W drodze do prawdy. Witold Lutosławski w 113. rocznicę urodzin

Ostatnia aktualizacja: 25.01.2026 08:00
113 lat temu w Warszawie urodził się Witold Lutosławski, kompozytor, którego nazwisko w polskiej muzyce wyznacza osobną orbitę. Wymienia się go obok Chopina i Szymanowskiego, lecz jego droga była inna. Nie zbudował szkoły, nie burzył tradycji. Konsekwentnie i bez ideologicznych deklaracji szukał własnego języka. 
Witold Lutosławski w swoim domu w Warszawie
Witold Lutosławski w swoim domu w WarszawieFoto: Jan Morek/PAP

Między Szymanowskim a matematyką

Jako młody człowiek wahał się między muzyką a matematyką. Studiował tę drugą przez dwa lata na Uniwersytecie Warszawskim. Ostatecznie wybrał kompozycję. Kształcił się u Witolda Maliszewskiego, a fortepian studiował u Jerzego Lefelda. Ważnym przeżyciem była dla niego III Symfonia "Pieśń o nocy" Karola Szymanowskiego, usłyszana w Filharmonii Warszawskiej. Później poznał autora osobiście podczas wyjazdu studentów konserwatorium do Rygi.


Lutosławski wspominał ten wyjazd w latach 80. "Cały pobyt w Rydze wspominam jako zdarzenie niezwykle miłe. Szymanowski był ogromnie serdeczny dla naszej małej grupy, przyszedł na nasz koncert, my chodziliśmy za nim po mieście i poszliśmy do radia ryskiego, gdzie nagrywał swoje utwory z Wacławem Niemczykiem i swoją siostrą Stanisławą. Po naszym koncercie Wacław Niemczyk powiedział mi: >>>Pańska Sonata bardzo się podobała Karolowi, inna rzecz, że on tego panu nie powie<<<".


Debiut pod batutą Grzegorza Fitelberga

Choć pierwszy wykonany publicznie utwór Lutosławskiego – zaginiony Taniec chimery – powstał już w 1930 roku, a w latach 30. kompozytor prezentował kolejne dzieła (m.in. Sonatę fortepianową, Scherzo czy Harun al Raszyd), za właściwy debiut uważał Wariacje symfoniczne. Ich prawykonanie odbyło się 17 czerwca 1939 roku w Krakowie pod batutą Grzegorza Fitelberga. Plany dalszych studiów w Paryżu u Nadii Boulanger przerwał wybuch wojny.


Muzyka w cieniu wojny

W 1940 roku Lutosławski wraz z Andrzejem Panufnikiem stworzył duet fortepianowy, występujący w warszawskich kawiarniach: w Arii, U aktorek oraz w Modzie i sztuce. Była to działalność artystyczna i zarazem sposób na przetrwanie.

Po latach kompozytor nadal żywo wspominał ten okres. - Mieliśmy w repertuarze bardzo dużo muzyki bardzo poważnej, zaczynając od toccat organowych Bacha, które przerabialiśmy bardziej wiernie niż to robili Busoni czy Liszt, ponieważ dwa fortepiany dawały możliwości, jakich oczywiście nie dawał jeden, aż do Bolera Ravela, które było takim cheval de bataille naszego repertuaru - mówił.

Około 200 opracowań i transkrypcji zaginęło w czasie wojny. Ocalały jedynie Wariacje na temat Paganiniego. W tym czasie powstały także piosenki wydane później jako Pieśni walki podziemnej.


"Takiego kompozytora należy wrzucić pod tramwaj!"
Po wojnie polskie życie muzyczne znalazło się pod silną presją ideologiczną. Od twórców oczekiwano podporządkowania się estetyce socrealizmu. Lutosławski nie godził się na artystyczną stagnację. 


- Nie można się godzić na to, aby dziś pisana muzyka miała wszelkie cechy utworu sprzed lat sześćdziesięciu. Muzyce takiej bowiem brakować będzie jednej z najważniejszych właściwości prawdziwego dzieła sztuki - prawdy artystycznej - pisał na łamach "Muzyki".


Nie był buntownikiem, ale konsekwentnie bronił autonomii języka muzycznego. Sięgał do folkloru, lecz przetwarzał go twórczo, unikając dosłowności. W 1949 roku wykonanie I Symfonii podczas Konkursu Chopinowskiego wywołało skandal. 

- Nie mogę powiedzieć, żebym był człowiekiem prześladowanym; jakkolwiek I Symfonia w 1949 roku była wykonana podczas Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Tutaj to się odbyło z wielkim skandalem, jak ci wiadomo. Sokorski powiedział, że takiego kompozytora należy wrzucić pod tramwaj - wspominał po latach w rozmowie z Iriną Nikolską.

Zwieńczeniem tego etapu był niezwykle popularny Koncert na orkiestrę. Sam autor patrzył na niego z dystansem, mówiąc, że "jest raczej świadectwem, jak potrafię napisać muzykę, a nie jak bym ją napisać chciał. Stąd nie mam wielkiego przekonania do tego dzieła".


Światowe sceny i artystyczne rozczarowania

Z czasem twórczość Lutosławskiego weszła do repertuaru najwybitniejszych wykonawców. Pisał dla takich artystów jak Anne-Sophie Mutter czy Mścisław Rostropowicz, a jego utwory dyrygowali Seiji Ozawa, Daniel Barenboim, Esa-Pekka Salonen, Marek Janowski czy Simon Rattle. Stał się kompozytorem obecnym w międzynarodowym obiegu, nie jako egzotyczny przedstawiciel "szkoły polskiej", lecz jako partner największych nazwisk.



Nie wszystkie wykonania przynosiły jednak satysfakcję. Po warszawskim koncercie Leopolda Stokowskiego w 1959 roku Lutosławski pisał do dyrygenta: "Nie zapomnę nigdy Pana koncertu, wykonania mej Symfonii, Pana wizyty u nas i wszystkich momentów kontaktów osobistych z Panem".

Roman Jasiński przekazał jednak inną relację. - Tymczasem Lutosławskiego potem spotkałem bladego i roztrzęsionego. Oświadczył mi, że równie podłego wykonania swej Symfonii jeszcze nigdy nie słyszał – po prostu trudno mu było chwilami uwierzyć, że to on te okropności skomponował - zanotował.


Do trzech razy sztuka

Myśl o koncercie fortepianowym towarzyszyła mu od młodości. Po wojnie do napisania takiego dzieła namawiał go Witold Małcużyński, lecz projekt nie doszedł wówczas do skutku. Dopiero w 1988 roku powstał Koncert fortepianowy, zadedykowany Krystianowi Zimermanowi.

"[…] Chciałem nawiązać w Koncercie fortepianowym do Chopina, Liszta i Brahmsa. Myślę, że warto podtrzymywać kontakt z takimi wielkimi duchami przeszłości. To pomaga wznieść się w jakieś lepsze sfery... - pisał o tym dziele kompozytor.

Ta wypowiedź dobrze podsumowuje jego postawę. Lutosławski nie odcinał się od tradycji ani nie traktował jej jak muzealnego eksponatu. Wchodził z nią w dialog. Szukał w niej punktów oparcia, by budować własny, nowoczesny język. I właśnie ta równowaga między pamięcią a wynalazczością sprawia, że jego muzyka pozostaje żywa.

Witold Lutosławski odszedł 7 lutego 1994 roku.

***

Oskar Łapeta
 

Czytaj także

Droga Krystiana Zimermana: od Chopina do Lutosławskiego

Ostatnia aktualizacja: 05.10.2025 09:45
Kiedy pół wieku przyszło do wyłonienia zwycięzcy IX Konkursu Chopinowskiego, jury pod przewodnictwem Kazimierza Sikorskiego nie miało wątpliwości. Od początku zmagań konkursowych faworytem był jeden artysta, który ostatecznie, oprócz nagrody głównej, otrzymał także nagrody specjalne za wykonania polonezów i mazurków. Był nim liczący wówczas zaledwie 18 lat Krystian Zimerman, który do dnia dzisiejszego pozostaje jednym z najbardziej fascynujących i najwyżej cenionych pianistów naszych czasów.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Eugeniusz Morawski: utracona muzyka, odzyskana pamięć

Ostatnia aktualizacja: 02.11.2025 06:00
2 listopada 1876 roku, czyli 149 lat temu, przyszedł na świat Eugeniusz Morawski - kompozytor, pedagog, pianista i malarz. W latach 30. dwukrotnie pełnił funkcję jurora Konkursu Chopinowskiego, był też rektorem Państwowego Konserwatorium Muzycznego w Warszawie, gdzie wykładał instrumentację. Do jego uczniów należeli m.in. Witold Lutosławski i Andrzej Panufnik.
rozwiń zwiń