"Wszystko na sprzedaż". Andrzej Wajda próbuje uchwycić nieobecność

Ostatnia aktualizacja: 23.04.2026 10:15
Gdy w 1967 roku zginął Zbigniew Cybulski, jedna z największych gwiazd polskiego kina, środowisko filmowe zostało z poczuciem pustki. Z tej straty narodził się film "Wszystko na sprzedaż" – niezwykłe dzieło Andrzeja Wajdy. To jeden z najbardziej osobistych i niejednoznacznych dzieł w twórczości reżysera. Nie jest ani biografią, ani klasycznym filmem fabularnym, lecz poruszającą próbą zmierzenia się z pamięcią, nieobecnością i tym, co zostaje po artyście.
Zdjęcia plenerowe na stacji kolejowej pod Poznaniem do filmu pt. Wszystko na sprzedaż w reżyserii Andrzeja Wajdy (nz.). Rok 1968
Zdjęcia plenerowe na stacji kolejowej pod Poznaniem do filmu pt. "Wszystko na sprzedaż" w reżyserii Andrzeja Wajdy (nz.). Rok 1968Foto: Lech Zielaskowski/PAP

Posłuchaj audycji "Wajda - portret z powidoków" >>>

W filmie "Wszystko na sprzedaż" Andrzej Wajda buduje narrację fragmentaryczną, rozproszoną, opartą na urwanych scenach i niedopowiedzeniach. Nie próbuje odtworzyć życia aktora, nie buduje biografii, nie porządkuje faktów. Zamiast tego robi coś znacznie bardziej ryzykownego: pokazuje pustkę, która po nim została.

"Wszystko na sprzedaż" - film po śmierci Zbigniewa Cybulskiego

W centrum fabuły jest nieobecność bohatera. Nie widzimy go, ale to on organizuje cały świat filmu. To właśnie wokół tej pustki krążą postacie, próbując nadać sens wydarzeniom, które wymykają się jednoznacznemu opisowi. Film staje się przy tym autotematyczny, a plan zdjęciowy i proces tworzenia odsłaniają własną bezradność wobec rzeczywistości. Jest w nim coś paradoksalnego, bo wszystko kręci się wokół jednego człowieka, a jednocześnie ten człowiek ani razu się nie pojawia na ekranie.

- Nie pada nawet jego imię i nazwisko. Jest coś bardzo przekonującego w tym, żeby zorganizować film wokół takiej pustki. Wszystkie te słowa, sceny, obrazy jakoś tak gestykulują w kierunku tej pustki, ale nic nie jest w stanie jej wypełnić. To jest zresztą ogromna stawka tego filmu, nie tylko artystyczna, ale i egzystencjalna, czy sztuka jest w stanie jakoś zareagować, zadośćuczynić stracie, śmierci, pustce po aktorze i przyjacielu. Czy jest w stanie pomóc z poczuciem winy, który Wajda jakoś odczuwał - mówił filmoznawca Jakub Mikurda.

Czytaj też:

Rola, która stworzyła legendę Zbigniewa Cybulskiego

Zbigniew Cybulski był dla Andrzeja Wajdy kimś więcej niż tylko aktorem z obsady. Ich współpraca współtworzyła legendę powojennego polskiego kina. Najpełniej objawiła się ona w filmie "Popiół i diament", gdzie postać Maćka Chełmickiego stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów w historii polskiego filmu. Wajda po latach wspominał ich ostatnie spotkanie i słowa Cybulskiego "będziesz żałował, że mnie nie obsadziłeś".

- To była rola, która od razu katapultowała Cybulskiego do historii kina. Była też takim punktem odniesienia, czymś pozafilmowym. Cybulski złapał w tej postaci, ale też w napięciu pokoleniowym, jakiś rodzaj rozdarcia, frustracji. Ale też współczesnego sposobu grania, sposobu bycia. Oczywiście możemy mówić, że on grał jak Marlon Brando, jak James Dean; że to był ten rodzaj takiej neurozy aktorskiej, która z życia przenosi się na ekran. Ale – co wróci przy okazji "Wszystko na sprzedaż" – Cybulski grał w swoich prawdziwych ciuchach. Skórzana kurtka, ciemne okulary, chlebak. W powieści Andrzejewskiego postać Maćka Chełmickiego tak nie wyglądała - podkreślił gość audycji "Wajda - portret z powidoków".

Pierwszy autorski film Andrzeja Wajdy

Powstanie "Wszystko na sprzedaż" było dla Wajdy momentem szczególnym – po raz pierwszy reżyser sam podpisał się pod scenariuszem swojego filmu. Wcześniej pracował z tekstami innych autorów, adaptował literaturę lub współtworzył scenariusze z partnerami. Tym razem zdecydował się napisać go osobiście, choć oglądając film można odnieść wrażenie, że jego struktura powstawała na bieżąco, w dialogu z aktorami i sytuacją na planie.

- To jest pierwszy film Wajdy, w którym on się tak odsłonił. On nie był twórcą, który pracowałby mocno na swojej biografii, jak chociażby Żuławski. Ale też nie ukrywał się – był po prostu innym artystą. Szukał w tekstach, w tematach. I przez sam dobór tekstów odsłaniał się w tym, co go interesowało. W filmie "Wszystko na sprzedaż" Wajda jest wystawiony na widok widza. Miał nawet przez pewien czas pomysł, żeby zagrać samego siebie - wyjaśnił Jakub Mikurda.

"Wszystko na sprzedaż" - film jak zbiorowa terapia

W filmie "Wszystko na sprzedaż" osobista strata zostaje przeniesiona w przestrzeń filmu i wspólnego doświadczenia całego środowiska. Film zaczyna przypominać coś więcej niż klasyczną fabułę: staje się rodzajem zbiorowego przeżycia, próbą zmierzenia się z pustką po kimś ważnym. W tym sensie można go odczytać jako szczególną formę artystycznego rozrachunku, w którym rzeczywistość i kreacja zaczynają się przenikać.

- Być może to jest też rodzaj takiej psychoterapii performatywnej, którą Wajda organizuje całemu kręgowi znajomych Cybulskiego. Ale najbardziej dla mnie przejmujący jest moment, kiedy w filmie pojawia się Bogumił Kobiela. W reakcji na spekulacje reżyserskie, że może tak, a może inaczej, on wpada w jakiś rodzaj bardzo autentycznego i chyba rzeczywiście dokumentalnie zarejestrowanego gniewu. I on mówi "nic nie powiem, był tutaj, stał, i teraz go nie ma". I wychodzi. I to jest też wyjście Kobieli z filmu, on się już więcej nie pojawia - mówił filmoznawca.

***

Tytuł audycji: Wajda - portret z powidoków

Prowadzenie: Marcin Pesta

Gość: Jakub Mikurda (filmoznawca i reżyser dokumentów)

Data emisji: 22.04.2026

Godz. emisji: 22.30

am/pg

Czytaj także

Pokolenie zawiedzionych nadziei. Co naprawdę mówi film "Niewinni czarodzieje"?

Ostatnia aktualizacja: 26.03.2026 07:30
"Niewinni czarodzieje" z 1960 roku to jeden z najbardziej nieoczywistych filmów Andrzeja Wajdy. To opowieść o młodości, wolności, jazzie, grze pozorów i emocjach, które kryją się tuż pod powierzchnią lekkiego flirtu i nocnej rozmowy. W tym filmie puls Warszawy końca lat 50. łączy się z pytaniami o bliskość, autentyczność i o to, kim naprawdę jesteśmy, kiedy przestajemy grać role.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Andrzej Wajda: Sowieci byli pewni, że zbrodnia katyńska nie wyjdzie nigdy na jaw

Ostatnia aktualizacja: 13.04.2026 11:11
- Straciłem ojca i patrzyłem na moją matkę, która nieustannie, do 1950 roku, kiedy zmarła, czekała na powrót ojca. Była głęboko przekonana, że być może tamci oficerowie zginęli, ale to jeszcze nie znaczy, że musiał zginąć mój ojciec - mówił w niepublikowanym dotąd wywiadzie Andrzej Wajda. Sięgnęliśmy do tego nagrania z okazji Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który obchodzony jest 13 kwietnia.
rozwiń zwiń