Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Z fujarą, dudami i harfą. Nad rzekę, do Ameryki Południowej, z wykopalisk. Podsumowanie roku 2025: Jakub Knera

Ostatnia aktualizacja: 30.12.2025 00:01
Miniony rok kojarzy mi się przede wszystkim z intensywnym kopaniem w przeszłości – z odkrywaniem tożsamości rozumianej na wiele sposobów. Jednym z nich jest poszukiwanie jej w obrębie instrumentów: pokazywanie, jak tradycyjne instrumenty mogą funkcjonować w nowym kontekście, jak aktualne i żywe potrafi być ich brzmienie.
Podsumowanie roku 2025: Jakub Knera
Podsumowanie roku 2025: Jakub KneraFoto: mat. pras.

To już nie dźwięki zamknięte w gablocie ani archiwalne artefakty, lecz współczesny język muzyczny, który zyskuje nowe oblicza i trafia do zupełnie nowych światów – na festiwale i do wytwórni związanych z muzyką eksperymentalną. Dobrym przykładem są występy Brìghde Chaimbeul na Unsound Festival czy poruszanie się Richarda Hronskiego po obszarach eksperymentalnego ambientu.

Z drugiej strony to również spojrzenie w stronę tradycji – jak w przypadku zespołu Milkweed, który przetwarza ją na swój własny sposób. Ich muzyka sprawia wrażenie jednocześnie autentycznej i „odkopanej”, jakby pochodziła z zapomnianych archiwów. Milkweed bawi się nie tylko treścią, ale i formą, balansując pomiędzy rekonstrukcją a twórczym zniekształceniem.


Trzeci wymiar tego powrotu do przeszłości ma charakter dosłowny. Jednym z najciekawszych wydawnictw roku – to reedycja sprzed dwóch dekad – jest projekt Barycz Anny Nacher i Marka Styczyńskiego – opowieść o rzece, krajobrazie i o tym, jak folklor przenika się z przyrodą, stając się jej naturalnym przedłużeniem.

Jest wreszcie także kopanie we własnej tożsamości. Zaskakującym i znakomitym przykładem jest płyta Marcina Maseckiego, który sięgając po tradycję, wybiera tradycję latynoamerykańską – ale oglądaną znad Wisły. Rozbudowuje ją, jak to ma w zwyczaju: niecierpliwie, bezkompromisowo, tworząc zupełnie nową jakość – muzykę z ciepłych krajów, ale z międzylądowaniem w stolicy. I właśnie z tej perspektywy zapamiętam ten rok: jako ponowne spojrzenie na najbliższe otoczenie, które okazuje się nie tylko lokalne, ale atrakcyjne i czytelne dla całego świata.

Cerys Hafana – Angel (Glitterbeat)

Album „Angel” to najnowsze wydawnictwo Cerys Hafana, w którym tradycyjne melodie walijskie otrzymują nowoczesne, autorskie interpretacje. Hafana specjalizuje się w triple harp – unikatowej odmianie harfy trójrzędowej, która od wieków funkcjonuje w walijskiej kulturze muzycznej. Na „Angel” Hafana korzysta zarówno z repertuaru archiwalnych melodii, jak i własnych kompozycji, rozwijając je z pomocą kwartetu instrumentalnego: saksofon, kontrabas i perkusja wprowadzają jazzowe i minimalistyczne elementy. W efekcie muzyka lokalnych ballad brzmi współcześnie, hipnotycznie, a niektóre utwory, jak „O’r Coed”, przechodzą od medytacyjnych motywów po rytmiczne, niemal taneczne sekwencje. Hafana buduje album jak opowieść – od refleksyjnych, solo fragmentów po rozbudowane suity grupowe – łącząc folklor, narrację i współczesne brzmienia w nastrojową całość.

Brìghde Chaimbeul – Sunwise (Glitterbeat)

W „Sunwise” szkocka dudziarka Brìghde Chaimbeul zabiera tradycyjne dudy w rejony mrocznego minimalizmu i dronów. Zamiast lekkości folku otrzymujemy muzykę intensywną, hipnotyczną, często bliską eksperymentalnemu noise’owi. Chaimbeul wykorzystuje małe szkockie dudy, których barwa jest delikatna, ale dzięki jej technice brzmienie staje się głębokie i dramatyczne. Album otwiera statyczny, pulsujący „Dùsgadh/Waking”, który rozwija się powoli, budując napięcie poprzez minimalne przesunięcia w brzmieniu. W „Sunwise” pojawiają się zarówno mocno dronowe kompozycje, jak i fragmenty z bardziej rytmiczną energią – przykładem „Bog an Lochan” balansujący między tradycją a transową energią tańca. Całość to nie tylko reinterpretacja szkockiej tradycji, ale głębsze wejście w psychodeliczny folklor, w którym dźwięk dud pełni funkcję zaklinania, medytacji i intensywnej ekspresji.


Milkweed – Remscéla (Broadside Hacks)

Album „Remscéla” projektu Milkweed to eksperymentalna interpretacja folkloru i materiału epickiego. Brytyjski duet sięga po irlandzkie opowieści z „Táin Bó Cúailnge” – starożytnej epopei – i rekonstruuje je w formie dźwiękowej mozaiki, łącząc elementy lo-fi, ambientu i freak folku. Tytuł „remscéla” odnosi się do mniejszych, pobocznych opowieści towarzyszących głównej narracji, co znajduje odbicie w muzyce – utwory nie są linearnymi narracjami, lecz ulotnymi, niedopowiedzianymi fragmentami mitu. Milkweed buduje brzmienia z przetworzonych sonicznymi śladów – fragmentów dźwięków, field recordingów i eksperymentalnych tekstur, które sprawiają, że muzyka wydaje się jednocześnie archaiczna i nowoczesna. To dźwiękowa próba uchwycenia ulotnej pamięci i legend odbitych przez brzmieniową degradację taśmy, w której każdy szum i zniekształcenie staje się znaczącym elementem narracji.

Richard Hronský – Pohreb (Mappa)

Album „Pohreb” Richarda Hronskiego to intymna, kontemplacyjna opowieść osadzona na styku pamięci, rytuału i krajobrazu dźwiękowego Karpat. Centralnym instrumentem płyty jest fujara – dawny instrument słowackich pasterzy, którego niskie, głębokie brzmienie od wieków towarzyszyło samotności, refleksji i bliskości z naturą. Zrodzona z prostych pasterskich piszczałek, fujara była nie tylko narzędziem muzycznym, lecz także osobistym znakiem doświadczenia i wewnętrznej dojrzałości. Choć dziś figuruje na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO, w rękach Hronskiego pozostaje żywym medium zdolnym opowiadać współczesne historie. Artysta łączy jej długie, rezonujące tony z nagraniami terenowymi, ciszą i subtelnymi elektronicznymi fakturami, tworząc rozległe pejzaże dźwiękowe operujące nostalgią i „zahibernowaną” pamięcią. „Pohreb” – co po słowacku oznacza „pogrzeb” – nie jest jednak lamentem, lecz rytuałem przejścia: spokojnym zapisem oswajania straty, czasu i przemijania. Album ukazał się we wrześniu 2025 roku nakładem Mappa Editions i stanowi najdojrzalszą odsłonę twórczości Hronskiego, w której tradycja spotyka się z ambientową introspekcją.

Barycz – Barycz (Infinite Expanse)

Archiwalne wydanie „Barycz” projektu Anny Nacher i Marka Styczyńskiego (znanych z Karpaty Magiczne) to ambientowy, niemal medytacyjny kolaż dźwięków natury i instrumentów akustycznych. Album wykorzystuje nagrania 35 różnych gatunków zwierząt z Doliny Baryczy – wraz z instrumentami – aby stworzyć soniczną mapę tego ekosystemu. Obok harmonijnych, eterycznych fraz instrumentów akustycznych pojawiają się nagrania ptasich śpiewów, owadzich brzęczeń i odgłosów środowiska naturalnego, które nie są tłem, ale integralnym elementem kompozycji. To bliskie field recording-ambientu spojrzenie na relację między naturą a muzyką pozwala słuchaczowi wejść w do nieskończonej przestrzeni, w której brzmienia środowiska i instrumentów splatają się w organiczną całość. Projekt pokazuje, że muzyka może powstawać z samego środowiska – jak archiwum dźwięków świata – i prowokuje do refleksji nad miejscem muzyki w biosferze.

Marcin Masecki – Boleros y Masecki (Toinen)

Album „Boleros y Masecki” to najnowszy projekt polskiego pianisty, kompozytora i improwizatora Marcina Maseckiego, który ponownie eksploruje muzykę latynoamerykańską. Stanowi kontynuację jego wcześniejszego albumu Boleros y más, rozwijając pomysł prezentacji klasycznych boler i innych latynoskich gatunków w osobistym, europejskim ujęciu. Na płycie Masecki nie tylko gra, ale także śpiewa – co w jego twórczości jest nowym elementem – i zestawia tradycyjne melodie z bogatymi aranżacjami powiększonego zespołu z sekcją dętą (trąbki, puzony, saksofony). Utwory takie jak „Noche de ronda” czy „Bésame Mucho” są reinterpretowane w formie rozbudowanych narracji, łącząc melancholijny romantyzm bolera z filmową głębią brzmienia. Projekt wpisuje się w podróż Maseckiego przez muzyczne tożsamości – od europejskiej klasyki po folklor latynoamerykański – budując pomost między tradycją a jego własną, ekspresyjną wizją.


Jakub Knera

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń