Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Benjamin Herman - The Tokyo Sessions: w krainie jazzującego słońca

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2026 00:01
Energia najnowszej płyty Benjamina Hermana porywa wyobraźnię i przenosi na planetę pod nazwą Japonia. J-Jazz spotyka szalone wizje holenderskiego muzyka!
Benjamin Herman trio  Otomo Yoshihide
Benjamin Herman trio & Otomo YoshihideFoto: mat.pras.

Jestem przekonany, że dla miłośników szeroko pojętego jazzu postać holenderskiego saksofonisty, kompozytora, animatora i radiowca Benjamina Hermana jest ogromnie znacząca. Niemniej warto przypomnieć, że Herman już jako 17-latek błysnął podczas North Sea Jazz Festival, stając się jedynym Europejczykiem wybranym w 1991 roku do udziału w konkursie Thelonious Monk Competition. Przełomem w karierze Holendra okazał się jego zespół New Cool Collective, choć należy pamiętać również o projekcie Bughouse. To artysta kameleon czujący się dobrze w różnych stylistykach - od free jazzu, przez punk jazz, afrobeat, gypsy jazz, muzykę latynowską, po no wave.

Pisze też muzykę do filmów o czym świadczy „Deal” - porywająca partytura orkiestrowa Hermana do obrazu Eddy’ego Terstala. Nie boi się także interpretować twórczości innych artystów, czego doświadczyliśmy na albumie „Hypochristmastreefuzz”, na którym wziął na warsztat kompozycje nieżyjącego już wielkiego pianisty free jazzowego - Mishy Mengelberga. W ciągu ostatnich trzech dekad nawiązał współpracę chociażby z takimi twórcami jak Paul Weller, John Cooper Clark, Tony Allen, Otomo Yoshihide, Candy Dulfer, Han Bennink czy Idris Muhammad.


Okładka płyty Benjamin Herman Trio i Otomo Yoshihide Okładka płyty Benjamin Herman Trio i Otomo Yoshihide

Herman co jakiś czas wytycza sobie nowe cele, tym samym poszerza granice stylistyczne i zaskakuje nieszablonowością. Wystarczy wsłuchać się w najnowsze wydawnictwo „The Tokyo Sessions” będące owocem zagłębienia się w scenę J-Jazz. Herman wraz z kontrabasistą Thomasem Polem i perkusistą, producentem Jimmim Jo Huetingiem oddał się fascynacjom japońskim jazzem, tokijskim eklektyzmem czy po prostu undergroundowymi scenami tego miasta, ponoć prężnie rozwijanymi w takich dzielnicach jak Shimokitazawa i Koenji. Można tam spotkać bez problemu artystów noise'owych, anarchistów free jazzowych czy zespoły math punkowe. Herman i jego przyjaciele nie zaszyli się w tokijskiej piwnicy, ale w legendarnym Studio Dede mistrza nagrań analogowych Akihito Yoshikawy. I nie mogło się obyć bez wspaniałych gości na tych sesjach, wśród nich gitarzysta i kompozytor Otomo Yoshihide, którego słyszymy już w drugiej kompozycji „Wasshoi” w subtelnych noise’owych sprzężeniach i całej reszcie zwariowanych warstw dźwiękowych. Choć całość otwiera kapitalny utwór „Sugii” – ile w nim świeżości, buchającej energii z altowego saksofonu lidera, mięsistości kontrabasu oraz syntezatorowo-samplingowych wariacji. Ten fragment jest porywającym hołdem dla japońskiego kompozytora, piosenkarza i akordeonisty Koichiego Sugii, którego twórczość ukształtowała przedwojenną scenę jazzową Japonii przed jego przedwczesną śmiercią w 1942 roku



Pierwszy oddech można złapać w eterycznym „Kazegafuku” dzięki dwóm pięknym partiom fletów: Akihito Obamy (shakuhachi) i Ko Ishikawy (shō). W „NRFS” odzywa się znakomity saksofon tenorowy Tomoakiego Baba (znamy go m.in. z albumu „Electric Rider”), który przyciągnął uwagę dzięki ścieżce dźwiękowej do filmu anime „Blue Giant” (2023) w reżyserii Tachikawy Yuzuru. Ciekawostkę skrywa tytuł tego utworu, rozwinięcie „SRFS” odnosi się do tokijskiego klubu jazzowego „No Room For Squares” nazwanego tak na cześć albumu Hanka Mobleya z 1964 roku wydanego przez Blue Note. W ramach trasy koncertowej związanej z występem na Expo 2025 w Osace we wrześniu 2025 roku, Benjamin Herman Trio zdołało również wcisnąć improwizowany koncert w tym słynnym lokalu.


Benjamin Herman Trio i Ko Ishikawa,, fot. mat. promocyjne Benjamin Herman Trio i Ko Ishikawa,, fot. mat. promocyjne

Potężnie zasysający groove w „Yaman” utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że ten materiał został genialnie nagrany, zrealizowany i wyprodukowany. W „Aozora” z kolei usłyszałem mocno ducha mistrza Yasuakiego Shimizu i jednocześnie Yellow Magic Orchestra. Eksperymentalny „Gaa-Gaa” z Yoshihide świetnie oddaje aurę drapieżności japońskiej sceny hałasu. W „The Room” słychać niezwykłego trębacza Shinpei Ruike’ego, który na moje ucho to taki żywioł pomiędzy Robem Mazurkiem a Thosinori Kondo. Pulsujące, bulgoczące nocną energią „Tokyo Moon” jest jak kawałek wyjęty z najlepszych scen filmowych, szczególnie ulicznych - to jak reportaż z szalonej nocnej przejażdżki pod osłoną tysięcy neonów. Nie wiem dlaczego, ale mam przed oczami czarnobiałe kadry Borisa Kaufmana z filmu „Lombardzista” Sidney’a Lumeta z porywającą muzyką Quincy Jonesa. Przedłużeniem tego stanu jest również „One For Itsuno” z nieoczywistym skojarzeniem z energią składu Dave’a Brubecka.

„Dede” to powrót aksamitnie-szorstko brzmiącej trąbki Ruike na tle elektronicznych, basowych padów i oczywiście soczystych partii saksofonu altowego Hermana. „Pit Inn” łączy wiele kanałów, w jednym ciele mamy J-Jazz, Yellow Magic Orchestrę i Benjamin Herman Trio. Na finał rozedrgana miniatura „Jam Jam Radio” z gitarą Yoshihide. A ci, którzy zdobędą wersję winylową „The Tokyo Sessions” otrzymają trzy króciutkie fragmenty, łącznie około pięć minut improwizowanej muzyki m.in. z Obamą i Yoshihide. Ten absolutnie nietuzinkowy album powinien połączyć nie tylko miłośników bardzo różnorodnego jazzu, ale też osoby zauroczone kulturą Japonii i jej obliczem o tysiącu spojrzeń posiadających jedyne takie DNA na tym świecie. Herman stworzył materiał, który przetrwa próbę czasu i jest tym unikalnym przykładem płyty, do której będzie się wracało po latach.

Łukasz Komła

The Tokyo Sessions

Benjamin Herman

2026 | P-Vine Records / Roach Records / Dox Records

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń