Liczby za 2025 rok są tragiczne: cywile ginęli w nim co 14 minut" - mówił Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej.
Programy pomocowe ONZ planują dotrzeć z celowaną pomocą do 135 milionów najbardziej zagrożonych osób. Raporty UN OCHA (Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej) podkreślają, że cztery na pięć ofiar cywilnych w konfliktach ginie w państwach objętych oficjalnymi planami humanitarnymi, a niemal co piąte dziecko na świecie żyje w strefie konfliktu lub z niej uciekło.
Eksperci: dezinformacja uderza w potrzebujących, ale nie zatrzymuje pomocy humanitarnej
Dobroczynność wymaga empatii, ale dezinformacja i stereotypy uderzają w wizerunek potrzebujących. Przedstawiciele Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej i Polskiej Misji Medycznej przyznają, że efekty dezinformacji są odczuwalne podczas ich codziennej pracy na rzecz Ukraińców. Zapewniają jednak, że nie wstrzymuje to pomocy z ich strony.
W środę, 19 sierpnia, obchodzony jest Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Ustanowiło go Zgromadzenie Ogólne ONZ w grudniu 2008 r., aby zwrócić uwagę na potrzeby ludzi dotkniętych konfliktami zbrojnymi na świecie, a także na znaczenie i poświęcenie pracowników oraz organizacji niosących pomoc.
Dyrektorka programu Pomoc Humanitarna w PMM, Małgorzata Olasińska-Chart, zwróciła uwagę w rozmowie z PAP, że dezinformacja może szkodzić osobom potrzebującym pomocy, a także spowodować niechęć społeczną do niesienia pomocy. – Dezinformacja nie wpływa jednak bezpośrednio na nasze decyzje związane z udzielaniem pomocy. Nie odnotowujemy też niższych wpływów od naszych indywidualnych darczyńców – przyznała.
- Dobroczynność wynika z chęci pomocy drugiemu człowiekowi. Dlatego stereotypy, które niszczą wizerunek potrzebujących, są odczuwalne podczas naszej codziennej pracy – powiedział Jan Wysocki z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, dodając, że szczególnie widać to w przypadku pomocy dla Ukrainy. Przyznał, że trwający od 2022 r. konflikt w Ukrainie doprowadził do pojawienia się zjawiska zmęczenia pomaganiem, choć, jak podkreślił, nie jest to specyfika polskiego społeczeństwa, gdyż podobny mechanizm spadku zaangażowania obserwowany jest też przy innych długotrwałych kryzysach na świecie.
Olasińska-Chart potwierdziła, że poparcie Polaków dla pomocy Ukraińcom w naszym kraju spadło. – To efekt kampanii prowadzonych zarówno przez środowiska rosyjskie, jak i grupy niechętne uchodźcom, imigrantom czy osobom w kryzysie. W naszej ocenie to wciąż jednak margines, ponieważ większość polskiego społeczeństwa rozumie znaczenie tej wojny i wie, że Ukraina broni również naszych granic – wyjaśniła.
Ekspertka przyznała, że choć pracuje od ponad 20 lat w organizacji pomocowej, to wciąż spotyka się z zarzutami, że pomaga chorym dzieciom poza granicami kraju, zamiast zająć się potrzebującym w Polsce. – Odpowiadam wtedy, że Polska jest bezpiecznym, przewidywalnym krajem, gdzie działają państwo, pomoc społeczna, crowdfunding, gdzie można liczyć na pomoc rodziny, sąsiadów czy przyjaciół. My pomagamy w miejscach, gdzie ludzie nie mają naprawdę niczego, gdzie każdy ma zero, bo uciekł w klapkach i z siatką w ręce, gdzie państwo jest niewydolne, gdzie nie ma nawet garnka zupy – powiedziała rozmówczyni PAP.
Polska Misja Medyczna w Ukrainie od początku wojny na pełną skalę finansuje prace mobilnych klinik działających wzdłuż linii frontu w obwodach charkowskim i sumskim, a także wspiera oddziały neonatologiczne w 27 szpitalach, wyposażając te placówki w sprzęt ratujący życie noworodków oraz kobiet w zagrożeniu porodowym.
- Potrzeby w Ukrainie są cały czas, bo przecież mówimy o kraju, w którym od pięciu lat toczy się wojna, w którym żyje ogromna liczba osób wewnętrznie przesiedlonych. Wielu spośród nich to osoby starsze, które zostały przeniesione z miejscowości frontowych, pozbawione własnych domów. Ich niska emerytura lub renta nie wystarcza na życie w miastach i to do nich trafia pomoc humanitarna – powiedział Wysocki.
Zwrócił także uwagę na potrzeby związane z naprawą infrastruktury zniszczonej w wyniku działań wojennych, zwłaszcza energetycznej. – Jeśli nadchodząca zima będzie bardziej sroga niż poprzednia, to może to być najtrudniejszy okres dla Ukraińców. Stąd zapotrzebowanie na generatory dla szpitali oraz konieczność przeprowadzania remontów w placówkach medycznych – dodał.
Zapytany o dezinformację dotyczącą nielegalnego handlu generatorami prądotwórczymi, które Ukraina miała otrzymać od organizacji pomocowych, Wysocki potwierdził, że były to fake newsy. – Każda pomoc humanitarna, która trafia do Ukrainy, jest monitorowana przez tamtejsze władze właśnie po to, aby nie dochodziło do takich zdarzeń. Ponadto każda z organizacji humanitarnych ma dobrze sprawdzonych lokalnych partnerów. Dlatego wiemy, jak sprzęt, który trafia do Ukrainy, jest dystrybuowany i używany – wyjaśnił. – To, co możemy robić, to walczyć z tą dezinformacją, pokazując, jak pomoc, która została ufundowana przez darczyńców czy instytucje, jest wykorzystywana i realnie pomaga ludziom – dodał rozmówca z PCPM.
Wysocki zwrócił uwagę, że największym problemem, z jakim mierzą się obecnie organizacje pomocowe na całym świecie, jest drastyczne zmniejszenie dotacji. – Tegoroczny plan humanitarny ONZ zakłada budżet o wysokości zaledwie 33 mld dolarów. To gigantyczny spadek w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy środki wynosiły 47 mld dolarów. Niemiecki budżet na pomoc humanitarną został zmniejszony w tym roku o ponad połowę - z poziomu 2 mld euro do około 1 mld euro rocznie. Także w Wielkiej Brytanii zatwierdzono znaczne cięcia na pomoc rozwojową i humanitarną - z 15 mld funtów w latach poprzednich do 9 mld funtów w 2026 r. – wymienił ekspert.
Jednocześnie podkreślił, że liczba osób potrzebujących pomocy nie maleje. - Jesteśmy świadkami permanentnych konfliktów i kryzysów. To nie tylko Ukraina, ale też Liban, Sudan, Somalia, Jemen i do tego dochodzą katastrofy klimatyczne, w tym susze i powodzie w Sudanie Południowym. Mamy świadomość, że niestety potrzeb będzie coraz więcej – dodał.
– Mamy nadzieję, że wojna w Ukrainie szybko się skończy – myślę, że jest to cicha nadzieja zarówno Polaków, jak i, przede wszystkim, samych Ukraińców. Wtedy jako Polska Misja Medyczna będziemy mogli rozpocząć działania tam, gdzie zniszczenia wojenne są największe, czyli na terenach, przez które przeszedł front lub gdzie obecnie przebiega linia walk. Dzisiaj, ze względu na bezpieczeństwo, nie możemy tam jeszcze wjechać – zaznaczyła Olasińska-Chart.
Zapytana o zmęczenie współodczuwaniem oraz wypalenie zawodowe wśród pracowników organizacji humanitarnych, ekspertka przyznała, że to jedno z najtrudniejszych wyzwań w strukturach pomocowych. – Oferujemy naszemu zespołowi stały dostęp do psychologa. To kluczowe, ponieważ ci ludzie pracują w miejscach, gdzie nieustannie stykają się z osobami nieuleczalnie chorymi, którym czasem nie da się już ulżyć w cierpieniu. Patrzą na śmierć. Działając w strefie wojny lub katastrofy naturalnej, sami są bezpośrednio narażeni na traumę. Nie mają bowiem komfortu powrotu do bezpiecznego, spokojnego domu. W takich warunkach granica między niesieniem pomocy a byciem ofiarą konfliktu bardzo łatwo może się zatrzeć – dodała.
Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) podało w poniedziałek, że od początku 2026 r. 82 pracowników organizacji pomocowych poniosło śmierć, 97 zostało rannych, a 39 porwano.
W 2025 r. na świecie zginęło 350 osób pracujących dla organizacji pomocowych, w tym 186 w Strefie Gazy i 71 w Sudanie. Liczba ta jest nieznacznie niższa od danych z 2024 r., kiedy życie straciło 377 osób.
PAP/IAR/ks