– Naszą misją jest być z ludźmi polskiego pochodzenia, którzy z różnych powodów nie mogą wyjechać do Polski. Przychodzą do nas, żeby uczyć się języka, poznawać kulturę i spotykać innych ludzi o podobnych korzeniach – mówi Helena Trechub, prezes organizacji Language Bridge.
Organizacja prowadzi kursy języka polskiego dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Szczególną opieką obejmuje również seniorów, którzy często pozostali na Ukrainie, podczas gdy ich dzieci i wnuki wyjechały za granicę. To właśnie dla nich centrum stało się miejscem, gdzie mogli rozmawiać po polsku, wspominać rodzinne historie, uczestniczyć w warsztatach kulinarnych czy spotkaniach poświęconych polskiej kulturze.
Kultura mimo wojny
Działalność organizacji od początku wojny była ogromnym wyzwaniem. Zajęcia odbywały się zarówno online, jak i stacjonarnie. Mimo alarmów lotniczych i zagrożenia atakami mieszkańcy Kijowa nadal chcieli spotykać się osobiście.
– Człowiek potrzebuje człowieka. Ludzie potrzebują spotkań na żywo, szczególnie w czasie wojny – podkreśla Helena Trechub.
Przez długi czas centrum funkcjonowało w historycznej części Kijowa, uznawanej za względnie bezpieczną. W pobliżu znajdowały się schronienia i stacje metra, gdzie uczestnicy zajęć mogli się ukryć podczas alarmów.
Sytuacja zmieniła się dramatycznie dwa tygodnie temu, kiedy rosyjski atak dosięgnął centrum miasta. Biura organizacji zostały całkowicie zniszczone.
– Przyjechałam następnego dnia i zobaczyłam tylko kupę kamieni. Ludzie przychodzili, płakali, wyciągali spod gruzów swoje książki i podręczniki – wspomina.
Zniszczone miejsce spotkań
Szczególnie bolesna okazała się utrata przestrzeni przygotowanej dla najmłodszych. W centrum działał specjalny pokój zabaw dla dzieci, wyposażony w zabawki i materiały edukacyjne.
– To były dzieci wojny. Przychodziły do nas, bawiły się i choć na chwilę mogły zapomnieć o tym, co dzieje się za oknem. Teraz wyciągały swoje zabawki spod gruzów i płakały – mówi prezes organizacji.
Zniszczeniu uległy także meble, sprzęt oraz wszystkie podręczniki do nauki języka polskiego. Organizacja zdołała uratować jedynie część wyposażenia.
Obecnie zajęcia prowadzone są wyłącznie online, jednak uczestnicy nieustannie pytają o możliwość powrotu do spotkań stacjonarnych.
– Pani Heleno, kiedy znowu się spotkamy? – to pytanie słyszy niemal codziennie.
Pomoc potrzebna od zaraz
Odbudowa działalności wymaga znalezienia nowej siedziby oraz zakupu wyposażenia i materiałów dydaktycznych. Helena Trechub przyznaje, że liczy na wsparcie polskich instytucji.
Jak podkreśla, pomoc zadeklarowali już przedstawiciele polskiej dyplomacji. Potrzebne będą jednak środki zarówno na wynajem nowego lokalu, jak i zakup podręczników, mebli oraz sprzętu niezbędnego do prowadzenia zajęć.
– Wszystko zostało zniszczone. Dosłownie wszystko – mówi.
Jednocześnie zapewnia, że nawet bez zewnętrznego wsparcia nie zamierza rezygnować z działalności.
– Jeśli będzie trzeba, będę odbudowywać to za własne pieniądze. Nie zostawię tego tak. Obiecałam ludziom, że nasze spotkania wrócą i dotrzymam słowa.
„Rosjanie nie zniszczą polskiej kultury”
Dziś organizacja skupia już 169 osób polskiego pochodzenia mieszkających nie tylko na Ukrainie, ale także w innych krajach świata. Wśród uczestników są osoby o różnych narodowościach i obywatelstwach, których łączy przywiązanie do polskiej kultury i języka.
W centrum odbywały się warsztaty kulinarne, zajęcia muzyczne, spotkania filmowe, lekcje gry na fortepianie, a nawet treningi sportowe prowadzone po polsku. Wszystko po to, by język polski był żywą częścią codziennego życia uczestników.
Mimo utraty siedziby Helena Trechub nie traci determinacji. – Rosjanie nie zniszczą polskiej kultury. Mogą zniszczyć budynki, ale nie zniszczą naszych biało-czerwonych serc – podkreśla.
Choć alarmy lotnicze w Kijowie rozbrzmiewają niemal każdej nocy, działalność organizacji trwa. Każdego ranka uczestnicy kursów nadal spotykają się przed ekranami komputerów.
– Dziś rano obudziłam się po kolejnym ataku, wypiłam kawę, przywitałam się ze swoimi studentami i zaczęłam prowadzić zajęcia. Tak będziemy działać, dopóki nie znajdziemy nowego domu dla naszej społeczności – zapewnia.
Zapraszamy do odsłuchania załączonego nagrania!