Zanim został jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w Polsce, był… ekonomistą po studiach i z 5-letnim stażem. Studiował w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (obecnie Szkoła Główna Handlowa).
– To miało szansę się udać, ale w drogę weszło mi Polskie Radio, Bogu dziękować – zażartował Maciej Gudowski.
W audycji "Czas pogody" opowiedział m.in. o tym, co zainspirowało go do dołączenia w 1984 roku do Polskiego Radia.
"Magia radia", czyli radiowe początki Macieja Gudowskiego
W rozmowie ze Zbigniewem Krajewskim gość audycji przyznał, że radiem interesował się od najmłodszych lat.
– Kiedyś przypuszczałem, że w tym odbiorniku siedzą tacy mali ludzie i to radio robią, po prostu. Ta "magia radia" we mnie została. Potem zaczęło się myślenie o głosach, a konkretne nazwiska pojawiły się znacznie później. Pod koniec stycznia 1984 roku otworzyłem ogromne drzwi i wszedłem do budynku, który był wypełniony głosami – opowiadał Maciej Gudowski.
Prawdziwy "wzór spikera"
Choć oczywiście nie poznał go osobiście, pierwszym wzorem, z którym miał do czynienia Maciej Gudowski po przekroczeniu progu Polskiego Radia był Tadeusz Bocheński.
– Jego nazwisko zawsze padało jako wzór spikera - perfekcyjne zachowanie przed mikrofonem, fantastyczna dykcja, wielki szacunek do słuchaczy. Powtarzało się jako wzorzec. Potem był pan Ksawery Jasieński, z którym miałam okazję się spotkać i brać udział w wielu nagraniach – wspominał Maciej Gudowski.
Ich głosy wciąż "spotykają się" na trasie warszawskiego metra. Legendarny głos Ksawerego Jasieńskiego codziennie słyszą pasażerowie linii M1, natomiast Macieja Gudowskiego – pasażerowie linii M2. Gość "Czasu pogody" na antenie Jedynki wspominał także o swoim udziale w benefisie Ksawerego Jasieńskiego z okazji premiery książki poświęconej słynnemu spikerowi.
– Podczas tego wydarzenia miałem zaszczyt czytać fragmenty książki w obecności pana Ksawerego, który siedział na widowni. Dobrze, że siedziałem, bo by się nogi pewnie pode mną ugięły – dodał lektor.
Na korytarzach Polskiego Radia Maciej Gudowski mijał mnóstwo radiowych osobistości. Jak wspominał, jedną z nich był wybitny artysta, aktor i prezenter Bohdan Łazuka.
– Wychodzę po jakimś nagraniu, patrzę – idzie Bohdan Łazuka. Pomyślałem: "Boże, co ja zrobię?", pan Bohdan odzywa się: "dzień dobry panie Maćku!". To było coś pięknego. Oczywiście odpowiedziałem, a potem jeszcze kilka razy spotkałem pana Bogdana w radiu – opowiadał gość audycji.
W audycji radiowiec wspomniał także spotkania z Tomaszem Beksińskim, z którym miał okazję współpracować m.in. przy filmach o przygodach Jamesa Bonda. Beksiński odpowiadał wówczas za tłumaczenia list dialogowych.
Maciej Gudowski: w radiu czuję się "u siebie"
Chociaż wielu słuchaczy kojarzy głos Macieja Gudowskiego z filmów, lektor darzy radio ogromnym sentymentem.
– Studia radiowe są jedne i te same od lat. Akustyka jest wspaniała. Ze studiami telewizyjnymi bywa różnie. Może to jest spowodowane jakimiś osobistymi odczuciami, ale w radiu czuję się zawsze "u siebie" – wyjaśnił.
Sztuczna inteligencja zagrożeniem dla lektorów?
Nie jest tajemnicą, że zastosowanie sztucznej inteligencji może negatywnie odbić się na pracy lektorów. Bywa, że najsłynniejsze głosy są przez nią przetwarzane i mogą "przeczytać" wszystko.
– Powoli dzieją się niedobre rzeczy. Odbywa się kradzież głosów, ale te sprawy wciąż się toczą, więc na razie o tym nie mówmy. W każdym razie, jest reakcja ludzi i próby ujęcia tego w jakieś reguły prawa, bo takie być powinny. W przeciwnym razie nasza praca okaże się bez sensu, bo ktoś wciśnie sobie jakiś klawisz i będzie – powiedział Maciej Gudowski.
Jakie "lektorskie wpadki" Macieja Gudowskiego najbardziej zapadły mu w pamięć? Zapraszamy do wysłuchania całej audycji na polskieradio.pl.
Czytaj też:
Jak wygląda praca przy dubbingu gier? Jarosław Boberek: technika nagrań jest nieco inna
ps