Eryka, żoną Marka, przy organizacji wyjazdu na Dakar dołącza do swych zadań rolę menadżera. - To osoba, która nie pokazuje się na kamerach, nie mówi dużo, ale robi taka robotę, która naprawdę nam pomaga - podkreśla Eryk Goczał.
Codzienność Dakaru
Rajd Dakar to 14 dni wyścigu. - Wydaje mi się, że my mamy łatwiej, bo jedziemy z taką portugalską wypożyczalnią samochodów, która jest największym teamem na Dakarze. Przygotowuję samochody dla nas, tak samo podczas rajdu zajmuje się ich serwisowaniem - opowiada zawodnik. - To duże ułatwienie dla nas, bo czasu wolnego na Dakarze nie ma dużo - dodaje.
Zwykły dzień na Dakarze w kamperze Goczałów zaczyna się od pobudki. W tym roku jechali w czołówce rajdu, dlatego zdarzało się, że były to wczesne godziny. - Początki dojazdówek jechaliśmy po ciemku - zdradza Eryk. - Zwykle po pobudce trwały zwykłe przygotowania do startu, prysznic, umywalka, stacja "ubieralnia". Poranki bywały zabawne między nami, mną, tatą i wujkiem. Działaliśmy jak taśmociąg - dodaje.
Gdy kierowca i pilot byli gotowi wsiadali do auta i jechali, w zależności od etapu, około 100-300 km tzw. dojazdówki - po asfalcie. Następnie czekał na nich odcinek wyścigu czyli 400-500 km off roadu. Na koniec dnia wracali do biwaku, do pokonania też mieli setki kilometrów. - Do kampera docieraliśmy około 20-22 wieczorem. Tego czasu wolnego nie było dużo, bo zdarzało się, że rano musiałem wstać o 4.30-5 - wyjaśnia Eryk Goczał.
Eryk Goczał i jego pilot Hiszpan Oriol Mena mieli plan, że w czasie dojazdów będą uczyć się języków obcych: Eryk - hiszpańskiego, Oriol - polskiego. - Porzuciliśmy ten plan po pierwszej dojazdówce. Szło nam słabo - wyznaje zawodnik. - Od tej pory tego czasu na dojazdówkach używaliśmy do planowania strategii. Był to czas na rozmowę i analizy, co poprawić, gdzie można zyskać czas - dodaje.
Maverickiem na Dakarze
Klasa T4 na Dakarze to klasa pojazdów lekkich. - One ważą dużo mniej niż zwykły samochód. Jeździ się tym fenomenalne. Mają około 200 koni, co działa dobrze na tą masę samochodu - wyjaśnia gość Czwórki. - Mavericki mają też duży skok zawieszenia, prawie 60 cm. To je wyróżnia. Niestety mają też ustanowiony limit prędkości na Dakarze na 125 km/h. Mimo to podczas jazdy i tak czuć, że się leci, że samochód jest w powietrzu. To piękne uczucie - dodaje.
Eryk Goczał marzy by pojechać Dakar w klasie T1. Największe szanse na to będzie miał dołączając do jednego z teamów fabrycznych. Zawodnik nie wyklucza, że dołączą tam zespołowo - teamem Goczałów.
- Rodzinno-teamowa strategia sprawdziła nam się na tym Dakarze. Podjęliśmy tam strategię, że jeśli ktoś z nas będzie miał szanse na 1 miejsce na Dakarze, to stawiamy na niego i jedziemy tak, żeby on wygrał - zdradza zawodnik. - Tak się też stało dwa dni przed końcem wyścigu. Ja miałem najmniejszą stratę do lidera rajdu. Stwierdziliśmy, że jedziemy teamowo - chłopaki wzięli ode mnie wszystkie części zapasowe, narzędzia. Jechali za mną jako asekuracja, a ja mogłem lecieć przez teren. To na pewno się opłaciło - dodaje.
Rajd Dakar wraz z Erykiem Goczałem przejechało serduszko WOŚP, które dziś wystawione jest na licytację, do której zawodnik bardzo zachęca.
Na metę tegorocznego 45. Rajdu Dakar dotarło 235 z 355 startujących pojazdów. Było to m.in. 80 motocykli - ze 121, 10 quadów - z 18, 46 samochodów T1 i T2 - z 67, i w sumie 80 z 88 załóg Dakar Classic - zawodów dla historycznych pojazdów.
***
Tytuł audycji: Co Was kręci
Prowadzi: Jeremi Angowski
Gość: Eryk Goczał
Data emisji: 22.12.2022
Godzina emisji: 11.06
pj