Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Ze studni do współczesności

Ostatnia aktualizacja: 17.09.2026 09:00
Karolina Matuszkiewicz wydobywa z przeszłości sukę biłgorajską, fidel płocką i chordofon płocki. Na „Studni Dźwięków” wykorzystuje ciszę, rezonans i ich surowe brzmienie, by uwolnić je od folkowej etykiety i znaleźć dla nich współczesny język.
Karolina Matuszkiewicz
Karolina Matuszkiewicz Foto: Cezary Piwowarski

Nie od dziś wiadomo, że mniej znaczy więcej. Że pojedynczym brzmieniem można czasem wywołać większe poruszenie niż rozbudowaną aranżacją. Że często zamiast wielkiej orkiestry wystarczy jeden instrument, zamiast zespołu – jedna artystka. Kiedy słucham „Studni Dźwięków” Karoliny Matuszkiewicz, laureatki tegorocznego konkursu Nowa Tradycja, mam wrażenie, że ta zasada znajduje tu wyjątkowo mocne potwierdzenie.

Matuszkiewicz jest skrzypaczką, wokalistką, kompozytorką i multiinstrumentalistką. Instrumenty staropolskie, takie jak suka biłgorajska i fidel płocka, poznała już jako nastolatka dzięki Marii Pomianowskiej. Ukończyła klasę skrzypiec na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, a kilka lat później rozpoczęła również studia w klasie fideli kolanowych Pomianowskiej w Akademii Muzycznej w Krakowie. Tam poszerzyła swoje instrumentarium m.in. o kemanche.

Gra między innymi na suce biłgorajskiej, fideli płockiej, chordofonie płockim, kemanche, kobyzie, ravanhatcie i gheychaku. Współpracowała z Karoliną Cichą, Sutari, Nikolą Kołodziejczykiem czy Kapelą ze Wsi Warszawa, uczestniczyła także w tworzeniu muzyki do gry „The Blood of Dawnwalker” studia Rebel Wolves.

Przez lata grała w różnych składach, w których te instrumenty stawały się częścią większej całości. Dodawały charakterystyczną barwę, uzupełniały aranżację, czasem pozostawały gdzieś w tle. Na „Studni Dźwięków” nie ma zespołu, za którym można się schować, dodatkowych warstw ani rozbudowanej produkcji. Suka biłgorajska, fidel płocka i chordofon płocki zostają same.

WIĘCEJ: 

Karolina Matuszkiewicz z Grand Prix Konkursu Muzyki Folkowej Nowa Tradycja 2026

"Studnia dźwięków". Solowa płyta Karoliny Matuszkiewicz


Karolina Matuszkiewicz Karolina Matuszkiewicz

Album składa się z ośmiu utworów: sześciu autorskich kompozycji i dwóch opracowań tradycyjnych melodii. Całość została zagrana na wspomnianych instrumentach, odtworzonych w ostatnich dekadach na podstawie źródeł historycznych i ikonografii. Matuszkiewicz nie traktuje ich jak muzealnych eksponatów ani narzędzi służących rekonstrukcji dawnej muzyki. Sprawdza raczej, co mogą znaczyć dzisiaj: jak daleko można rozciągnąć ich barwę czy artykulację. Kiedy grają samotnie, zaczynają mówić językiem bardziej uniwersalnym – poprzez emocję, napięcie i rezonans, a nie tylko kulturową czy historyczną etykietę.

Słychać to już w otwierającej album „Arpeggiacie”. Jest w niej coś z klasycznego myślenia o instrumencie i etiudzie, ale jednocześnie jej brzmienie daleko odbiega od tego, co zwykle kojarzymy z muzyką tradycyjną. To zresztą ważny punkt wyjścia dla całej płyty. Matuszkiewicz zaczynała od badania konkretnych możliwości instrumentów, lecz stopniowo zaczęła traktować ćwiczenie techniczne jako pełnoprawną formę kompozycji.

Artystka swobodnie porusza się między różnymi porządkami. Czasem pojawia się rytmiczność i motoryka, innym razem skoczne, niemal taneczne motywy, gdzie indziej dostojne, przeciągłe melodie. Tradycja pozostaje obecna – słychać odniesienia do oberka, polki czy kołomyjki – ale nie jest celem samym w sobie. Staje się materiałem, który można rozłożyć na części, przekształcić i wykorzystać do zbudowania własnego języka.

Jeszcze przed wydaniem albumu Matuszkiewicz zaprezentowała część tego materiału podczas festiwalu Nowa Tradycja 2026, gdzie zdobyła Grand Prix oraz nagrodę publiczności Burza Braw. Jury doceniło jej „wirtuozerię, duchową głębię i niezależność myślenia”. Sama artystka przyznaje, że konkurs stał się ogromnym impulsem do stworzenia płyty.

Mniej znaczy więcej

Trochę paradoksalnie „Studnia dźwięków” kojarzy mi się pod tym względem z muzyką Colina Stetsona. Kanadyjski muzyk gra oczywiście na zupełnie innym instrumencie – saksofonie – ale również potrafi wydobyć z niego tak ogromną skalę brzmienia, napięcia i emocji, że niczego więcej już nie potrzeba. Jeden człowiek, jeden instrument i dźwięk, który potrafi wypełnić całą przestrzeń.

Matuszkiewicz osiąga podobny efekt. Przez pół godziny pokazuje siłę rezonansu akustycznych instrumentów i udowadnia, że ich wiek nie musi oznaczać anachroniczności. Zostały wydobyte z przeszłości – z tytułowej studni – ale nie po to, żeby odtwarzać świat, który zniknął. Dostają nowe życie i własny, współczesny język. W świecie wypełnionym dźwiękami, warstwami, bodźcami i nieustannym szumem „Studnia Dźwięków” działa odwrotnie. Jej siłą jest ograniczenie. Jeden instrument, jedna osoba, rezonans, przestrzeń i cisza pomiędzy dźwiękami. Czasem naprawdę niczego więcej nie potrzeba.

Karolina Matuszkiewicz

Studnia dźwięków

(wydawnictwo własne 2026)

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń