Radiowe Centrum Kultury Ludowej

WCIAS. Drony, bas i bezczas wsi

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2026 07:00
Na pierwszym od dziewięciu lat albumie braterski duet WCIAS żeni wielkopolski folklor z muzyką dronową.
Filip i Karol Majerowscy
Filip i Karol MajerowscyFoto: mat. promocyjne

Fascynująca jest muzyczna droga Filipa i Karola Majerowskich. Jako We Call it a Sound zaczynali od elektronicznego indie rocka z elementami r&b, mocno się inspirowali i latami 80., i modnymi szesnaście lat temu brzmieniami promowanymi m.in. przez Pitchfork. Jak większość polskich niezależnych zespołów z tamtych lat śpiewali po angielsku. Kombinowali w swoich piosenkach, stawiali na nieoczywiste rozwiązania, bawili się muzyką.

Prawdziwy przełom przyszedł z trzecim albumem, „Trójpolem”. Z kwartetu WCIAS stali się duetem, porzucili angielski – i co najważniejsze – wpletli w swoją muzykę fascynację wielkopolskim folklorem, ale zachowali nowoczesność brzmienia. Trzy lata później nagrali album jeszcze mocniej zakorzeniony w tradycji. Na „Hejnałach” namalowali obraz współczesnej wsi odarty z jakiegokolwiek romantyzmu. Do rąk wzięli trąbki i puzony, gitary elektryczne i syntezator zostawili w kącie. To album surowy i tą surowością piękny, magiczny. A potem zamilkli na prawie 10 lat.

W tym czasie Majerowscy coraz mocniej wchodzili w muzykę tradycyjną. Karol zaangażował się w fundację Muzyka Zakorzeniona, nagrywał muzykantów po Wielkopolsce. Filip po przeprowadzce na Roztocze założył fundację Piszczałka, w ramach której kontynuuje dziedzictwo lokalnych orkiestr dętych i prowadzi wyśmienitą Orkiestrę Podróżniacy. Wydawało się, że WCIAS to dla nich zamknięty rozdział. Jednak jak nagle zamilkli, tak nagle zapowiedzieli nowy album.

„Wiwaty” nie są prostą kontynuacją „Hejnałów”, choć to nadal muzyka autorska inspirowana tradycją. Robienie dwa razy tego samego to dla braci rzecz nie do pomyślenia. Tym razem, choć tytuł wskazywałby na coś innego, porzucają (prawie) całkowicie piosenkową formę. Ciągoty w stronę dronów na instrumentach dętych wykazywali w „Końcu” i „Na wieś” z „Hejnałów”, teraz stanowią one oś „Wiwatów”. Co jest dość ironiczne, bo przecież wykorzystują fragmenty wielkopolskich wiwatów, tych dynamicznych przyśpiewek, ale mocno je zwalniają. Kluczową rolę odgrywają dudy wielkopolskie, na których gra Karol. Filip – w hołdzie dla roztoczańskiej tradycji – gra na rozmaitych dętych blaszanych, od tuby przez puzon i sakshorn po trąbkę.

„Wiwaty” to cztery utwory, z których tylko jeden, najbliższy przyśpiewce „Progowy” trwa mniej niż siedem minut. Majerowscy powoli rozwijają swoje kompozycje oparte na burdonach i zapętlonych frazach. To ćwiczenia z głębokiego słuchania, muzyka, w której trzeba się zanurzyć całym sobą. Nie tylko z powodów użytych instrumentów słyszę na „Wiwatach” inspiracje szkocką dudziarką Brìghde Chaimbeul i szwedzką kompozytorką Ellen Arkbro. „Do rana”, pełne przestrzeni, melancholii i nostalgii jest odbiciem „Pililiù (The Call of The Redshank)”, a „Do południa” skonstruowali bardzo podobnie do „Dùsgadh/Waking”. Pokrewieństwa z „For Organs and Brass” Szwedki pojawiają się w „Do zmierzchu”. Cały czas słychać, że WCIAS prezentują własny, autorski muzyczny język pobudzający emocje. „Progowy” to kolejny już w karierze duetu obraz muzykanckiego życia. Zaśpiewany surowo, może nawet chropowato, podobnie jak wstęp do „Do rana”. Do tego stylu śpiewania, pozornie nieułożonego, będącego na krawędzi fałszowania przyzwyczaili od samego początku.

„Wiwaty”, co trzeba podkreślić, są albumem brzmiącym wyśmienicie. Odpowiednio potężnie, basowo, ale jest tu miejsce na światło i przestrzeń. Ta ostatnia jest największym zaskoczeniem, WCIAS brzmią jakby grali na szczytach Pirenejów albo szkockich wrzosowiskach, po których dźwięk niesie się kilometrami. Nadaje to muzyce bezczasowości, pewnego odrealnienia. To inny rodzaj realizmu magicznego niż ten z „Trójpola” czy „Hejnałów”, podnioślejszy, bardziej zakorzeniony, bliski ziemi. I to zakorzenienie, a jednocześnie chęć do eksperymentów, tworzenie muzyki autorskiej – choć tym razem wykorzystują tradycyjne melodie – sprawia, że to album, którego nie można pominąć.


Michał Wieczorek

WCIAS 

„Wiwaty”

[ROZDROŻA] 2026 

 

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń